tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Szef wyszkolenia PZT: "Świątek i Chwalińska grają na poziomie finału turnieju WTA" [wywiad]

– Kilka tygodni temu Anastasia Potapowa i Olga Danilović grały w finale turnieju WTA w Moskwie. Jestem przekonany, że zarówno Iga Świątek, jak i Maja Chwalińska prezentują tenis na tym samym poziomie. Muszą tylko dostać szanse – mówi nam Rafał Chrzanowski. Szef wyszkolenia Polskiego Związku Tenisowego opowiedział też m.in. o wspieraniu utalentowanych zawodników, organizacji w Polsce większej liczby turniejów oraz szansach na "dzikie karty" do prestiżowych zawodów. Cały wywiad do odsłuchania w serwisie Soundcloud.
Iga Świątek (Fot. Getty)

Maciej Łuczak, Hubert Błaszczyk, SPORT.TVP.PL: – Zwycięstwo Igi Świątek w juniorskim Wimbledonie, finał Mai Chwalińskiej w mistrzostwach Europy juniorek, stały awans Huberta Hurkacza w rankingu ATP. Jak pan skomentuje ostatnie wyniki polskiej młodzieży?
Rafał Chrzanowski, szef wyszkolenia Polskiego Związku Tenisowego: – Młodych pojawia się coraz więcej, a w tle cały czas są Agnieszka Radwańska i Łukasz Kubot. Mam trochę żal, że łatwo przeszliśmy obok półfinału Alicji Rosolskiej w Wimbledonie. To pokazuje, że jesteśmy już trochę rozpieszczeni.

Radwańskiej zabrakło... meczów – Najbardziej nośny medialnie był temat zwycięstwa Igi Świątek. Jednak to Magdalena Fręch i Hurkacz są coraz bliżej pierwszej setki w rankingu.
– Oboje są w miejscu, w którym gardło jest już bardzo wąskie. Zrobić wyraźny skok o kolejne pozycje jest już naprawdę trudno. I może nawet lepiej, że ich kariery rozwijają się wolniej, ale stabilnie. Podczas Roland Garros udowodnili, że są w stanie rywalizować z najlepszymi tenisistami na świecie. Aczkolwiek grać na równi to nie to samo co wygrywać. Wracając do Igi, to trzeba stwierdzić, że jest fenomenem. W kraju, który dysponuje czterema kortami trawiastymi, mamy czwartą triumfatorkę juniorskiego Wimbledonu. Iga ma ogromne możliwości, pokazała to nie tylko na kortach w Londynie.

– Gdy rozmawialiśmy kilka miesięcy temu, to mówił pan, że jeżeli trafi się perełka, to PZT postara się o idealne warunki. Nie ma chyba wątpliwości, że zarówno Świątek, jak i Chwalińska są perełkami. W jaki sposób PZT im pomaga?
– Przede wszystkim nie chciałbym rozdzielać działań związku, klubu i trenerów. Rolą PZT jest głównie uzupełnianie. W obu przypadkach mamy dobry kontakt. Plany startowe są z nami konsultowane, współpraca jest dobra. Jeżeli wszyscy będziemy pchali wózek w tę samą stronę, to jestem przekonany, że wyniki przyjdą.

– Patrząc na te warunki do pracy, to spokojnie można stwierdzić, że są optymalne? Gdyby – odpukać – coś się nie powiodło, to nie usłyszymy za kilka lat, że zawiniło zaplecze?
– Warunki mają naprawdę dobre. Myślę, że najważniejsze jest to, by dostawały teraz gry w dużych turniejach. Aby tak było jest sporo pracy. I dla tych wokół tych dziewcząt, i dla związku. Kilka tygodni temu w finale turnieju WTA w Moskwie grały Anastasia Potapowa i Olga Danilović. Jestem przekonany, że zarówno Świątek, jak i Chwalińska grają na tym samym poziomie. Muszą tylko dostać swoją szansę.

– Pan – jako szef wyszkolenia – ale także jako przedstawiciel PZT ma wpływ na przyznawanie dzikich kart nie tylko w polskich, ale także w zagranicznych turniejach.
– Będziemy pomagać. To chyba odpowiedni moment, by PZT wymyślić na nowo. Wiele zostało zrobione, by na krajowym podwórku stworzyć zawodnikom odpowiednie warunki. Natomiast żeby pomagać tym najzdolniejszym, potrzebna jest odpowiednia sieć kontaktów.

Sakowicz-Kostecka o przyszłości Świątek: w sporcie nie ma drogi na skróty – Czy są już kraje i turnieje, z którymi próbowaliście lub chcecie nawiązać współpracę?
– Nie, to nie jest jeszcze ten moment, w którym mogę powiedzieć, że z daną federacją mamy podpisaną umowę. Czasem nie chodzi o federacje, bo główną rolę w przyznawaniu dzikich kart mają agencje menedżerskie. Tu też jest spore pole do popisu. Trzeba zarzucać sieci jak najszerzej.

– Warto pamiętać jednak o naszym podwórku, na którym brakuje turniejów. Szczególnie kobiecych...
– Przykrą rzeczą jest to, że w tym sezonie nie mamy ani jednego turnieju z pulą nagród 15 tysięcy dolarów. Rośnie potrzeba dużego challengera lub nawet zawodów WTA. Wiem, że zarówno w Toruniu, jak i Warszawie mają apetyty, by w przyszłym roku ich turnieje miały wyższą rangę. Na pewno będziemy w tym pomagać. Z drugiej strony PZT ma projekt na przyszły rok. Zamiast stać biernie z boku, chcemy wziąć sprawy w swoje ręce. Jest pomysł, żeby związek czynnie uczestniczył w organizacji turniejów najniższej rangi, w których zawodniczki miałyby okazję zacząć zdobywać punkty do rankingu.

– Jakby to miało wyglądać?
– Chcemy być organizatorem zawodów. Oczywiście każdy turniej wymaga budżetu, więc jest to kwestia znalezienia partnerów. Będziemy chcieli spinać to klamrą. Chciałbym, żebyśmy nie tylko wykładali pieniądze, ale też wyznaczali standardy organizacji.

– W Polsce często brakuje myślenia na światowym poziomie. Wiem, że ogląda pan turnieje dla dzieci i młodzieży, spotyka z rodzicami. Jakie wnioski?
– Widzę wzrost świadomości i zrozumienia, że gra w tenisa na światowym poziomie to nie tylko odbijanie piłeczki. Coraz więcej opiekunów, rodziców, trenerów dostrzega potrzebę współpracy np. z fizjologiem. Chciałbym, żeby środowisko tenisowe zmieniło myślenie i zdało sobie sprawę, że świat jest gdzie indziej. Mocno zajmujemy się wewnętrzną rywalizacją. Często za późno zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę chodzi o rywalizację na zewnątrz i że prawdziwi rywale są w Europie i na świecie.

– Team Polska – to był pomysł, który przedstawiał pan kilka miesięcy temu. Jak wyglądają postępy?
– Przyjęliśmy trochę inną koncepcję, ale poszliśmy chyba w jeszcze lepszym kierunku. Zarysowuje się nam pełen obraz tego, jak miałoby wyglądać szkolenie. Udaje się tworzyć zróżnicowane programy dla każdej z kategorii wiekowych. Dla najmłodszych mamy program Tenis Europe Tour. Dla starszych powołaliśmy grupy Fed Cup Future i Davis Cup Future. To jest nasza wizytówka i jestem dumny, jak radzą sobie uczestnicy. Zaczęliśmy też kolejny program – Transition Tour Team. Jest to odpowiedź na zmiany, jakie nastąpią w cyklu rozgrywek ITF. Mamy plan pomocy tenisistom w wieku 19-23.

Iga Świątek: ulubiony piłkarz Legii? Kibicuję całej drużynie – Właśnie w tym wieku jest kilku zdolnych.
– Martwi mnie, że cały czas postrzegamy wejście w dorosły tenis jako barierę, podczas gdy w innych krajach jest to kolejny krok. Chcemy stworzyć warunki, w których nasi będą myśleć tak samo. To jest też moment, w którym zawodnik potrzebuje wsparcia merytorycznego. Zaczyna wyjeżdżać bez opieki trenera i pojawiają się problemy z organizacją treningu. W ramach programu Transition Tour Team chcemy przede wszystkim zapewnić opiekę trenerską. Mam nadzieję, że budżet pozwoli nam również wspierać finansowo zawodników.

– Mamy wrażenie, że wchodząc w wiek seniora zawodnicy definiują na nowo cele. Najpierw chcą być w czołowej setce, a później zadowala ich zdobycie pojedynczych punktów…
– Gdy rok temu zaczynałem pracę, bolało mnie, że mamy dobry program tylko do osiemnastego roku życia. Natomiast gdy ta zabawa zaczyna się na poważnie, wszystko nam się urywa. Mam nadzieję, że dzięki wcześniej wspomnianemu programowi uda nam się wesprzeć zawodników w tych aspektach, w których dotychczas byli zostawiani sami sobie. Niestety wcześniej wyglądało to tak, że pchamy wózek do pewnego momentu, a później go zatrzymujemy i mówimy: radźcie sobie sami.

– Narodowe centrum tenisa. Gdy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy z prezesem Mirosławem Skrzypczyńskim, to zapowiadał, że jest to dla niego bardzo ważny projekt. Jak wyglądają postępy?
– Myślę, że prezes byłby zdecydowanie lepszy do wypowiadania się o tym. Mogę powiedzieć, że trzymam kciuki i zdaję sobie sprawę z wagi projektu. Uważam, że mamy wiele klocków odpowiednio poukładanych, ale to jest element, którego nam najbardziej brakuje. Potrzebujemy miejsca, w którym mogliby się spotykać zawodnicy i trenerzy.

– Na koniec chcielibyśmy zapytać o przyszłość polskiego debla. To od lat jest nasz wielki atut w Pucharze Davisa, natomiast zarówno Łukasz Kubot, jak i Marcin Matkowski są bliżej końca niż początku kariery. Czy PZT planuje szukać tenisistów, którzy mają mniejsze szanse na sukces w singlu i pomóc im w grze podwójnej?
– Za każdym razem, gdy jestem pytany o cel jaki stawiam sobie w pracy, podkreślam, że przede wszystkim interesują mnie wyniki w Pucharze Federacji i Pucharze Davisa. Nie chciałbym oceniać długości kariery Kubota, bo może nas jeszcze zaskoczyć.

– Trudno jednak powiedzieć, że dopiero zaczyna.
– Wiem, że stan zdrowia i profesjonalizm są na tak wysokim poziomie, że może grać jeszcze bardzo długo. Marcin Matkowski też się nie poddaje, ale oczywiście kiedyś powstanie luka. Wiadomo, że planem A dla każdego tenisisty jest gra pojedyncza. Natomiast pojawia się czas, w którym trzeba podjąć decyzję – koncentruję się na singlu, czy na deblu? Na takim etapie są obecnie Janek Zieliński i Szymon Walków. Z perspektywy gry podwójnej są bardzo młodymi. Jestem przekonany, że z czasem pojawiać się będą kolejne nazwiska. O tyle trudno to przewidzieć, że każdy w wieku 19-21 lat ma marzenia związane z singlem.

"Tajemnice sportu". Jak ważny jest wzrok w tenisie? – Padło już w tej rozmowie sporo nazwisk, ale pan dużo wie, co dzieje się na dole piramidy, w kategoriach do lat 12, 14. Czy dostrzega pan tam talenty, których wyniki już teraz warto śledzić, bo za kilka lat mogą być na miejscu Igi Świątek?
– Zawsze jestem bardzo ostrożny z wymienianiem nazwisk, tak żeby nie zepsuć młodego człowieka. Uważam, że juniorskie turnieje Wielkiego Szlema to pierwszy moment, który coś mówi. Przed tym etapem jestem ostrożny. Natomiast jedno nazwisko mogę wymienić. Mamy tenisistę w czołowej piątce rankingu europejskiego do lat 14. To Filip Pieczonka. Jest też kilku innych, którzy osiągają ciekawe wyniki, ale dajmy im na razie spokojnie popracować.

Iga Świątek: przed finałem Wimbledonu nie mogłam nic zjeść ze stresu

najpopularniejsze

Stoch perfekcyjny na TCS? "Może znów się uda"

Polacy gonią świat. Awans w tabeli wszech czasów

"Okiem redakcji". Spore zamieszanie wokół Infantino

Fortuna: Kamil Stoch to najlepszy skoczek w historii Polski

Los Angeles Clippers wygrali z Brooklyn Nets. Dobry mecz Marcina Gortata