tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Polski wicemistrz Europy: bawią mnie porównania do ojca

– Jestem przygotowany na siedemnaście metrów – deklaruje Karol Hoffmann w rozmowie ze SPORT.TVP.PL. Polski trójskoczek wywalczył dwa lata temu srebro mistrzostw Starego Kontynentu. Teraz przygotowuje się do startu w Berlinie. Transmisje z lekkoatletycznych mistrzostw Europy od 6 do 12 sierpnia w TVP Sport, SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej.
Karol Hoffmann (fot. PAP)

Startują mistrzostwa europejskie. Sprawdź plan transmisji

Mateusz Górecki, SPORT.TVP.PL: – Woli pan sprawiać komuś niespodzianki czy samemu być zaskakiwanym?
Karol Hoffmann – I jedno i drugie, choć zależy kto sprawia mi te niespodzianki. Ja też lubię zaskakiwać i to nie tylko jeśli chodzi o sport.

– Pytam, bo jest pan specjalistą od nieoczekiwanych wyników. Wicemistrzostwo Europy w 2016 roku, ostatnio triumf w Pucharze Świata...
– Można tak stwierdzić, chociaż nigdy nie zastanawiam się czy sprawię niespodziankę. Zawsze staram się skakać na sto procent swoich możliwości, a dopiero potem okazuje się co z tego wyniknie. Zawsze łatwiej jest atakować, na zawodniku nie ciąży wtedy presja. Nie stara się udowodnić wszystkim i samemu sobie, że musi coś zrobić, tylko rywalizuje na takim poziomie, jaki wypracował przez lata treningu.

– Wspomniane wcześniej zawody były dla pana niespodziankami?
– Same wyniki. Jeśli natomiast chodzi o osiągnięcia – zdobycie medalu w Amsterdamie i pierwszego miejsca w Londynie – były rzeczywiście zaskakujące. W przypadku odległości jakie uzyskałem, nie mogę mówić o niespodziance, bo wiem na ile był gotowy mój organizm.

– Z powodu kontuzji zabrakło pana na mistrzostwach Polski.
– To nic poważnego. Miałem drobny uraz związany ze zmianą podłoża, o czym wspominałem już w Londynie. To nie wpłynęło dobrze na mojego Achillesa. Teraz jest już wszystko w porządku i w Berlinie będę startował w pełni sił. Cały rok człowiek przygotowuje się do imprezy sezonu i czasami lepiej dmuchać na zimne. Dostałem pozwolenie klubu oraz Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i mogłem odpuścić te zawody.

– W Lublinie poziom był mizerny. Żaden z zawodników nie przekroczył szesnastu metrów. To wynik braku talentów, złego szkolenia?
– To chyba nie jest pytanie do mnie. Trudno mi powiedzieć co mogło być powodem słabszych wyników. Oczywiście chciałbym, żeby rywalizacja na mistrzostwach Polski stała na jak najwyższym poziomie, żebyśmy wspólnie walczyli o siedemnastometrowe skoki. Może po prostu brakuje chętnych do tak trudnej konkurencji jaką jest trójskok.

PŚ w Londynie: zaskakujące zwycięstwo Karola Hoffmanna

– Rywalizacja na krajowym podwórku wpłynęłaby chyba na pana motywująco?
– Oczywiście. Przy kilku zawodnikach na wysokim poziomie musiałbym się wykazać odpowiednią formą, żeby pojechać na mistrzostwa Europy. Trzeba jednak pamiętać, że jest to bardzo indywidualna konkurencja, zresztą jak każda lekkoatletyczna. Nie ukrywam, że zazwyczaj nie patrzę na moich rywali, skupiam się na tym, co ja robię. Najważniejsze jest dla mnie to, jak daleko potrafię skoczyć.

– Za kilka dni początek mistrzostw w Berlinie. Dyspozycja pozwala myśleć o medalu?
– Forma jest dobra, zobaczymy jaki będzie wynik. Poziom w Europie nie jest może w tym roku najwyższy, ale wszyscy zawodnicy szykują optymalną dyspozycję na Berlin i to 17,16 metra, które dwa lata temu dało wicemistrzostwo Europy, w tym roku może nie być wystarczające, żeby stanąć na podium. Ja jestem przygotowany na złamanie granicy siedemnastu metrów.

– Na listach europejskich zamyka pan czołową "20". Do medalu potrzebny będzie wynik w okolicach 17,15-17,20 metra.
– W Berlinie najprawdopodobniej nie wystartuje wicemistrz świata Pedro Pichardo, który zmieniał obywatelstwo z kubańskiego na portugalskie (zgodnie z przepisami IAAF obowiązuje go okres karencji – przyp. red.). Na listach jest też kilku zawodników, którzy nie pojawią się na ME. Wynik w okolicach 17,15-17,20 jak najbardziej w moim zasięgu. To nie jest żadna ogromna odległość, jedynie wyrównanie rekordu życiowego. Miejmy nadzieję, że to wystarczy by zdobyć medal. Gdyby zapytał mnie pan o skoki na siedemnaście i pół metra, to zastanowiłbym się nad odpowiedzią.

– Zapytam. Czego brakuje do osiągania takich rezultatów?
– Szczerze mówiąc nie wiem. Może po prostu nie każdy jest w stanie osiągać takie odległości? Trudno też powiedzieć, co musiałbym zmienić, żeby skakać pod granicę osiemnastu metrów, nie wiem nawet czy w moim przypadku jest to w ogóle możliwe. Skupiam się na przekraczaniu siedemnastu metrów i to jest mój cel.

– Rywalizację o medale w trójskoku zaplanowano na koniec mistrzostw. Nie ma obaw, że to oczekiwanie na start wpłynie na pana niekorzystanie?
– Nawet nie przyszło mi to przez myśl. Cieszę się, że ten finał będzie w ostatnim dniu mistrzostw. Będę miał jeszcze czas, żeby doszlifować parę rzeczy i w ogóle nie przejmuje się tym oczekiwaniem. Otaczają mnie sami doświadczeni zawodnicy, mamy znakomitą reprezentację i na pewno będziemy się wzajemnie wspierać, żeby osiągnąć zamierzone cele.

ME w Amsterdamie: srebrna próba Karola Hoffmanna

– Denerwują pana porównania do ojca?
– Na samym początku kariery faktycznie przeszkadzały mi takie pytania i może trochę peszyły. Po takim okresie skakania i z doświadczeniem które zebrałem, zaczęło mnie to bawić i motywować do udowodnienia sobie i tacie, że stać mnie na dobre skakanie.

– Zdzisław Hoffmann to mistrz świata z 1983 roku i rekordzista kraju (17,53 m). Chce pan nawiązać do tych osiągnięć?
– Celuję w rekord Polski w hali. Nie wiem czy ten wynik jest możliwy w moim wykonaniu, ale byłoby super, gdyby udało się pobić ten rezultat. Wtedy dwóch Hoffmanów byłoby rekordzistami kraju. To są moje aspiracje, nie rywalizacja z tatą.

– Nie ma obaw, że tata "obrazi się", jeśli pobije pan jego wyniki?
– Nigdy w życiu! Myślę, że tata byłby przeszczęśliwy gdybym go przeskoczył.

– Poprzedni sezon nie był zbyt udany. Co spowodowało słabsze rezultaty?
– To były prywatne problemy. Rozstanie z trenerem, przeprowadzka. Mnóstwo zmian w moim życiu, a to nie zawsze idzie w parze z profesjonalnym sportem i niestety w moim przypadku odbiło się to na osiągnięciach.

– Trenuje pan w grupie z Anną Jagaciak-Michalską. To zmiana na plus?
– To nie do końca tak. Ćwiczę w Warszawie z trenerem Michałem Łukasiakiem, a jak wiadomo wyjeżdżamy też na obozy kadrowe i wtedy pracuję w grupie z Anią i jej ojcem, Jarosławem Jagaciakiem. Czy to zmiana na lepsze? To zweryfikują mistrzostwa Europy, bo ta impreza pokaże, czy nawiążę do wyników z 2016 roku. Mam nadzieję, że tak będzie. Poprawiłem średnią swoich skoków i mogę być zadowolony z dotychczasowej współpracy.

ME, trójskok (eliminacje): awans Hoffmana

– Jest pan optymistą? Takie wrażenie można odnieść oglądając pana podczas zawodów.
– Chciałbym być właśnie tak odbierany. Zawsze wspominam wywiad, którego udzieliłem po igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie cieszyłem się z dwunastego miejsca. Po powrocie do domu przeczytałem kilka komentarzy, że powinienem raczej płakać, bo wyjeżdżamy tylko po to, żeby walczyć o zwycięstwo. Ja potrafię jednak czerpać radość z małych rzeczy i dzięki temu mogę mieć frajdę z tego co robię i tak długo uprawiać sport. Ten wrodzony optymizm jest chyba moim atutem.

– Pana przygoda ze sportem rozpoczęła się od piłki nożnej. Dlaczego już nie oglądamy pana na murawie?
– Myślę, że chodziło przede wszystkim o rodzinną tradycję i chęć wygrywania. Jako młody chłopak grywałem w piłkę ze starszymi zawodnikami, którzy byli ode mnie znacznie lepsi. Jak zacząłem trenować lekkoatletykę, pojawiły się też zwycięstwa. Dla dzieciaków takich jak ja, finały czwartków lekkoatletycznych były jak mistrzostwa Polski. Dziecku trudno powiedzieć, że jak będzie trenował piłkę nożną, to może za dziesięć lat się wybije. W lekkiej atletyce wszyscy od początku zwracali na mnie uwagę i chyba to skłoniło mnie do tej dyscypliny.

– Słyszałem też historię o złamanym nosie.
– To taka zabawna anegdota, ale nie jest do końca tak że przez złamany nos zrezygnowałem z piłki nożnej. To nie był przypadek, że znalazłem się na skoczni.

– Przypadkiem nie jest chyba zamiłowanie do egzotycznych zwierząt?
– Zainspirował mnie Jim Morrison i zespół The Doors. "I’m the lizard king, I can do anything" (pol. "Jestem królem jaszczurek, mogę zrobić wszystko – przyp. red.). Kiedyś za młodu słuchałem takiej muzyki i wpadł mi do głowy pomysł, żeby mieć jaszczurkę. Jestem typem człowieka, który lubi podejmować spontaniczne decyzje. Tak było z jednym z moich tatuaży i tak było z tą jaszczurką. To był impuls – poszedłem do sklepu i ją kupiłem. Do dzisiaj mam jedną.

– Będzie ich więcej?
– Jakby żona wyraziła zgodę na więcej jaszczurek, to jak najbardziej. Na razie nie jest zachwycona, bo pod moją nieobecność musi się nimi zajmować.

Majewski: ile medali w Berlinie? Mam nadzieję na dwucyfrowy wynik
Fajdek przed ME: parę biegów w mojej skrzyni się zatarło
Orlen wesprze polskich lekkoatletów
Sztafeta mężczyzn przed ME: po prostu życzcie nam zdrowia
Sztafeta kobiet przed ME: zaskoczymy rywalki i kibiców

najpopularniejsze

Bosiek: celem są mistrzostwa świata juniorów. Mam nadzieję, że trafię z formą

TOP 10: najdrożsi piłkarze sprzedani z Ekstraklasy

Kolejny przegrany turniej. Smutny obraz polskiego szczypiorniaka

Therese Johaug znowu bezkonkurencyjna. Radość Norweżki na mecie

PŚ w Tomaszowie Mazowieckim: Sebastian Kłosiński – David La Rue (bieg na 1500 m)