tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Legenda Ferenca Puskasa i "Złotej jedenastki". Węgierski futbol niemal jak polski

Choć ostatnie lata były niezłe, węgierski futbol wciąż jest w dołku. Historia tamtejszej piłki jest bardzo podobna do polskiej. Łączy nas dominacja wojskowych klubów w czasach rządów komunistów, a dziś oni i my żyjemy sukcesami z przeszłości. Co ciekawe Węgrzy uznają za najlepszy mecz w historii spotkanie... towarzyskie, a za legendę człowieka nie grającego nigdy w "Złotej jedenastce".
Pomnik Ferenca Puskasa, grającego w piłkę z dziećmi

Grali kadrowicze: Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek wciąż trafiają

Wejście na stadion Honved FC Metro, autobus, później tramwaj. Kiszpeszt – dziewiętnasta dzielnica Budapesztu – znajduje się zdecydowanie bliżej obrzeży niż ścisłego centrum. Do miasta została dołączona dopiero w latach 50., gdy komuniści podjęli decyzję, aby ponad dwukrotnie powiększyć stolicę. To tu grają i trenują piłkarze Honved FC.

Godzina 19:07. Mecz derbowy z lokalnym rywalem – Ferencvaros TC, mającym stadion zaledwie kilka przystanków dalej – rozpocznie się za niespełna 20 minut, a tramwaj jest niemal pusty. Nie ma atmosfery wielkiego spotkania.

– Match... no here! – krzyczy starszy pan. Wskazując na bilet stara się rozpaczliwie coś wytłumaczyć. Mówi jedynie po węgiersku. Angielski? Jak większość mieszkańców zna zaledwie parę słów. Po chwili zdobywa się jednak na dość sensowne zdanie. – Bozsik Stadion is empty – mówi, pisząc jednocześnie nazwę innego przystanku. Wszystko jasne – trzeba zawrócić. Taksówka i... jazda.

* * *

Doping podczas meczu Honved FC – Ferencvaros 19:36, Hidegkuti Nandor – kolejny znany piłkarz, należący do "Złotej jedenastki". To jego nazwiskiem nazwano przystanek – także stadion, na którym mecze rozgrywa powracający do węgierskiej ekstraklasy MTK. Od niedawna obiekt ten gości także spotkania Honvedu. Niejako z przymusu – Bozsik Stadion jest w przebudowie. Kiedy go oddadzą? – Nie wiem, może 2 lub 3 lata? – odpowiada Laszlo, zajmujący się na co dzień sprzedażą pamiątek w klubowym sklepie.

Mecz się rozpoczął. Choć to spotkanie na szczycie tabeli (drugi Honved podejmuje pierwszy Ferencvaros), gra tylko momentami może się podobać. Dużo błędów, niedokładności i zagrań z II ligi. Uwagę zwraca zorganizowany doping i… obiekt. W przeciwieństwie do Bozsik Stadion, który jest raczej "boiskiem", obiekt MTK imponuje. Nowa zabudowa, dach nad trybunami. Za bramkami nie ma co prawda siedzeń, ale spotkanie –z bocznych sektorów – może oglądać nieco ponad 5 tysięcy kibiców.

Po 90 minutach Honved przegrał 0:1. Fani drużyn, choć w trakcie spotkania niejednokrotnie zwracali się do siebie, wykrzykując niezrozumiałe teksty i pokazując obraźliwe gesty, wychodzą spokojnie. Z powodu porażki nikt nie płacze. – Dla Ferencvarosu jesteśmy jak biedny krewny. I tak możemy się cieszyć, że wciąż mamy drugie miejsce – tłumaczy jeden z kibiców.

Jedno z wielu graffiti na stadionie Honved W drużynie gości jedynym znanym, choć niewyróżniającym się, był Gergo Lovrencsics – były gracz Lecha Poznań. W Honved FC błyszczał Filip Holender – Węgier z serbskim paszportem. – To nie on jest naszą największą gwiazdą – wskazuje Laszlo podczas wizyty w klubowym sklepie. – Jeszcze niedawno był nią Davide Lanzafame – mówi, z rozrzewnieniem wskazując na plakat drużyny z sezonu 2016/17.

Rok temu zespół powrócił na szczyt, po raz pierwszy od 24 lat sięgając po mistrzostwo. Lanzafame był motorem napędowym drużyny. Teraz, na mecz z Ferencvaros TC, kibice zrobili "konfetti" z dolarami, na których widniała jego podobizna. Czym się naraził? – Przeszedł do drużyny największego rywala i już po pierwszym golu pocałował ich herb. Tak się nie robi – przekonuje Laszlo.

– Dziś mamy większą gwiazdę – dodaje, a na jego twarzy pojawia się uśmiech. Wskazuje Davida N’Goga. – Kojarzycie go? – pyta. – Jeszcze niedawno był warty 3,5 miliona euro. Grał w Liverpoolu i PSG. Wylądował u nas. W dwóch pierwszych meczach strzelił gola, ma dopiero 29 lat. Zapowiada się bardzo dobrze – przekonuje.

Na pytania o gwiazdy z przeszłości nie musi odpowiadać. W sklepie nie da się nie zauważyć pamiątek z Ferencem Puskasem. Jest wszędzie – na napisach, wlepkach, kubkach, poduszkach. Nawet graffiti przed stadionem go upamiętnia. Żywa legenda, która budzi uśmiech nie tylko kibiców Honvedu.

* * *

Najbliższa okolica stadionu Honved FC Ulicą Puskasa idzie grupka osób. Większość z nich ma na sobie koszulki z napisem "Puskas Army". To hasło charakterystyczne dla ultrasów Honvedu. Zmierzają na Bozsik Stadion. Ten zapewne także przyjąłby imię najsłynniejszego węgierskiego piłkarza, gdyby nie to, że... Puskas jest na Węgrzech powszechnie uwielbiany i jego nazwiskiem nazwano już tamtejszy "stadion narodowy".

– Bozsik też jest klubową legendą – był piłkarzem, a później trenerem. Poza tym grał w "Złotej jedenastce", ma 101 meczów w kadrze. Był wspaniałym piłkarzem – zaznacza Thomas, węgierski dziennikarz. – Wielu znakomitych zawodników grało wtedy w Honvedzie – wyjaśnia. – Takie były czasy. Honved to klub, który za komuny był wspierany przez wojsko. Wszyscy najlepsi piłkarze musieli iść właśnie tam – dodaje.

Choć już od jakiegoś czasu drużyna gra na obiekcie MTK, kibice mają po co wracać na Bozsik Stadion. Przede wszystkim – nadal to tam kupuje się bilety. I choć kasy bardziej przypominają bunkier niż stoisko, w którym można nabyć cokolwiek, do mikroskopijnych okienek, znajdujących się na poziomie bioder przeciętnego człowieka, ustawiają się kolejki.

Stadion Honved FC Na bocznych boiskach trenują juniorzy i juniorki. Budynek akademii, znajdujący się obok boiska głównego, funkcjonuje pełną parą. Ponadto w każde poniedziałkowe i czwartkowe popołudnie kibice mogą wejść na teren obiektu, zwiedzić okolicę i odwiedzić sklep. – Takie przemieszczanie się z MTK na Bozsik w każdy poniedziałek jest męczące – przyznaje sprzedawca, który nie może doczekać się końca przebudowy.

Stadion, na którym gra Honved FC, powstał w 1913 roku. Wówczas mieścił się przy ulicy Smoczej (Sarkany utca) i nosił nazwę Kispesti AC Stadium. Wielokrotnie trzeba było go modernizować. Największe remonty przeszedł w 1935 roku, gdy doszczętnie spłonęły drewniane trybuny i budynki na stadionie, oraz w latach 2006-08.

Obecnie ma 5 500 miejsc siedzących, choć najważniejsze mecze Honved FC, głównie za sprawą stojącego sektora ultrasów, ogląda na nim niemal 10 tysięcy widzów. Tylko jedna z trybun jest zadaszona. Wyglądem przypomina obiekty, które polski kibic kojarzyć może z I ligą lat 90.

Nic dziwnego, że wymaga kolejnej odnowy, być może nawet przebudowy. O przeniesieniu drużyny w inne miejsce nikt nie chce nawet myśleć. Choć to obrzeża miasta, Honved od zawsze był związany z Kiszpesztem (pierwszą nazwą drużyny było właśnie "Kispest"). Poza tym to właśnie w tym miejscu mecze rozgrywała najbardziej uwielbiana drużyna – z Bozsikiem, Puskasem i wieloma innymi gwiazdami w składzie.

* * *

Stadion im. Ferenca Puskasa – w przebudowie przed EURO 2020 – Żartujesz? Oczywiście, że Puskas – żachnął się Thomas. Jakby nie dowierzając, że w ogóle ktoś może zadać mu tak oczywiste pytanie jak to, kto jest najlepszym węgierskim piłkarzem w historii. To legenda nie tylko Honved FC. Ba, nie tylko piłki! Puskas jest ikoną całego kraju.

Nie tylko w Kiszpeszcie można natknąć się na miejsca, w których upamiętniono piłkarza. W stolicy Węgier znajduje się kilka tablic i pomników. Najbardziej znany mieści się w budańskiej części miasta – daleko od każdego ze stadionów. W jednej z uliczek, między budynkami mieszkalnymi a restauracjami.

O tym, że jest kimś więcej, niż piłkarzem, można przekonać się też podczas wizyty w okolicach "węgierskiego narodowego". Stadion Puskasa jest co prawda w gruntownej przebudowie – z niewielkiego obiektu, staje się ogromnym, który już niebawem ma gościć EURO 2020 – ale tuż obok znajduje się istne centrum sportu.

Węgierskie Muzeum Sportu Kilka kroków od stadionu mieści się arena, na której mecze rozgrywają m.in. węgierscy hokeiści, oraz Muzeum Sportu. Nie jest ono zbyt bogate w eksponaty. Prawdopodobnie dzięki temu jest dostępne do zwiedzania za darmo.

Składa się z dwóch sal. W pierwszej, zdecydowanie mniejszej, znajdują się rzeczy dotyczące historii igrzysk olimpijskich. Druga, większa, poświęcona jest niemal wyłącznie "Złotej jedenastce" i samemu Puskasowi.

Uwagę przykuwa makieta z meczu... towarzyskiego, Węgry – Anglia z 1953 roku. – To nasze najlepsze spotkanie w historii – przekonuje oprowadzający. – Zagraliśmy w nowym ustawieniu 2-3-3-2 i wygraliśmy aż 6:3. Puskas zdobył w tym meczu dwie bramki – zaznacza.

Dlaczego to ten mecz przeszedł do historii? – Nauczyliśmy Anglików, jak się gra w piłkę. I to na Wembley! – odpowiada Thomas. Ani do niego, ani do oprowadzających po muzeum nie trafiają argumenty, że choćby finał mistrzostw świata, w którym grała ich reprezentacja był ważniejszy. – Wszyscy chcą zapomnieć o finale z 1954 – mówi dziennikarz.

Zdjęcie Puskasa w Muzeum Sportu W meczu o złoto Węgrzy przegrali 2:3 z RFN, choć po dziewięciu minutach prowadzili 2:0. Skala porażki była tym większa, że w bezpośrednim meczu w fazie grupowej potrafili rozgromić rywala aż 8:3. – Czujemy się oszukani – dodaje przewodnik. W końcówce tamtego spotkania Puskas trafił na 3:3. Sędzia William Ling nie uznał jednak tej bramki, wskazując na spalonego.

– Ten mecz to koniec "Złotej jedenastki" – wyjaśnia Thomas. Tym mianem węgierską kadrę określano po wywalczeniu złotego medalu na igrzyskach w Helsinkach. Na mundial do Szwajcarii jechała tylko i wyłącznie po złoto. Wielu kibiców nie mogło uwierzyć w porażkę. Myśleli nawet, że piłkarze w finale dali się przekupić.

Dwa lata po szwajcarskim mundialu, na Węgrzech wybuchła antykomunistyczna rewolucja. Wielu piłkarzy "Złotej jedenastki" udało się wówczas na emigrację. Wyjeżdżając do klubów Europy Zachodniej musieli liczyć się z końcem gry w kadrze.

Puskas udał się do Hiszpanii. Po epizodzie w Espanyolu dołączył do Realu Madryt. I tam potrafił być najlepszy. W sezonie 1959/60 ustanowił absolutny rekord, strzelając we wszystkich rozgrywkach 47 goli. Dopiero wiele lat później pobili go Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Łącznie zdobył 616 bramek w 620 klubowych występach i 83 gole w 84 meczach reprezentacji. Nic dziwnego, że "L’Equipe" wybrało go najlepszym piłkarzem Europy XX wieku.

Podczas emigracji Puskas zagrał także cztery mecze w... kadrze Hiszpanii. – Nie traktujemy tego jako zdrady. Takie były czasy – nie mógł wrócić do kraju – tłumaczy Thomas.

* * *

Groupama Arena – stadion Ferencvaros Nepliget – stacja metra znajdująca się między Bozsik Stadion a stadionem MTK. Od razu po wyjściu nie można nie zauważyć Groupama Areny. Aż do momentu oddania przebudowanego Stadionu Puskasa, będzie to najnowocześniejszy obiekt piłkarski w kraju. To tam w ostatnim czasie gra też reprezentacja. Na co dzień jest to arena zmagań Ferencvaros TC.

Przed stadionem, obok ogromnego orła, stoi także pomnik piłkarza. Nie jest to jednak Puskas, ani żaden zawodnik "Złotej jedenastki". – Legendą klubu jest Florian Albert. To jego podobizna mieści się przed stadionem – wyjaśnia pracownik klubowego sklepu.

Albert nie zagrał nigdy w "Złotej jedenastce". Karierę reprezentacyjną rozpoczął w 1959 roku – gdy Puskas był już w Hiszpanii. Był najlepszym piłkarzem swoich czasów. W 1967 roku został uhonorowany przez "France Football" Złotą Piłką.

Pomnik Floriana Alberta przed Groupama Arena – To jest nasza legenda – opowiada jeden z pracowników klubowego muzeum. Zapytany o Puskasa tylko się uśmiecha. – Grał w Honved FC, u lokalnego rywala – mówi. – Nie traktujemy ich jako największych wrogów, ale to jednak bardzo groźni rywale. Szczególnie w tamtych czasach. Każdy węgierski kibic szanuje Puskasa, ale fani Ferencvarosu uwielbiają Alberta – dodaje.

Rok temu, podczas wizyty w sklepie Ferencvarosu widziałem książkę o Puskasu. – A to ciekawe pytanie. I raczej nie do mnie – mówi dość zaskoczony, zapytany o tę publikację.

Pomimo że Honved był zdecydowanie najlepszym węgierskim klubem przełomu lat 50. i 60., Ferencvaros także jest dumne ze swojej historii. – Jesteśmy jedynym zespołem, który nie dał się skomunizować – wyjaśnia pracownik klubowego muzeum. – Honved był klubem wojskowym, najważniejszym dla komunistów. Drugi był Vasas, którego prezesem był Janos Kadar – ówczesny pierwszy sekretarz partii. To oni wygrywali ligę po rewolucji 1956. Trzecim był Ujpest, również znajdujący się pod wpływem partii – wymienia.

– Stąd właśnie zielone stroje Ferncvarosu. To symbol. Każdy inny klub grał wówczas w czarnych lub czerwonych strojach, a oni się wyróżniali – opowiada Thomas. Przez tą swoistą neutralność Ferencvaros miało kłopoty w latach 50. Na kilka lat klub musiał połączyć się z drużyną EDOSZ SE, czyli zespołem pracowników branży zajmującej się żywnością. – Mimo to pozostanie niezależnym to duma dla Ferencvarosu – kończy opowieść Thomas.

* * *

Za sprawą reprezentacji, która awansowała do 1/8 finału EURO 2016, oraz MOL Vidi, kwalifikującemu się do fazy grupowej Ligi Europy, węgierski futbol zaczyna stawać na nogi po latach marazmu. Do osiągnięć z lat 50. i 60. jednak jeszcze bardzo daleko. Podobnie jak polscy kibice, Węgrzy żyją głównie przeszłością, często wracając do czasów "Złotej jedenastki".

Wejście na Bozsik Stadium – stadion Honved FC
Graffiti przy wejściu na Bozsik Stadium
Graffiti na Bozsik Stadium – Ferenc Puskas w węgierskich barwach
Wejście na trybunę Puskasa na Bozsik Stadium
Bozsik Stadium – stadion Honved FC
Akademia piłkarska przy stadionie Honved FC
Nawet przed budynkiem Akademii można znaleźć tablicę upamiętniającą Puskasa
W Akademii grają zarówno chłopcy, jak i dziewczęta
Stadion MTK – to tutaj w czasie przebudowy stadionu domowe mecze rozgrywa Honved FC
Wejście do węgierskiego Muzeum Sportu
Stadion im. Ferenca Puskasa – w przebudowie przed EURO 2020
Stacja metra w pobliżu Stadionu im. Puskasa
Pomnik Ferenca Puskasa, grającego w piłkę z dziećmi
Groupama Arena – to tu swoje mecze rozgrywa Ferencvaros. Na tym stadionie rozegrany zostanie także finał kobiecej LM
Groupama Arena od środka

najpopularniejsze

Trudne początki Henry'ego. "Możliwa pierwsza trójka"

Puchar EHF: RK Gorenje Velenje – KPR Gwardia Opole (mecz)

Niesamowity karny w Rosji! Zdobył bramkę uderzeniem z... backflipa

Żewłakow: Lewandowski potrafi wytrzymać ogromny rygor profesjonalisty

Kowalewski: Lewandowski od zawsze mniej mówił, a więcej robił