tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Farszad Ahmadzade: teraz w Iranie mnie nienawidzą

Transfer do Polski konsultował z Alim Daeim. Przyjaźni się z siatkarzem PGE Skry Bełchatów. Jest wielką gwiazdą w Iranie, ale i tak musiał odbyć dwuletnią służbę wojskową. Farszad Ahmadzade – pierwszy Irańczyk w Ekstraklasie – jest w Polsce już od ponad dwóch miesięcy i jak na razie widzi same pozytywy. – Poziom piłki jest tu dwa-trzy razy wyższy niż w Azji – mówi błyskotliwy skrzydłowy w wywiadzie dla SPORT.TVP.PL.
Farszad Ahmadzade to jeden z wyróżniających się piłkarzy Śląska Wrocław (fot. PAP/Marcin Gadomski)

Radosław Przybysz, SPORT.TVP.PL: – Jesteś w Polsce od ponad dwóch miesięcy. Jak ci się tu żyje?
Farszad Ahmadzade:
– Bywa ciężko. Zostawiłem w Teheranie wielu przyjaciół. Czasami czuję się trochę sam, po treningu zazwyczaj tylko odpoczywam i oglądam filmy. Mój brat studiuje i nie może do mnie przylecieć. Może za dwa miesiące odwiedzą mnie mama z tatą. Ale nie mam z tym problemu. Nie szukam na siłę przyjaźni, takie mam podejście. Dobrze mi tak jak jest. Poza tym Wrocław to piękne miasto. Podoba mi się tutaj.

– Jak odnajdujesz się w drużynie?
– Atmosfera jest bardzo dobra, wszyscy chętnie pomagają. Pracujemy razem, razem zwyciężamy i przegrywamy. Nie miałem żadnego specjalnego "chrztu" na początku, po prostu wszedłem do szatni i się przedstawiłem. A teraz, po dwóch miesiącach, wreszcie udało mi się nauczyć imion wszystkich kolegów. Nie było łatwo.

– Przyjaźnisz się z Miladem Ebadipurem, siatkarzem PGE Skry Bełchatów. Mieliście już możliwość się spotkać?
– To jeden z moich najbliższych przyjaciół. Pochodzi z tego samego miasta, znamy się od dziecka, chodziliśmy razem do szkoły. Ale teraz nie możemy się spotkać, bo on wrócił do kraju po zakończeniu sezonu siatkarskiego, trwa przerwa na mistrzostwa świata. Planujemy jednak odwiedzić się wzajemnie za około miesiąc – on ma przyjechać na mecz do Wrocławia, a ja do Bełchatowa.

– Pytałeś go o zdanie przed transferem do Polski?

– Tak, bo on trafił tutaj rok wcześniej. Podałem mu nazwę Śląska, a on dowiedział się wiele o klubie, pomógł w tym też jego menedżer, zdobyli dla mnie wiele informacji.

– Która dyscyplina jest popularniejsza w Iranie – siatkówka czy piłka nożna?

– Moje rodzinne miasto – Urmia – to miasto siatkówki. Pięciu zawodników stamtąd gra obecnie w reprezentacji. Część kraju jest "siatkarska", ale znacznie większa jest "piłkarska". Numerem jeden w kraju jest bezapelacyjnie futbol.

– Konsultowałeś decyzję o transferze z kimś jeszcze?
– Tak, z Alim Daeim, legendą naszej piłki. Był w przeszłości moim trenerem w Persepolis Teheran. Pracowaliśmy razem tylko przez miesiąc, bo tak się złożyło, że wtedy musiałem akurat pójść na dwuletnie wypożyczenie do wojskowego klubu Tractor Sazi, żeby odbyć służbę. Przed przyjściem do Śląska zapytałem go o zdanie i zapewnił, że warto przenieść się do Europy.

– Persepolis to największy klub w Iranie?

– Tak i jeden z największych w Azji. Są kluby z Arabii Saudyjskiej, z Chin, z Japonii, ale najpopularniejsze jest Persepolis. Jego piłkarze to gwiazdy w Iranie. Gdy wróciłem do Persepolis z Tractora, drużyna zajmowała 14. miejsce w tabeli. Przejął ją chorwacki trener Branko Ivanković i szybko zaczęliśmy wygrywać. Ostatecznie do mistrzostwa zabrakło nam... jednego gola. Przegraliśmy tytuł różnicą jednej bramki! Ale w dwóch kolejnych sezonach byliśmy już najlepsi.

– I potem zdecydowałeś się szukać szczęścia w Europie.
– Tak, bo w Iranie wygrałem już wszystko, co mogłem. Chciałem zrobić kolejny krok.

– Kibice pewnie nie byli szczęśliwi?

– Teraz mnie nienawidzą! Zanim odszedłem miałem 1,2 miliona obserwujących na Instagramie, a chwilę po transferze ubyło mi 100 tysięcy. Pod każdym zdjęciem piszą mi w komentarzach okropne rzeczy. Ale i tak ich lubię! Za to, jak są oddani.

– Przyglądałem im się na mundialu, jak świetnie się bawią, świętują, również poza meczami, na ulicach Moskwy.
– Imprezowali, bo w Iranie nie mogą tego wszystkiego robić. U nas kobiety nie mogą przychodzić na stadiony. Nic dziwnego, że gdy pojechali do Rosji i zobaczyli inny świat, zaznali nowych rzeczy i popuścili wodze.

– Zwłaszcza, że piłkarze ich nie zawiedli.
– Tak, przed mundialem cały świat myślał, że nie umiemy grać w piłkę. A pokazaliśmy się z naprawdę dobrej strony w trudnej grupie z Hiszpanią, Portugalią i Marokiem. Zdobyliśmy cztery punkty i nie udało się przejść dalej, a w innych grupach taki dorobek dawałby nam awans. Piłkarze wspaniale walczyli dla naszego kraju.

(fot. instagram.com/farshad_ahmadzadeh10/)

– Jak porównałbyś poziom piłki w Iranie i w Polsce?
– W Polsce jest dwa-trzy razy wyższy.

– Naprawdę? Trudno w to uwierzyć patrząc na naszą Ekstraklasę.

– Naprawdę. W Azji nie ma wielu mocnych drużyn. Nie mamy dobrych stadionów, nie mamy VAR-u. W Iranie są może dwa, trzy boiska nadające się do gry, porównywalne do tych z Ekstraklasy. Tutaj wszystko jest dobrze zorganizowane, treningi są na czas, wypłaty też. Możesz skupić się tylko na piłce, na rozwoju. W Azji rzeczywistość jest inna.

– Ale tutaj mówisz cały czas o infrastrukturze, a nie o poziomie piłkarskim.
– Mam wrażenie, że w Azji piłkarze tak nie walczą o zwycięstwa. Mniej jest determinacji, mniej biegania. Jak oglądam mecze drużyn np. z krajów arabskich, to nie widzę tam takiego zaangażowania, jak jest tutaj. W Polsce jest inaczej. Musisz być silny fizycznie, ale i technicznie.

– A jak można porównać życie poza boiskiem w Polsce do tego w Iranie?
– Tutaj mam dużo większy spokój. Gdy idę na obiad do restauracji, nikt mnie nie nagrywa, nie robi mi zdjęć. W Iranie po słabych wynikach nie powinieneś pokazywać się na mieście, bo ludzie są na ciebie wściekli, obrażają cię, uważają, że nie masz prawa mieć prywatnego życia, jeśli przegrywasz. Chcą wiedzieć o tobie wszystko, ingerują w twoje osobiste sprawy. To na dłuższą metę męczące.

– Wróćmy jeszcze do rzeczywistości w Iranie. Jak naprawdę wygląda życie w tym kraju?
– Często pojawiają się opinie, że jesteśmy krajem terrorystów, że chcemy tylko walczyć. Tak nie jest. Irańczycy to dobrzy ludzie. Możesz u nas spędzić miesiąc bez pieniędzy i hotelu, bo i tak każdy we wszystkim ci pomoże. To dobry kraj do życia. Spytaj Flavio Paixao. U nas wszyscy znają go jako Flavio Lopesa. Grał dla Tractora, w mieście Tebriz. Wszyscy go tam kochali, jest legendą. To bardzo zabawny facet. Przypomniała mi się historia, jak miasto nawiedziło niewielkie trzęsienie ziemi i na suficie w domu, w którym spał Flavio, pojawiła się mała ryska. Tak się przestraszył, że przez tydzień spał na ławce w parku!

– Jakie były reakcje w Iranie, gdy postanowiłeś wybrać akurat Śląsk i akurat polską ligę?
– Niektórzy mówili, że powinienem zostać albo pójść od razu do jednej z najsilniejszych lig. Ale oni nie rozumieją, że nie da się trafić prosto z Iranu do wielkiego klubu. Mało kto w Europie ogląda azjatyckie rozgrywki. Trzeba zrobić pierwszy mały krok, a Polska to do tego idealne miejsce. Niektórzy ludzie tylko gadają, a nie znają życia, nie znają mnie, nie znają piłki. Miałem oferty z Turcji i z krajów arabskich, ale nie chciałem tam iść. Porozmawiałem z Miladem, z Daeim, z moimi przyjaciółmi i z menedżerem i postanowiłem przenieść się tutaj. Chociaż nie wszystkim to odpowiadało.

– W Polsce nie spotkały cię dotychczas żadne przykre sytuacje w związku z bliskowschodnią urodą?

– Nie, wręcz przeciwnie. Ludzie mówią mi, że wyglądam na Polaka, jak swój, no ale chyba trochę przesadzają. Nie było żadnych przykrości, nawet najmniejszych. Wrocław to świetne miejsce do życia.

– A jak smakuje ci polska kuchnia?

– Sam często gotuję w domu, bo kocham irańskie potrawy. Jest w nich bardzo dużo ryżu, zauważyłem, że w waszej kuchni jest go znacznie mniej. Smakują mi za to wasze kotlety schabowe.

– Skoro tak lubisz gotować, to może powinieneś otworzyć irańską restaurację we Wrocławiu?
– Nie ma szans. Nie miałbym klientów. Mam wrażenie, że tutaj wszyscy jedzą bardzo zdrowo, a w naszej kuchni używa się bardzo dużo oleju. Wszystko, co smażone, jest przepyszne. Może dlatego tak smakują mi polskie kotlety.

– Może lepiej nie mów tego trenerowi. A propos – jak się komunikujecie?
– Asystent mówi po angielsku i wszystko na bieżąco tłumaczy mi i Augusto.

(fot. PAP/Maciej Kulczyński)

– Jesteś zadowolony z tego, co na początku sezonu prezentuje Śląsk?
– Gramy dobrze, ale brakuje nam szczęścia. W wielu meczach mieliśmy wiele okazji, ale i tak przegrywaliśmy. W piłce nikt jednak nie przyznaje punktów za dobrą grę, tylko za zwycięstwa. Musimy jeszcze ciężej pracować i wykorzystywać nasze szanse. Będzie lepiej.

– W lipcowym meczu z Cracovią błysnąłeś efektownym przyjęciem piłki, którego nagrania obiegły całą Europę. Kiedy możemy spodziewać się kolejnych popisów?

– Tylko kiedy będziemy wygrywać. Mogę sobie pozwolić na takie zagrania tylko jeśli wynik jest pozytywny. Gdybyśmy przegrywali, a mi nie wyszłaby sztuczka, wszyscy byliby wściekli.

– Rozmawiamy przed piątkowym meczem z Zagłębiem Lubin. Czego się spodziewasz po derbach Dolnego Śląska?

– W Iranie derby są zawsze szalone, grałem chyba w ośmiu. Miesiąc przed derbami wszyscy już o nich mówią, a miesiąc po nich – jeśli przegrasz – nie możesz wyjść na ulicę, czy spokojnie wrócić na boisko, bo wściekli kibice przychodzą na treningi i udzielają drużynie "pogadanek". Jest ciężko. Nie wiem jak jest tutaj...

– ...na pewno nie aż tak.

– Ale derby to zawsze derby. Zawsze są ważne dla kibiców. Mam nadzieję, że wreszcie wygramy i chociaż trochę uszczęśliwimy fanów WKS.

najpopularniejsze

Skoki narciarskie, koszykówka i piłka nożna. Sprawdź plan sobotnich transmisji w TVP Sport, SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej

"Okiem redakcji". Spore zamieszanie wokół Infantino

"All Access". Przygotowania Mariusza Wacha przed KBN5

Lewis Hamilton: w FIFĘ grałem... Brazylią

Maciej Sulęcki: ja przyszłym mistrzem świata? Tak właśnie będzie!