tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Katarzyna Piekart przed mistrzostwami Europy niepełnosprawnych: porwałam się z motyką na słońce

Katarzyna Piekart ma w dorobku złoty i brązowy medal paraolimpijski w rzucie oszczepem. W swojej kategorii biła rekord świata. Obok koronnej konkurencji, trenuje także biegi i skok w dal. Na mistrzostwach Europy w Berlinie wystartuje zaledwie kilka miesięcy po urodzeniu trzeciego dziecka. – Choć wiem, że teraz już nic nie muszę, to wciąż wiele mogę – mówi.
Katarzyna Piekart (fot. Getty Images)

Dawid Brilowski: – Urodziłaś się z niedowładem lewej ręki. Dziś wiele dzieci unika sportu. Ty, mimo trudności, zdecydowałaś się na treningi. Jak do tego doszło?
Katarzyna Piekart:
– W sporcie niepełnosprawnych dużo się zmieniło. Kiedyś przyświecała temu inna idea – służył jako rehabilitacja i aktywizacja. Teraz został podciągnięty pod sport wyczynowy. Zmieniły się więc wymagania – trzeba mieć talent i predyspozycje. Po jakimś czasie następuje weryfikacja i tylko najlepsi mogą się nim zajmować. Jest coraz więcej osób, a poziom stale wzrasta. Ja, mimo niepełnosprawności, wyróżniałam się sprawnością. Nie sprawiało mi problemu choćby skakanie przez kozła. W podstawówce startowałam z pełnosprawnymi. Grałam w ping ponga. Nie miałam nawet świadomości, że jest takie coś jak sport niepełnosprawnych. Któregoś razu nauczyciel zaczepił mnie i zapytał, czy nie chciałabym spróbować z osobami niepełnosprawnymi. W pierwszej chwili zdziwiło mnie to. Podchodziłam do tego sceptycznie, ale rodzice zawieźli mnie na pierwsze zajęcia. Z każdym kolejnym treningiem było lepiej. Wiedziałam, że jako osoba niepełnosprawna mogę dojść w sporcie pełnosprawnych tylko do pewnego poziomu, a dalszy rozwój będzie niemożliwy. W szkole podstawowej zdobywałam medale, ale później byłoby trudno o dobre wyniki.

– W momencie, gdy zaczynałaś przygodę ze sportem niepełnosprawnych, trenowałaś jeszcze ping pong, czy już lekką atletykę?
– Ping pong był tylko na poziomie szkoły podstawowej. Odkąd zajęłam się sportem niepełnosprawnych, trenuję tylko lekkoatletykę.

– Skąd pomysł na lekkoatletykę?
– Ta dyscyplina nie była mi całkiem obca. Wcześniej startowałam też m.in. w biegach przełajowych. Osiągałam dobre wyniki. Wiedziałam, że jakiś talent do tego mam.

– W którym momencie stwierdziłaś, że sport uprawiasz całkiem na poważnie i masz szanse na dobre wyniki na arenie międzynarodowej?
– Po urodzeniu pierwszego dziecka słyszałam opinię: "masz dziecko, więc już daj sobie spokój ze sportem". Musiałam uświadomić niektórych, że na tym etapie to dla mnie sposób na życie. Sport cały czas jest dla mnie pasją. Bez tego zapewne już bym się wycofała. A mając trójkę dzieci nadal startuję.

– Trzecie dziecko urodziło się bardzo niedawno…
– Jestem pół roku po urodzeniu trzeciego dziecka. Będę startowała na mistrzostwach Europy i myślę, że porwałam się z motyką na słońce. To zbyt krótki czas, żeby się przygotować. Organizm tyle czasu przygotowywał się na przyjście dziecka, a ja już pół roku po tym muszę być w pełnej dyspozycji. Treningi zaczęłam już miesiąc po urodzeniu. Mimo to forma nie jest taka, jak bym chciała. Ale mając ustanowione minimum nie chciałam się poddać. Tym bardziej, że człowiek trenuje tyle lat i mimo braku aktywności wyczynowej, bo jakąś aktywność prowadziłam cały czas – nawet na dwa tygodnie przed porodem prowadziłam zajęcia z dziećmi – czemu miałabym nie wystartować? Szczególnie, że nikt nie wymaga ode mnie niczego. I nikt, nawet po nieudanym starcie, nie będzie mógł mi niczego zarzucić.

Katarzyna Piekart (fot. Getty Images)

– Życie prywatne łączysz z treningami. Jest to dla Ciebie trudne?
– Czasami jest trudno. Dużo zależy od moich bliskich. Gdyby nie wsparcie partnera, nie mogłabym sobie na to wszystko pozwolić. Na trening zawsze znajdę czas. Gorzej jest z regeneracją. Po powrocie do domu ciągle działam na wysokich obrotach. Ale świadomie decyduję się na dzieci i na kontynuację sportu. Wszystko da się poukładać.

– Co więcej – każde dziecko jak na razie przynosi szczęście, jeśli chodzi o medale.
– Mając jedno dziecko zdobyłam pierwszy medal paraolimpijski. Później było drugie dziecko i drugi medal – tym razem brązowy. Teraz pojawiło się trzecie dziecko, więc… jest dla kogo zdobyć medal na igrzyskach w Tokio. To dla mnie spora motywacja. Choć wiem, że teraz już nic nie muszę, to wciąż wiele mogę.

– Znalazłaś motywację do trenowania przed Tokio?
– Tak się śmieję, że po igrzyskach w Rio nie miałam motywacji. Trzecie dziecko się pojawiło, żebym miała dla kogo walczyć w Tokio. Mimo wszystko było dla mnie niespodzianką. Dowiedziałam się o nim na miesiąc przed mistrzostwami świata w zeszłym roku. Miałam zaplanowane życie nieco inaczej. Ale widocznie takie jest przeznaczenie. Teraz nie wyobrażam sobie, że mogło być inaczej. Bardzo się cieszę. Wiem, że los chce dla nas najlepiej – nie ma więc co się bronić. Więc przygotuję się do Tokio. Będę trenować i zobaczymy jak to będzie wyglądać.

– Jak wygląda twoja codzienność treningowa?
– Po porodzie stopniowo wchodziłam w trening. Wiedziałam, że ciężkim treningiem mogłam bardziej sobie zaszkodzić, niż pomóc. Aktywność wprowadzałam więc umiarkowanie. Z tego względu na pewno nie jestem tak przygotowana, jakbym chciała. Przewagę mam taką, że w tym momencie mogę dużo ugrać doświadczeniem.

– Pytałem o trening, bo na paraolimpiadzie zdobywałaś medale w rzucie oszczepem, ale startowałaś też w biegach na 100 i 200 metrów. W Rio nawet wystąpiłaś w skoku w dal. Jak to łączysz?
– Te konkurencje mają ze sobą wiele wspólnego. Moją koronną konkurencją jest oszczep. Ale żeby rzucać daleko oszczepem, trzeba być skocznym, więc trening skoczności jest wpisany w trening oszczepnika. Żeby rzucać daleko oszczepem, trzeba być też dynamicznym i szybkim, więc trening biegowy też jest częścią składową. Tak się stało, że przygotowując się do rzutu oszczepem, robiłam dobre wyniki w innych konkurencjach. Dobrze też móc przeżyć pierwszy stres przed główną konkurencją. Na igrzyskach w Londynie biegłam 200 metrów. Dużo osób mówiło mi, żebym zrezygnowała z tego. Ale zaufałam sobie wewnętrznie i wystartowałam. Pamiętam jak wyszłam na bieg – przebiegły mnie ciarki, stres ze mnie zszedł. Dobrze, że to się stało wtedy, a nie podczas rzutu oszczepem.

Katarzyna Piekart w rywalizacji biegaczek (fot. Getty Images)

– Tak duże emocje towarzyszyły ci w Londynie. Jak więc było podczas pierwszego startu paraolimpijskiego, w Pekinie?
– Na pierwsze igrzyska jedzie się głównie po doświadczenie. Zdarza się, że niektórzy wracają z pierwszych igrzysk z medalem. Mi się nie udało, widocznie tak miało być. Musiałam zebrać doświadczenie, żeby na kolejnych wywalczyć złoto. Składową sukcesu jest trening, trener, ale też mocna głowa. Można być mistrzem treningu, ale jeśli człowiek nie może poradzić sobie ze stresem, nie osiągnie niczego – nawet, jeśli jest przygotowany na rekord świata. Trzeba być pewnym siebie, pewnym swojego wyniku i umieć zdobyć to, na co się wcześniej przygotowało.

– Jako reprezentacja paraolimpijska macie do dyspozycji psychologa?
– Wypadłam ostatnio na rok z obiegu, ale wiem, że wiele się zmieniło. Związek zadbał o wsparcie psychologiczne. Przed Rio były tylko sporadycznie konsultacje. Teraz to jest na stałe. Jesteśmy też pod opieką dietetyka. Dążymy do profesjonalizacji. Obecność psychologa i dietetyka nie jest już zaskoczeniem.

– Dzięki tej profesjonalizacji rozwija się cała dyscyplina. W Londynie, gdy zdobyłaś złoto paraolimpijskie, pobiłaś też rekord świata. Dziś 41,15 zostało już poprawione. Niektórzy rzucają przeszło 43 metry.
– Troszkę boli, jak odbierany jest rekord świata. Dziewczyny są młode i to jest ich przewaga nade mną. Jeśli treningiem nie wypracuję swoich wyników, to nie będę w stanie ich pokonać. Ale skoro one mogą tyle rzucać, to będę próbowała je dogonić.

– Po zdobyciu złota w Londynie mówiłaś, że niedługo będzie możliwe rzucenie 50 metrów. Myślisz, że to kwestia lat?
– Czasami człowiek coś palnie w emocjach, tak jak ja wtedy. Przeskok z 40 na 50 metrów jest bardzo duży. Jest tak, że jak przychodzi do jakiejś dyscypliny świeży zawodnik i na przykład biega na początku 12 sekund, to myśli, że potrenuje i za rok będzie biegał 10,5 sekundy. Dopiero później widzi, że to nie tak łatwo. Walczy się o każdy centymetr i każdą sekundę. Mamy w Polsce znakomitą oszczepniczkę, Marcelinę Witek, która ma życiówkę 66 metrów. Teraz ma kontuzję i rzuca 52 metry. To pokazuje, że wcale nie łatwo rzucić 50 metrów. Myślę, że 45 jest realne w naszej grupie. Czy da się więcej? Z naszą niepełnosprawnością będzie trudno. Do jakiegoś poziomu można dojść, ale wyniki osób niepełnosprawnych nigdy nie będą lepsze od wyników pełnosprawnych. Każdy uraz ma wpływ.

– Jadąc na igrzyska do Rio też byłaś niedawno po urodzeniu dziecka.
– Tak to się u mnie składa. Los dał mi dzieci. Medale, które zdobywam, zawsze dedykuję im.

– Wtedy w Rio rzuciłaś zaledwie 8 centymetrów bliżej, niż cztery lata wcześniej w Londynie – zdobyłaś brązowy medal. Na co cię stać teraz w Berlinie?
– To jest zbyt krótki okres po powrocie. W czerwcu startowałam na mistrzostwach Polski, gdzie rzuciłam tylko 30 metrów. Bez treningu nie można osiągnąć dobrego wyniku. Mam nadzieję, że po powrocie na odpowiednie tory treningowe osiągnę 40 metrów. A czy to da medal? Trudno stwierdzić, bo ta dyscyplina szybko się rozwija.

– Masz dwa medale paraolimpiady, biłaś rekord świata. Czego ci jeszcze potrzeba do pełni sportowego szczęścia?
– Chyba tylko trzeciego medalu paraolimpijskiego, dla trzeciego dziecka. Mam jeszcze dwa lata. Przy pomocy najbliższych na pewno będę w stanie się dobrze przygotować. Zawsze mówiłam, że zdrowie jest najważniejsze. Ale ostatnio życzę sobie po prostu wewnętrznego spokoju, żeby o nic się nie martwić. Będzie potrzebny przy przygotowaniach.

Anita Włodarczyk: świętowaliśmy bardzo grzecznie
Justyna Święty-Ersetic rzuciła wyzwanie prezydentowi
Fiodorow: Anita jest z innej galaktyki, ale mogę zbliżyć się do 78 m
Damian Czykier: czuję niedosyt po mistrzostwach w Berlinie

najpopularniejsze

Dzień przerwy z grami wideo. "Bułgarzy robią pod górkę"

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Boks: walka o pas WBC International, Filip Hrgović – Amir Mansour

MŚ siatkarzy: Polacy zagrają z Bułgarią o awans z pierwszego miejsca w tabeli

WTA Seul. Agnieszka Radwańska pokonała Bethanie Mattek-Sands i zagra w drugiej rundzie