tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Grał z gwiazdami światowej piłki, teraz zagra z gwiazdami Pucharu Polski. Junpei Shinmura i jego historia

Shinumra mówi wprost: "mam moralnego kaca". Dzielił szatnie z Hulkiem. Mierzył się z Shinijm Kagawą, Takashim Inuim i Shinjim Okazakim. Teraz zmienił III-ligową Gwardię Koszalin na grających szczebel wyżej Błękitnych Stargard.
Junpei Shinmura (fot. Facebook.com)

Łyżwiarz, który podbił boiska Anglii i Włoch. Niezwykła historia

Krystian Juźwiak, SPORT.TVP.PL: – Oglądał pan "Kapitana Tsubasę"?
Junpei Shinmura: – Kiedyś tak. Wtedy wszystkie dzieci oglądały. Ta kreskówka była, właściwie nadal jest, szalenie popularna w Japonii. Z tego, co wiem, w Polsce też jest wyświetlana.

– Zafascynowany nią Junpei zaczął kopać piłkę?
– I tak, i nie. Z pewnością nie mogę z ręką na sercu powiedzieć, że moja przygoda z futbolem zaczęła się od Kapitana Tsubasy. Na pewno jakiś wpływ ta bajka miała, ale bez przesady.

– Pana miejsce urodzenia to Osaka, ale pierwszym klubem nie była tamtejsza Gamba, tylko stołeczne Tokyo Verdy.
– Sprawa jest prosta. Gra się tam, gdzie cię chcą. A mnie chciało Tokyo Verdy. Miałem kolegów w Gambie Osaka i wiedziałem, że tam jest bardzo wysoki poziom. Juniorzy błyskawicznie wchodzą do pierwszej drużyny. Było ryzyko, całkiem spore, że w Osace grałbym ogony, albo nie grał wcale. 

Jakbym miał opisać debiut w J1 League jednym słowem, to wystarczy słowo "presja". Junpei Shinmura

– Jak wygląda szkolenie młodzieży w Japonii, bo z tego co wiem, jest tam wiele szkół piłkarskich? 
– U nas jest dość specyficznie i nie wiem, czy zrozumiesz. Wygląda to tak, że w jednej lidze może grać akademia jakiegoś dużego klubu J1 League oraz szkoła sportowa. Nie ma czegoś takiego jak Młoda Ekstraklasa, gdzie grają tylko juniorzy reprezentujący kluby jednej ligi. Ja grałem w Riseisha High School, ale nie byłem aż tak dobry.

–Jednak umiejętności starczyło, żeby upilnować Shinjego Okazakiego w debiucie w J1 League?  
– Debiut z Shimizu S-Pulse pamiętam, ale Shinjego już nie bardzo. Na pewno był już wtedy doświadczonym i cenionym graczem. Miałem 21 lat i odczuwałem bardzo dużą presję. Nogi były jak z waty. Potworny stres. Broniliśmy się przed spadkiem. Do tego tamten mecz nie układał się po naszej myśli. Słabo zagraliśmy w pierwszej połowie, więc trener zdecydował się w przerwie na dwie zmiany. Zmieniłem Takashiego Fukunishiego. Jakbym miał opisać debiut w J1 League jednym słowem, to wystarczy słowo „presja”.

– Droga do debiutu była bardzo długa? 
– Tak. Mieliśmy silny środek pola. Wspomniany Fukunishi był liderem. Rozegrał ponad 50 meczów w reprezentacji Japonii. Pechowo się składało, bo w klubie graliśmy na tej samej pozycji. Broniliśmy się przed spadkiem, więc nie był to dobry czas do wystawiania młodych. W każdym meczu była presja i niestety, to było widać w naszej grze.

– Nie uniknęliście spadku. W drugiej lidze też udało się rozegrać tylko jeden mecz, ale znów była okazja mierzyć się ze wschodzącą gwiazdą japońskiej piłki – Shinjim Kagawą. 
– Shinjim Kagawą?

– Tak, w Cerezo Osaka grał właśnie Kagawa oraz Takashi Inui, który miał bardzo dobry turniej w Rosji. 
– Wiesz co, nie pamiętam. Czas po spadku nie był najlepszy. Dużo zawodników odchodziło wtedy z Verdy.

– Liczył pan, że zostanie i będzie grał zamiast tych, którzy odejdą?
– Nie. Od początku wiedziałem, że chcą rozwiązać ze mną kontrakt. Poza tym też nie chciałem zostać w klubie. 

– Dlaczego? 
– Gram na pozycji defensywnego pomocnika. Nie mogę cofnąć nogi. Czasem trzeba kogoś kopnąć lub wejść wślizgiem. Nie ma miejsca na delikatną grę. Zależało mi na odbiorze piłki i były momenty, że przesadzałem. Wtedy koledzy krzyczeli: 
–  Faul! Co ty robisz?! 

Po treningu nikt ze mną nie rozmawiał. No, albo krzyczeli: 
– Młody co ty się tak pakujesz w nogi?! 

Niby graliśmy w jednej drużynie, ale… No atmosfera była po prostu zła.

Shinji Kagawa (fot. Getty Images)

– Mówiliśmy już o Okazakim, Kagawie i Inuim, ale wielka postać była też w szatni…
– "Hulk The Machine"! Akurat jego dobrze poznałem, bo byliśmy w podobnym wieku. On miał chyba 21, a ja 19. Był bardzo sympatyczny. Szybkość, technika, strzał – miał wszystko, żeby być gwiazdą. Nie dziwiło mnie, że trafił do Porto, a potem do Zenita Sankt Petersburg. W jego karierze nie mogło nic pójść źle.

– Muszę o to zapytać: wierzył pan w sukces reprezentacji w Rosji?
– Oglądałem wszystkie mecze, chociaż przed turniejem raczej nikt nie stawiał na Japonię. Było dużo zmian. Dobrze to się nie zapowiadało. Szkoda przede wszystkim tego meczu z Belgią, bo wygrywaliśmy już 2:0, ale nasi rywale okazali się lepsi. Co by nie mówić, Belgia miała lepszych piłkarzy. 

– Jak odebrano porażkę z Polską?
– To był dla mnie trudny mecz, bo kibicowałem i Polsce, i Japonii. Już trochę lat tu u was mieszkam i nawet mi się podoba. Mogę powiedzieć, że z jednej strony się cieszyłem, no ale z drugiej było mi przykro.

Był bardzo sympatyczny. Szybkość, technika, strzał – miał wszystko, żeby być gwiazdą. Shinmura o Hulku

– A jak honorowy Japończyk odebrał zachowanie Kamila Grosickiego, który symulował kontuzje na wyraźne polecenie Adama Nawałki?
– Nie pamiętam dobrze tej sytuacji, więc się nie wypowiem. Dla nas dobrze, że awansowaliśmy.

– Zostawmy Rosję. Dziś Japończycy trafiają głównie do Bundesligi, skąd pomysł, żeby kontynuować karierę w Paragwaju?
– Miałem takiego menedżera. Mówię do niego po znajomości: "nie chce grać tylko w Japonii. Chciałbym zobaczyć inny kraj, inną kulturę i przede wszystkim rozwijać się piłkarsko". I on wytrzasnął ten Paragwaj.

– Rozumiem, że transfer do General Caballero to był błąd? 
– Na pewno nauczyłem się ostrzejszej gry, bo tam nie było macanek ani warcabów. Zawodnicy nie kalkulują. Ale doznałem kontuzji kostki i nie zagrałem żadnego meczu. Byłem w Caballero pół roku. Na wiosnę przeniosłem się do FK Lipawy.

– Jakie wspomnienia z Paragwaju?
– Bieda, bieda, wszędzie bieda. Caballero to dzielnica stolicy, Asunción, ale to nie wyglądało jak stolica. No dobra, to może raczej przedmieścia niż dzielnica... Pamiętam, że wszędzie stały dzieci, które łapały się każdej pracy. Zatrzymałeś samochód na światłach, a one wylewały wiadro wody na szybę, przecierały szmatą i chciały pieniądze na piwko. Chora sytuacja. Nie mogłem na to patrzeć.

– Kolejnym krajem na mapie była Łotwa. To państwo też z bogactwem się nie kojarzy.
– Bieda, ale nie taka jak w Paragwaju. Łotwa jest dużo stabilniejszym krajem. Szkoda tylko, że piłka nożna jest tam traktowana jako gorszy sport. Łotysze wolą oglądać hokej i koszykówkę. Piłkarze zarabiają mniej niż hokeiści.

Hulk (fot. Getty Images)

– Szło się utrzymać?
– Gdy grałem w Lipawie, to obowiązywała jeszcze ich waluta – łat. Wtedy było wszystko okej, ale po wprowadzeniu euro ceny skoczyły. Zrobiliśmy z Lipawą awans do tamtejszej ekstraklasy. Ogólnie z pobytu na Łotwie jestem zawolony… Zadowolny. Z-A-D-O-W-O-L-O-N-Y.

 Właśnie, polski czy łotewski? Który język jest trudniejszy?
– Polski jest bardzo trudny. A po łotewsku to nic nie umiem. Bardzo lubię gadać, więc szybko złapałem kontakt z Sebastianem Fabiańskim z Gwardii Koszalin. Mówiłem po angielsku, on tłumaczył na polski, a ja zapamiętywałem słowa. Strasznie ciężko mi mówić po polsku, ale mieszkam tu już pięć lat i nie chcę się izolować.

 Oprócz kilku spotkań w łotewskiej ekstraklasie był też mecz w rezerwach FK Lipawy. Skąd ten epizod?
– Byłem jak dziecko. Wiesz, mało grałem. Albo połówkę, albo wchodziłem z ławki. Robiłem głupie fochy.

 Czyli pobyt w rezerwach to była kara.
– W pewnym sensie tak. Ale grałem mało i słabo, więc trener dawał mi szanse więcej pobiegać, tyle że tego nie doceniałem.

 W źródłach jest luka. FK Lipawę do 2010, a transfer do Gwardii miał miejsce dopiero trzy lata potem. Co się działo między 2010 a 2013 rokiem?
– Skończył mi się kontrakt w Lipawie i wróciłem do Japonii. Czekałem na telefon od ówczesnego menedżera, ale nic nie załatwił. A czekałem długo! Mówię do niego w końcu: - Dobrze, ja sam znajdę drużynę w Japonii . No i zakończyliśmy współpracę. Pisałem do kilku kolegów. Załatwili mi testy w klubach J-League, ale nic nie wypaliło. Zarówno w Jokohama FC, jak i w Mito HollyHock woleli stawiać na wychowanków niż na mnie. Trenowałem indywidualnie z piłką i w siłowni. Nie ukrywam, że to był trudny okres. W Mito sprawdzali mnie aż trzy miesiące i liczyłem na kontrakt. Mogłem iść do drugiej ligi, ale zachowałem się jak gówniarz. Powiedziałem sobie, że nie pójdę niżej niż pierwsza japońska i wyszło tak, że przez trzy lata byłem bez klubu. Ale duma nie pozwalała mi iść tak nisko. Teraz wiem, że to była głupota.

Takafumi Akahoshi i Takuya Murayama (fot. PAP MARCIN BIELECKI)

– A pieniądze?
– Pracowałem rok jako trener dzieci. Wszystko było fajnie, ale doszło do mnie, że to nie może być jeszcze koniec kariery. Miałem różne znajomości. Kolega wyciągnął rękę. Miał kontakty w Koszalinie. Znalazł mi polskiego menedżera i przeniosłem się do Gwardii.

– W 2015 roku były nawet testy w Pogoni Szczecin. Jak blisko było do Ekstraklasy?
– Oj, nie było blisko. Menedżer zna się z Edim Andradiną i dzięki temu udało się załatwić testy w Szczecinie. Ale to nie tak, że wszystko było po znajomości. Wcześniej Gwardia grała sparing z drugą drużyną Pogoni i Edi po prostu stwierdził, że warto mnie sprawdzić. Byłem więc na testach w pierwszym zespole, ale trener nie widział mnie w składzie.

– Odstawałeś poziomem trenując z piłkarzami Pogoni?
– Nie mogłem się pokazać z dobrej strony. Mój "strong point" to odbiór piłki, a my cały czas na treningach tylko siatkonoga i gra na małej przestrzeni. Nie jestem technicznym graczem, więc wypadłem bardzo słabo.

– Wtedy występowało w Szczecinie dwóch Japończyków – Takuya Murayama i Takafumi Akahoshi.
– Akahoshiego już nie było, ale liczba Japończyków się zgadza, bo w klubie grał Shohei Okuno. Złapałem dobry kontakt z Takuyą. Ostatnio nawet rozmawialiśmy. W Tajlandii słabo mu poszło. Szukał nowej drużyny w Polsce. Podpisał jednak kontrakt w Serbii.

Gra w Koszalinie, to chyba najlepsze co mnie spotkało. Jednak życie piłkarza jest takie, że czasem trzeba coś zmienić. Junpei Shinmura

– Nie żal kibiców Gwardii?
– Mam wielki szacunek do tego klubu. Gra w Koszalinie, to chyba najlepsze co mnie spotkało. Jednak życie piłkarza jest takie, że czasem trzeba coś zmienić. Podpisałem kontrakt z Błękitnymi Stargard, ale o Gwardii nigdy nie zapomnę.

– Oglądał pan mecze nowego zespołu z sezonu 2014/15?
– Wiem, o co pytasz. Wtedy Błękitni doszli aż do półfinału Pucharu Polski.

– Liczycie teraz na podobny obrót spraw? 
– Nie. To jest nowa drużyna. Wiem, że w sezonie 2014/15 najlepszymi graczami byli obrońca Tomasz i bramkarz Marek (Pustelnik i Ufanal – przyp. red.). Oni są w klubie, ale poza tym dużo się zmieniło. Także z Gwardii przyszło kilku chłopaków. Oczywiście nikt by się nie obraził, gdybyśmy znowu zaszli daleko w Pucharze Polski.

– Czy Junpei Shimmura jest zadowolony z przebiegu kariery?
– Prawie trzy lata byłem bez klubu. Wiem już, że nie powinienem tak często unosić się honorem... Co mam powiedzieć? Mam moralnego kaca.

Rozmawiał Krystian Juźwiak

najpopularniejsze

"Okiem redakcji". Spore zamieszanie wokół Infantino

Błaszczykowski pociągany za uszy? "Wiem, jaką ma wartość"

NHL: Buffalo Sabres – Ottawa Senators (skrót meczu)

"All Access". Przygotowania Mariusza Wacha przed KBN5

Orły sportu (odc. 6) – Marcin Gortat