tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Agnieszka Kobus-Zawojska: pływamy lepiej, gdy mamy nóż na gardle

Polska czwórka podwójna (Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Katarzyna Zillmann, Maria Springwald) zanotowała znakomitą końcówkę sezonu. Biało-czerwone zdecydowanie wygrały mistrzostwa Europy w Glasgow, a następnie powtórzyły wyczyn na mistrzostwach świata w Płowdiw. Z jedną z naszych wioślarek rozmawialiśmy tuż po zakończeniu sezonu.
MŚ w wioślarstwie: złoto dla polskiej czwórki podwójnej kobiet
Katarzyna Zillmann, Maria Springwald, Marta Wieliczko, Agnieszka Kobus-Zawojska (fot. PAP)

Wioślarska mistrzyni świata już w kraju. "Myślę o medalu w Tokio"

Dawid Brilowski: – Minęło kilka dni od finału w Płowdiw. Doszło już do pani, że jesteście najlepsze na świecie?
Agnieszka Kobus-Zawojska:
– Doszło. To ciekawe uczucie. Kiedyś byłoby to niewyobrażalne, a teraz mam świadomość, że jesteśmy najlepsze.

– Cały sezon należał do was. Dwie najważniejsze imprezy zakończyły się wielkimi triumfami ze świetnymi biegami finałowymi, w których kontrolowałyście przewagę od początku do końca.
– Nie nazwałabym tego kontrolowaną przewagą. Była spora, ale wyścig był bardzo trudny. W Płowdiw zwycięstwo smakowało wyśmienicie, bo do rywalizacji dołączyły także przygotowujące się do tego startu od początku sezonu Niemki. Wygrałyśmy z nimi dwa razy – wcześniej jeszcze w półfinale. Odegrałyśmy się dzięki temu za wcześniejsze Puchary Świata. To dużo dla nas znaczyło.

– We wspomnianych Pucharach Świata na początku sezonu radziłyście sobie różnie. Były podia, ale były też słabsze występy.
– Zdarzyło się nawet szóste miejsce. Choć jesteśmy przyzwyczajone, że zwykle walczymy o podium, byłyśmy przygotowane na słabsze występy. Nie da się utrzymać formy w ten sposób, żeby zawsze być na szczycie. Żeby była górka, musi być dołek. Wydaje mi się, że ten kiepski wynik w Linz jeszcze bardziej nas zmobilizował. Cieszę się, że spadek formy był dokładnie wtedy, kiedy miał być, a nie na mistrzostwach Europy czy świata.

– Byłyście wtedy świadome, że ten spadek to nic takiego, a zwyżka formy nadejdzie?
– W pewnym sensie tak, ale mimo wszystko bardzo przeżyłyśmy nieudany start. Popłynęłyśmy na maksa, a nie byłyśmy w stanie nawet włączyć się do walki o podium. Od razu po starcie nie wiedziałyśmy co się dzieje. Dopiero po rozmowach z trenerem stwierdziłyśmy, że byłyśmy w nieco innym cyklu, niż rywalki. Zostałyśmy uspokojone, zaufałyśmy trenerowi i to się opłaciło.

– Później przyszły mistrzostwa Europy i zostawiłyście wszystkich w tyle.
– Wiedziałyśmy, że jedziemy tam po złoto, ale nie byłyśmy świadome, że zrobimy to w takim stylu. Szczerze mówiąc myślałam, że tamto zwycięstwo będzie nas kosztowało więcej wysiłku. W końcu nie była to nasza impreza docelowa. Cały czas byłyśmy w rytmie przygotowań do mistrzostw świata.

– Po mistrzostwach Europy mówiła pani, że na radość przyjdzie jeszcze czas. Jak utrzymałyście formę przez miesiąc?
– Myślę, że nasze największe rywalki myślały, że nie dowieziemy tej formy do mistrzostw świata. Niemek nie było na mistrzostwach Europy – pojechał tam inny skład, a pierwsza kadra przygotowywała się na mistrzostwa świata. Tymczasem w półfinale udowodniłyśmy formę i z nimi wygrałyśmy. Tak dobrze nam się płynęło, że już wtedy wiedziałyśmy, że powtórzymy to w finale.

Polska czwórka po zwycięskim finale (fot. Getty Images)

– Przed półfinałem miałyście jeszcze przedbieg, w którym nie poszło Wam najlepiej. Zdecydowanie przegrałyście z Chinkami.
– Nie było optymistycznie. Popłynęłyśmy słabiej, ale potem okazało się, że jesteśmy taką osadą, że lepiej pływamy, gdy mamy nóż na gardle. Myślę, że to dobrze o nas świadczy. Nie boimy się presji, bo ona nas mobilizuje. Czym trudniejszy bieg, tym lepiej płyniemy.

– Po tym przedbiegu zachowałyście spokój?
– Od razu było kilka nerwowych treningów. Sama pomyślałam, że jak będziemy pływać dalej w takim stylu, to w ogóle nie wejdziemy do finału. Im bliżej półfinału, tym bardziej rosła chęć ścigania, mobilizacja i koncentracja. W końcu uświadomiłam sobie, że jeśli przyjechałyśmy tu walczyć o medal, w ogóle nie powinnam się przejmować tym, czy awansujemy do finału. Bo jeśli nie, to oznaczałoby, że po prostu nie jestem w stanie walczyć o medal.

– W półfinale i finale miałyście bardzo podobne rywalki. Taktyka też była podobna?
– Tak się ułożyło, że ostatecznie na podium stanęła trójka, która awansowała z naszego półfinału. Taktyka była podobna – pierwsze 500 metrów miało być spokojne. Wynikało to z analizy przedbiegu. Tam mocno ruszyłyśmy, miałyśmy sporą przewagę nad Chinkami, a później nas prześcignęły. Nie mogłyśmy ruszyć zbyt mocno, a jedynie tak, żeby utrzymać się w czołówce.

– Miało być spokojnie, a mimo to już na początku prowadziłyście.
– Ale przewaga była bardzo mała! Wiedziałyśmy, że mamy siły. Zagrało wszystko od startu do mety. Proszę uwierzyć, że mimo wszystko płynęłyśmy ekonomicznie i mocniej ruszyłyśmy w tym momencie, w którym zakładałyśmy.

– Start finałowy był najlepszy w tym sezonie?
– Półfinałowy był równie dobry, ale tak – to były najlepsze biegi w tym roku.

– Mimo to napisała pani, że cenniejszy od tego złotego medalu był olimpijski brąz. Więc teraz celem złoto w Tokio?
– Zdecydowanie. Pomimo, że ten złoty wyścig był moim najlepszym, to igrzyska są raz na cztery lata i jest to najbardziej prestiżowa impreza. Myślę, że bardziej otwarcie o Tokio będę mogła mówić dopiero, gdy wywalczymy kwalifikację olimpijską. Niemniej, takie starty jak ten napawają optymizmem.

– Cykl przygotowawczy do igrzysk będzie taki aktywny jak ten sezon, czy będziecie miały taki komfort jak Niemki?
– Nie wiem, jak będzie za rok. Trener rozmawia ze związkiem, żebyśmy nie musiały jeździć na wszystkie zawody. W tym sezonie wyjazd do Linz i nieudany start w Austrii były być może niepotrzebne. Choć z perspektywy czasu widać, że mimo wszystko porażka okazała się mobilizująca. Zresztą, nie ma co nad tym myśleć – my jesteśmy od wykonywania tego, co mówi trener.

Wioślarska mistrzyni świata już w kraju. "Myślę o medalu w Tokio"

najpopularniejsze

Wisła przegrała z... pogodą. Stoch i spółka muszą zmienić plany

Zamieszanie z kwalifikacjami olimpijskimi siatkarzy. "Nowy system daje Polsce mniej szans"

Błyskawiczna robota "Diablo"! Sands znokautowany w 2. rundzie

Niesamowity karny w Rosji! Zdobył bramkę uderzeniem z... backflipa

Żewłakow: Lewandowski potrafi wytrzymać ogromny rygor profesjonalisty