tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

MŚ w wioślarstwie. "Szkoła charakteru" dla Polaków

Zgrupowanie w Wałczu będzie równie ciężkie jak to w Zakopanem – podkreślili trenerzy Aleksander Wojciechowski i Michał Kozłowski. W piątek wioślarskie kadry kobiet i mężczyzn zakończyły obóz pod Tatrami, a już dzień później rozpoczęły zajęcia na wodzie.
Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Springwald i Katarzyna Zillmann – złote medalistki z ME w Glasgow (Fot. Getty)

Wioślarstwo: czternaście polskich osad na Puchar Świata

Wojciechowski oraz Kozłowski, prowadzący męską kadrę wioseł krótkich, podkreślili, że praca w Wałczu będzie równie intensywna, jak ta w górach.

– Ten pobyt w Tatrach ze względu na kalendarz startowy był zdecydowanie krótszy, trwał tylko osiem dni treningowych. Wykorzystaliśmy je jednak maksymalnie, chodząc po górach, ćwicząc na ergometrach czy w siłowni – stwierdził Wojciechowski.

Dodał, że zrezygnował z górskich maratonów, trwających po pięć, sześć godzin. – Skutkują bólem mięśni czy stawów, więc robiliśmy tylko wyprawy po dwie, trzy godziny. Łatwo jednak nie było. Trzykrotnie zorganizowaliśmy wejście na Kasprowy Wierch.

Słowa trenera potwierdził Dominik Czaja, który na początku sierpnia w Glasgow wraz z Wiktorem Chablem, Szymonem Pośnikiem i Maciejem Zawojskim (czwórka podwójna) zdobył brązowy medal mistrzostw Europy.

– To najcięższe zgrupowanie w sezonie, zaraz po Livigno. Tym razem było krócej, a plan musiał być wykonany. Marszobiegi dały w kość, bo np. Kasprowy Wierch osiągaliśmy w... godzinę dwadzieścia. Dobrze przygotowany turysta pokonuje trasę OPO COS – Kasprowy Wierch w ok. trzy godziny.

Wioślarstwo, mistrzostwa Europy w Glasgow - finały

Czy w Wałczu będzie lżej? – O nie! Reset i tę świeżość złapaliśmy w Zakopanem, więc trener zaplanował tam dla nas niezłą harówkę – uważa Chabel

Czaja dodał, że z radością wraca do łódki. – Wiem, że ciało i głowa po tamtym, zupełnie innym wysiłku zdecydowanie lepiej popracują.

Kozłowski był zadowolony, że mimo kaprysów pogody jego podopieczne czterokrotnie pokonały górskie szlaki. – Zwłaszcza jedna ponad pięciogodzinna wyprawa bardzo nam się udała. Były też wypady w niżej położone rejony, basen, siłownia, jazda na rowerze i piłka nożna – wyliczał.

Na zrealizowanie całego programu wioślarki miały tylko siedem dni.

– Najtrudniejsze było to, żeby zawodniczki zniosły pełny zestaw obciążeń. Praca tlenowa, długie, często monotonne szkolenie nie jest komfortowe w momencie, gdy są na etapie ścigania. Właśnie wróciły z mistrzostw Europy, a za chwilę pojadą na mistrzostwa świata. Tu natomiast trzeba było się wyciszyć i znów naładować akumulatory – tłumaczył.

W Wałczu natomiast rozpocznie się drugi etap bezpośredniego przygotowania startowego. – Czyli skręcenie łodzi i krótkie, ale bardzo intensywne treningi – zaznaczył Kozłowski.

Mistrzostwa europejskie, wioślarstwo, 5. dzień

Marii Wierzbowskiej (LOTTO Bydgostia Bydgoszcz), olimpijki z Rio de Janeiro w dwójce bez sternika (z siostrą Anną), a obecnie szlakowej czwórki bez sternika, Tatry dały się we znaki.

– Pokonanie określonego dystansu, czy przejście niełatwego odcinka w jak najkrótszym czasie w momencie, gdy organizm mówi dość, to dobre ćwiczenie. Na wodzie też bywają kryzysy, z którymi musimy sobie natychmiast poradzić – powiedziała. Wraz z Moniką Chabel, Joanną Dittmann oraz Olgą Michałkiewicz zajęła w Glasgow trzecie miejsce.

Jej siostra Anna, startująca z Moniką Sobieszek (AZS AWF Kraków), lubi góry. – To przyjemność i oderwanie od tego, co robimy na co dzień, jednak po ubiegłorocznym wypadku w Wałczu nie mogę aż tak szybko chodzić, jak bym chciała – podkreśliła. Zawodniczka Bydgostii Bydgoszcz, trenując na rowerze zderzyła się z busem, doznając ciężkich urazów nogi i barku oraz wstrząśnienia mózgu.

Dla Sobieszek tatrzańskie szlaki to prawdziwe wyzwanie. – Ciężko było patrzeć, jak koleżanki wbiegały. Trzeba było wziąć się w garść i chociaż próbować za nimi nadążyć. To prawdziwa szkoła charakteru – dodała.

Starsza z sióstr Wierzbowskich jest przygotowana do intensywnej pracy na wodzie. – Będzie ciężko. Technika, pełne skupienie oraz uważanie, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Efektem, mam nadzieję, będzie takie przygotowanie, które pozwoli na dobry start podczas wrześniowych mistrzostw świata w Bułgarii – podsumowała.

Wioślarstwo, mistrzostwa Europy w Glasgow - eliminacje

Katarzyna Zillmann, która w Glasgow wraz z Agnieszką Kobus-Zawojską, Martą Wieliczko i Marią Springwald wywalczyła złoty medal ME, powiedziała, że dla niej wymagania górskich treningów były przytłaczające. – Już sama myśl, że wróci się dopiero za te sześć, siedem godzin, powodowała u mnie gęsią skórkę – wyznała.

Dla Wieliczko największym problemem była wysokość. – Moim żywiołem jest woda i wszystko co płaskie, więc wszelkie treningi biegowe w Tatrach były prawdziwym wyzwaniem.

Z tym stwierdzeniem nie zgodziła się Zillmann. – Marta pokonywała najtrudniejsze miejsca jak kozica! Ja natomiast – wcześniej zdecydowanie lepiej sobie od niej radząca – wręcz przyklejałam się do ściany – zaznaczyła ze śmiechem.

Wałcz to dla niej ostatni szlif przed MŚ. – Złapałyśmy już odpowiednią formę, więc teraz pozostaje tylko technika, doskonalenie tempa i zgrania. Ma być szybko, ostro i dokładnie – podsumowała Zillmann.

Obóz potrwa do 2 września. Dwa dni później zaplanowany jest wylot do Sofii, a następnie do Płowdiw, gdzie rozegrane zostaną wioślarskie mistrzostwa globu (9-15.09).

podobne informacje

Były kolarz nie będzie wiosłować w Tokio. Anglik zrezygnował

Agnieszka Kobus-Zawojska: pływamy lepiej, gdy mamy nóż na gardle

Wioślarskie MŚ: złoto dla czwórki podwójnej

MŚ w wioślarstwie: brąz Jolanty Majki w wyścigu jedynek