tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Marek Plawgo: mało kto wystąpił poniżej możliwości

– Nie jesteśmy zlepkiem umiejętności. Działamy, jak dobrze pracujący organizm. Każdy ma do wykonania ważne zadanie. Mało kto wystąpił poniżej możliwości – stwierdził Marek Plawgo, brązowy medalista MŚ w biegu na 400 m przez płotki z 2007 roku z Osaki, w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.
Justyna Święty-Ersetic z flagą Polski (fot. Getty Images)

Majewski po zakończeniu lekkoatletycznego sezonu: zabrakło jednego medalu

Filip Kołodziejski: – Można było wymyślić lepszy scenariusz dla biało-czerwonych w ostatnich miesiącach?
Marek Plawgo (brązowy medalista MŚ w biegu na 400 m przez płotki z 2007 roku z Osaki): – Sezon byłby wyjątkowy, gdyby nie fakt, że dwa poprzednie były równie udane. Polacy przyzwyczaili nas do sukcesów. Bardzo się cieszę reakcją kibiców i ekspertów. Nie jest to odbierane jak coś normalnego. Dalej podchodzimy do medali z pełnym podziwem i szacunkiem. Zawodnicy ciężko pracują warto to docenić.

– W mediach często pojawiało się określenie: "Polska to lekkoatletyczna potęga".
– Pojawia się nie bez kozery. Zajęliśmy wysokie miejsce w eksperymentalnym Pucharze Świata w Londynie. Halowe mistrzostwa świata w Birmingham także były udane. Biegacze ustanowili rekord w rywalizacji sztafet 4x400 metrów. Podczas mistrzostw w Berlinie również mało zabrakło do wygrania klasyfikacji medalowej. Przegraliśmy tylko z Wielką Brytanią. Lekkoatleci w najważniejszej imprezie sezonu dowiedli swojej klasy.

– Przedstawiciele IAAF robili dużo, by urozmaicić tegoroczne zmagania.
– Zdecydowanie. Jestem tradycjonalistą. Nie widzę w tym przyszłości. Lekkoatletyka jest piękna i niezmienna. Niektóre konkurencje mają niepodważalną pozycję. Stworzono je nawet sto lat temu. Wprowadzanie nowych zasad rywalizacji na pewno nie przychodzi łatwo. Konkursy stały się mało zrozumiałe dla kibiców. Można nawiązać do Pucharu Kontynentalnego w Ostrawie. Nie bez powodu mówiło się, że to raczej ostatnie tego typu konkursy. Swego czasu również podczas drużynowych mistrzostw Europy próbowano szukać innych rozwiązań i uatrakcyjniać zmagania, ale szybko tego zaniechano. Zawodnicy nie pokochali nowych reguł. Wszystko trzeba dokładnie przemyśleć. Mimo to ważne, że innowacje się pojawiają.

– PR-owo lekkoatletyka zdecydowanie zyskała.
– Jest nowocześnie. Do udanych eksperymentów można zaliczyć Puchar Świata z Londynu. Była fajna, zwarta formuła. Wszystko kręciło się wokół rywalizacji "my kontra wy". Reprezentacje walczyły o każdy punkt. Emocje towarzyszyły nie tylko tym, którzy triumfowali. Liczyły się także pozycje niżej punktowane. Każdy dorobek mógł zdecydować o tym, kto jest w tym roku najsilniejszy na świecie. Mieliśmy dużo powodów do radości. Biało-czerwoni zademonstrowali próbkę umiejętności.

– Wiele państw mogło oglądać rywalizację przed telewizorem…
– Zastanawiałem się, co mają zrobić Czesi, Norwegowie czy Węgrzy. Nie mieli szans wystartować. Nas dostrzeżono jako jedną z potęg lekkoatletycznych, dlatego otrzymaliśmy zaproszenie. Problem jest taki, że zawody były zaledwie małym wycinkiem lekkoatletycznego świata. Jeśli chcielibyśmy być w pełni fair, musielibyśmy budować rywalizację także skupiając się na niższych ligach. W taki sposób, jak w drużynowych mistrzostwach Europy. Tam poza Superligą, mamy jeszcze pierwszą i drugą. Z nich dane państwo może awansować wyżej. Mecze międzypaństwowe to przyszłość. Mogą być uzupełnieniem komercyjnych mityngów. Te skupiają się na sponsorach. "Niedzielny kibic" ma często problem z rozróżnieniem, kto jest kim. Przydałyby się małe znaczniki na koszulkach.

Niecodzienna sytuacja w Ostrawie! Sprinter został... dyskobolem

– Mityngi są najważniejsze?
To regularna praca na pełen etat. Zawodnicy zarabiają pieniądze walczą o wyniki i minima.

– A propos mityngów. Organizatorzy zmagań w Chorzowie potwierdzili, że w Polsce można przeprowadzić międzynarodowe imprezy.
– Mamy jeszcze stadion w Bydgoszczy. Jest piękny, ale na imprezy mniejszego kalibru. Wydawało się, że nie będziemy potrzebować większego obiektu. Jest inaczej. Podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego na Stadionie Śląskim w Chorzowie pojawiło się 25 tysięcy osób. Szkoda, że w tym samym terminie mecze rozgrywali piłkarze reprezentacji Polski. Pełen lekkoatletyczny potencjał zobaczyliśmy w Memoriale Kamili Skolimowskiej. Na trybunach zasiadło ponad 40 tysięcy osób. To zasługa nie tylko organizatorów, ale zawodników, którzy nie mają kompleksów na europejskich arenach.

– Pan też ich nie ma! Praca w roli komentatora jest spełnieniem marzeń?
– To dla mnie nowość. Mam pewną przewagę, bo całkiem niedawno skończyłem uprawiać zawodowy sport. Z częścią reprezentacji spotykałem się na zgrupowaniach. Bardzo przyjemnie było wrócić do znajomego środowiska. Nie zmienia to faktu, że komentowanie jest ciężką pracą. W ciągu jednej porannej lub popołudniowej sesji występuje nawet 200 lekkoatletów. Trzeba się dokładnie przygotować. Korzystamy z wyliczeń statystyków, ale nie sposób skupiać się tylko na tym podczas szybkiej i dynamicznej transmisji.

– Nie ma czasu na nudę?
– Oj, nie. Na przygotowanie do trzygodzinnej transmisji poświęcamy drugie tyle czasu. Ostatnie tygodnie to dla mnie piękna i pouczająca przygoda. Miałem okazję podpatrzeć najlepszych lekkoatletycznych komentatorów w kraju: Przemysława Babiarza i Włodzimierza Szaranowicza. Spełniłem po części marzenie. Chciałem relacjonować zmagania z Włodkiem. W przeszłości wszystkie moje największe sukcesy były w towarzystwie jego głosu. To świetna przygoda, duże przeżycie.

– Byli koledzy z reprezentacji wrócili do domów z medalami. Młodzież także nie odstawała.
– Zdecydowanie. Cała kadra zaprezentowała się dobrze. Nawet młodzi, którzy teoretycznie jechali się uczyć. Pokazali, że już się czegoś nauczyli. Podpatrywali starszych kolegów. Rywalizują, jak równy z równym z całą europejską czołówką. To świadczy o sile reprezentacji. Nie jesteśmy zlepkiem umiejętności. Działamy, jak dobrze pracujący organizm. Każdy ma do wykonania ważne zadanie. Mało kto wystąpił poniżej możliwości.

Ameryka przed Europą w Ostrawie. Koniec sezonu polskich lekkoatletów

– A kto zawiódł najbardziej?
– Zdarzyła się wpadka w rywalizacji dyskoboli. Piotr Małachowski i Robert Urbanek nie przebrnęli kwalifikacji, ale można im wybaczyć za sukcesy z przeszłości.

– W kolejnych miesiącach nikt nie będzie wybaczał jednak błędów w przygotowaniach do mistrzostw świata, które zostaną rozegrane na przełomie września i października.
– To duże pole do popisu. Wiele można stracić. Termin mistrzostw w Katarze jest bardzo "niewygodny". Nikt nie ma doświadczenia w rozłożeniu sił na późniejsze starty. Trzeba zdać się na zmysł trenerów.

– To trudniejsze zadanie niż przygotowanie dyspozycji na igrzyska w Tokio?
– Może się tak okazać. Już teraz Adam Kszczot zapowiedział, że nie wystartuje w hali. Pojawi się jeszcze kilka podobnych deklaracji. Przygotowania trzeba będzie rozpoczynać w innych terminach. Ważne są przecież strefy klimatyczne. Polacy robili dużą objętościową pracę między innymi w RPA. Dobre warunki panują tam od stycznia do marca. W kwietniu robiło się chłodniej, dlatego musieli zmieniać miejsce. Przed laty także w późnym okresie startowałem w mistrzostwach świata juniorów. Udało się przygotować. Zdobyłem złoty medal (w Santiago w 2000 roku), ale byłem zdecydowanie młodszy. Organizm inaczej reagował. Ciężko przewidywać co się wydarzy. Jestem ciekawy, jak rozwiążą to poszczególni zawodnicy. Każdy bodziec może decydować o wynikach. Pojawiają się obawy, ale na szczęście nie dotyczą tylko nas.

– Czyli czekają nas jeszcze lepsze miesiące?
– Żeby tak było musielibyśmy przywieźć tyle medali z mistrzostw świata z iloma wróciliśmy z Berlina (śmiech). Byłoby to fantastyczne. Ale spokojnie... Każdy bieg rozpoczyna się od zera. W tym momencie nikt nie myśli o przygotowaniach. Liczą się wakacje. Nawet z Ostrawy zawodnicy wracali szybciej niż z innych konkursów. Forma nie była najwyższa. Po prostu marzyli o wolnym, by z pełną energią przystąpić do kolejnych przygotowań.

Lewandowski: mój wiek to tylko cyferki, ten sezon to pokazał
Guba: to był mój najdłuższy, ale i najlepszy sezon
Sabat: po tym sezonie jestem usatysfakcjonowana
Święty-Ersetic: wakacje? Byle jak najdalej od bieżni
Ostrawa: Włodarczyk przegrała w ostatnim rzucie. Świetna próba Price

najpopularniejsze

Skoki narciarskie, koszykówka i piłka nożna. Sprawdź plan sobotnich transmisji w TVP Sport, SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej

"Okiem redakcji". Spore zamieszanie wokół Infantino

"All Access". Przygotowania Mariusza Wacha przed KBN5

Lewis Hamilton: w FIFĘ grałem... Brazylią

Maciej Sulęcki: ja przyszłym mistrzem świata? Tak właśnie będzie!