tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Koszykarz bez ręki? Robert Whitaker Jr dokonuje cudu

Menadżer zapytał, co jest potrzebne, by Robert Whitaker dostał więcej minut na parkiecie. Odpowiedź trenera była bezlitosna. "Prawdopodobnie druga ręka. Bardzo by mu pomogła". Niestety, Whitaker nie ma jej od dziesiątego roku życia. Ma za to determinację, która pozwoliła mu zostać pierwszym profesjonalnym koszykarzem po amputacji górnej kończyny.
Robert Whittaker i Scottie Pippen (Fot. robertwhitakerj/Instagram)

Jedną ręką do gwiazd. Nowy bohater Ameryki

Ma 32 lata, 192 centymetry wzrostu i tylko jedną rękę. Nie zawsze tak było. Brak kończyny jest efektem wypadku, jakiego doznał w dzieciństwie. Koszykówka pojawiła się w jego życiu znacznie wcześniej, zanim doszło do nieszczęścia, które powinno pozbawić go marzeń o grze.

W Jacksonville w Teksasie, skąd pochodzi, gra się albo w bejsbol, albo w koszykówkę. Whitaker miał pięć lat, gdy zaczął trenować zarówno jedno, jak i drugie. Do wyboru zmagań na parkiecie przekonał go ojciec. Były zawodnik, później działacz lokalnej ligi juniorskiej. Robert w dzieciństwie był jednym z najlepszych – w rozgrywkach młodzieżowych wybierano go do draftu w pierwszej kolejności. Zaczął śnić o grze w NBA. Te marzenia miały trwać zaledwie pięć lat, zanim poszły z dymem.

Draft w szpitalu

Miał dziesięć lat, gdy wspinał się na drzewo z młodszym bratem, Josephem. Robili to często, jednak nigdy nie dotarli tak wysoko. Starszy z chłopców wyciągnął lewą rękę, by chwycić kolejną gałąź, ale w jej miejscu napotkał co innego. Odsłonięty przewód elektryczny. Poszły iskry, ogień zaczął rozprzestrzeniać się po jego ubraniu. Momentalnie stracił przytomność, zawisając na drzewie. Szanse na przeżycie takiego porażenia są nikłe.

"Robert został porażony!". Jego siostra próbowała przekazać matce co się stało, ale ta źle ją zrozumiała. Myślała, że chłopca postrzelono. W okolicy niektórzy mieli broń. Gdy znalazła syna na drzewie, cudem sama uniknęła śmierci. Chciała wejść po metalowej drabinie. Na szczęście ta okazała się dla niej zbyt ciężka. Dopiero sąsiad pomógł zdjąć chłopca, który natychmiast trafił do szpitala.

Lewa ręka spłonęła do wysokości łokcia. Amputacja była nieunikniona. Poważnemu poparzeniu uległa także jedna z nóg. Lekarze również chcieli ją odjąć, jednak matka nie wyraziła zgody. Nie chciała, by syn stracił dwie kończyny.

Koszykówka wróciła do jego życia szybciej niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Pierwszy draft przeszedł leżąc na szpitalnym łóżku.

Robert Whitaker, pierwszy zawodowy koszykarz po amputacji ręki (Fot. Twitter @TheUndefeated)

Z więzienia na parkiet

W Jacksonville był tylko jeden człowiek, który podjął się trenowania chłopca bez ręki – Michael Hamlett. To on nauczył go grać od nowa. Whitaker musiał przystosować się do rzutów jedną dłonią. Z początku twierdził, że nigdy nie będzie w stanie wykonywać wolnych, jednak trener przekonał go, że jest w błędzie. Chłopcu pomagały bardzo długie palce. Jego przewagą była szybkość.

Gdy wrócił na parkiet, przeciwnicy dawali mu fory. Zostawiali więcej miejsca niż innym. –Wtedy zdali sobie sprawę, że potrafię grać. Umiem zdobyć piętnaście punktów – wspomina koszykarz w rozmowie dla "Soiux City Journal".

Można odnieść wrażenie, że po wypadku los wyłącznie mu sprzyjał. Trudno być dalej od prawdy. Występował w licealnej drużynie, ale nie dostawał wielu minut. Słabo radził sobie w szkole – z trudem udało mu się ją ukończyć. Odsiedział rok w więzieniu za posiadanie kokainy. Jak sam to określa, uderzyła go rzeczywistość. Z trudem znosił widok swojego okaleczenia. Pod sportowy strój zawsze zakładał luźny t-shirt, którego rękawy zasłaniały blizny. Matka martwiła się nawet, że w gorące dni przegrzeje się i dozna udaru. Dziś z dumą pozuje do zdjęć. Podnosi piłkę, ma na sobie strój bez rękawów, który całkowicie odsłania kikut po utraconym ramieniu. Nie ma już się czego wstydzić.

Koszykówka pomogła mu poukładać życie, które u progu dorosłości nie zapowiadało się dobrze. Zaangażował się w grę. Przez dziesięć lat podróżował po Teksasie i Luizjanie, występując w drużynach American Basketball Association i National Basketball League of America. Zarobki z trudem wystarczały mu na utrzymanie. Nigdy nie pobierał pomocy socjalnej ze względu na niepełnosprawność.

Robert Whitaker Jr w barwach meksykańskiej drużyny Pioneros (Fot. Twitter)

To, czego potrzebuje

Szansa nadeszła w 2014 roku. Wtedy usłyszał o programie rozwoju zawodników niższych lig USA poprzez grę za granicą. Wyruszył w podróż, która miała trwać cztery lata. Rywalizował w Chinach, na Tajwanie, w Japonii. Podczas azjatyckiej wyprawy niewielu wróżyło mu sukces.

Na moment, który nadszedł w 2018 roku, czekał całe życie. Pioneros de Los Mochis, klub z drugiej ligi meksykańskiej (CIBACOPA) zaprosił go na testy. Sam ten fakt był ewenementem, ponieważ przepisy tamtejszej ligi pozwalają drużynom na posiadanie jedynie czterech Amerykanów w składzie. Jednym z nich został Whitaker. Tym samym stał się pierwszym w historii zawodowym koszykarzem bez ręki.

Czyżby była to bajka? Bynajmniej. W tym samym miesiącu w Pioneros zatrudniony został nowy szkoleniowiec, Gilbert Lopez. W pierwszym meczu dał Whitakerowi dwie minuty, podczas których ten zdobył trzy punkty. Trener obiecał, że następnym razem dostanie więcej czasu, ale nie dotrzymał słowa. Gracz i jego agent, Jon Solomon, zaczęli tracić cierpliwość. Dyskusje z Lopezem przerodziły się w konflikt, który zakończył grę Whitakera w meksykańskim klubie. To wtedy padły słowa, że tym, czego potrzebuje by grać, jest druga ręka. Zaledwie po miesiącu wrócił do Jacksonville.

Wówczas w Pioneros nie było już także Lopeza. Został zwolniony dyscyplinarnie z powodu bójki z innym z zawodników.

Whitaker zdaje sobie sprawę, że 32-letniego debiutanta nie czeka długa kariera. Mimo to nie planuje się poddać. Jego agent już szuka kolejnej drużyny. Kierunek? Ameryka Południowa.

najpopularniejsze

Bez Justyny Kowalczyk, ale z nowymi nadziejami. Rusza PŚ w biegach narciarskich. Transmisje w TVP

Kto najlepszym paralekkoatletą sezonu? Złote Kolce wręczone

Maciej Sulęcki: ja przyszłym mistrzem świata? Tak właśnie będzie!

Copa Libertadores, finał: Boca Juniors – River Plate. La Bombonera w strugach deszczu

Hokej, turniej EIHC (Gdańsk): Polska – Austria (bramki)