tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Rękoczyny, nóż i trudny charakter. Głupota wygrała z talentem

Romano Fenati – włoski motocyklista – zakończył sportową karierę zanim na dobre ją rozpoczął. Po wydarzeniach na torze Misano nie ma już czego szukać w Moto2. Został już zdyskwalifikowany przez FIM (Międzynarodową Federację Motocyklową) na dwa wyścigi, ale już wiadomo, że to nie koniec kar i 22-latek na torze już się nie pojawi. To nie było pierwsze skandaliczne zachowanie tego zawodnika.
Romano Fenati (fot. Getty Images)

Dovizioso najszybszy w MotoGP w San Marino

Według mnie Fenati już nigdy nie powinien ścigać się na motocyklu – powiedział po Grand Prix San Marino Cal Crutchlow, jeden z czołowych zawodników w MotoGP. Opinię Brytyjczyka podziela środowisko i wydaje się, że rzeczywiście Włoch nie pojawi się już nigdy na torze w roli uczestnika zawodów.

Wszystko przez nieodpowiedzialne i głupie zachowanie, jakiego dopuścił się w trakcie wyścigu. Zdyskwalifikowany został za naciśnięcie hamulca w motocyklu rodaka – Stefano Manziego, gdy obaj jechali z prędkością około 200 km/h. Między oboma motocyklistami iskrzyło już chwilę wcześniej, gdy niebezpiecznie podjeżdżali do siebie przy manewrach wyprzedzania.

Czarna flaga i dyskwalifikacja na dwa wyścigi to nie wszystko, co spotkało Fenatiego. Zespół Marinelli Snipers wyrzucił go, a team MV Augusta, w którym miał się ścigać w przyszłym sezonie, zrezygnował z jego usług. "To była najgorsza i najsmutniejsza rzecz, jaką zobaczyłem w sportach motocyklowych. Prawdziwy sportowiec nigdy by tak nie zrobił. Jeśli chodzi o przyszły kontrakt z zespołem MV Augusta Moto 2, będę starał się z całych sił, aby go zablokować. To się nie wydarzy. Nie reprezentuje naszych prawdziwych zasad" – napisał na Instagramie szef zespołu – Giovanni Castiglioni.

Fenati w niedzielę przeprosił za haniebne zachowanie. "Przepraszam sportowy świat. Wstałem z chłodną głową i żałuję, że to nie jest zły sen. Myślę o tych momentach i myślę, że nie zachowałem się jak mężczyzna. (...) Krytyka jest zasłużona i rozumiem wszystkie animozje pod moim adresem. (…) Będę miał czas, aby się zreflektować i oczyścić głowę" – napisał w oświadczeniu. Tego czasu może mieć w nadmiarze, bo trudno uwierzyć, aby w najbliższym czasie któryś z zespołów go zakontraktował.

Romano Fenati (Fot. Getty) Recydywista

Młody motocyklista od wielu lat "pracował" na to, aby go srogo ukarać. W 2014 roku był traktowany jako wielki talent. Miał już za sobą pierwsze zwycięstwo w klasie Moto3 i podpisał kontrakt z zespołem dziewięciokrotnego mistrza świata – Valentino Rossiego i telewizji Sky, który miał promować najlepszych włoskich zawodników.

Trudny charakter szybko dał o sobie znać. W kwietniu 2015 roku podczas rozgrzewki przed wyścigiem na torze w Argentynie starł się z Finem Nicklasem Ajo. Najpierw w trakcie jazdy kopnął go w ramię, a później, gdy obaj szykowali się do próbnego startu, podjechał do niego, szturchnął go kilkukrotnie, zaczął wymachiwać rękoma, a na koniec… zgasił silnik w jego motocyklu.

Na decyzję dyrekcji nie trzeba było długo czekać. Włocha ukarano trzema punktami karnymi, które doprowadziły do tego, że do wyścigu wystartował z ostatniego miejsca. Po całej sytuacji przeprosił publicznie rywala. W jego imieniu zrobił to również menedżer teamu, Pablo Nieto. – Ten incydent nie powinien się wydarzyć, nawet przy wysokiej adrenalinie. Najważniejsze, że Romano przyznał się do błędu – powiedział.

Stefano Manzi (L) i Romano Fenati po starciu podczas GP San Marino (fot. Getty) Nóż w plecy

Spokojna atmosfera panowała nieco ponad rok. W sierpniu 2016 roku przed Grand Prix Austrii zespół Sky Racing Team VR46 nieoczekiwanie zawiesił motocyklistę, który przez to nie mógł wystartować w wyścigu i został poproszony o opuszczenie toru. Jak twierdził Nieto, który był jednym z orędowników ukarania Włocha, decyzja nie została podjęta ze względu na konkretny incydent.

Musieliśmy to zrobić, bo mamy pewne zasady, a Fenati ich nie przestrzegał. Romano ma ogromny talent, ale to co się stało jest złe. To ciężkie również dla mechaników, którzy pracują cały czas. Nasze relacje nie są w tym momencie najlepsze. Kolejne kroki podejmiemy w ciągu najbliższych dni – twierdził wówczas.

Słowa dotrzymał, bo już kilkadziesiąt godzin później oficjalne ogłoszono, że Fenati dłużej nie będzie jeździł dla zespołu, mimo że w klasyfikacji generalnej Moto3 zajmował wtedy trzecie miejsce i w kolejnym roku miał się ścigać w wyższej klasie – Moto2.

Choć drużyna Valentino Rossiego nie podała tego w oficjalnym komunikacie, to według nieoficjalnych źródeł powodem podjęcia decyzji było niestosowne zachowanie motocyklisty wobec jego mechaników. W garażu miało dojść do rękoczynów, a zawodnik miał mieć przy sobie… nóż.

Tę plotkę szybko zdementował Nieto. – Wiemy, że Romano ma trudny charakter, ale nigdy z nikim się nie bił. Bywał agresywny, gdy nam coś tłumaczył, ale w sumie mieliśmy dobry kontakt – powiedział.

Valentino Rossi cieszący się ze zwycięstwa Fenatiego w GP Hiszpanii (2014, fot. Getty Images) Rossi bez poczucia humoru?

Sytuację skomentował sam motocyklista w wywiadzie dla gpone.com. – Kiedy skończyłem kwalifikacje, to poszedłem porozmawiać z Pietro Caparą, szefem zespołu. Czułem się dziwnie, że byłem tak daleko od lidera i chciałem poznać szczegóły. Okazało się, że jeden z punktów mojego kontraktu nie jest respektowany – to, że mam własnego mechanika od zawieszenia – powiedział.

O opinię został poproszony również Valentino Rossi, który stwierdził, że czasami Fenati "szybko wpada w szał". – To nieprawda – zaprzeczał młody motocyklista. – Wkurza mnie to, że niektórzy są niesprawiedliwi lub powierzchowni i chcę o tym rozmawiać. Są też jednak tacy, którzy mają o mnie wyrobioną opinię i rzeczy, które mówię w żarcie są błędnie interpretowane. Rozmawiałem z Valentino. Nie było spięć – dodał.

Dziewięciokrotny mistrz świata przyznał również, że nie udało mu się zrobić z Fenatiego profesjonalisty . – Każdy powinien być prawdziwy i nie być zmuszany do zmiany. Preferuję sytuacje, w których ktoś mi mówi, gdzie powinienem iść, a nie wbija mi nóż w plecy – stwierdził 22-latek. – Wszyscy powinniśmy wziąć część winy na siebie. Ja to zrobiłem. Jednak to mnie nauczyło, że najlepiej zawsze być szczerym. Trzeba znać prawdę, nawet jeśli boli – dodał.

Jak pokazały kolejne lata, Fenati nie z wszystkich lekcji odebrał odpowiednią naukę. "Jestem impulsywny, ale nie chciałem zranić nikogo" – napisał w niedzielnym oświadczeniu. "Chciałem, żeby zrozumiał (Manzi, red.), że to, co zrobił, było niebezpieczne. (…) Nie jestem taki, ludzie, którzy mnie znają mogą to potwierdzić. Nigdy nie narażałem życia innej osoby". Najprawdopodobniej w przyszłości także nie będzie miał okazji, aby to zrobić.