tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Znamy plany Igi Świątek. "W styczniu turniej WTA" [wywiad]

– Jeden z tych turniejów, do którego Iga Świątek mogła dostać "dziką kartę", był rozgrywany w Stanach Zjednoczonych i miał pulę nagród 800 tysięcy dolarów. Sztab trenerski uznał, że to nie czas i nie miejsce. Priorytetem w tym sezonie są choćby igrzyska młodzieżowe – powiedział Artur Bochenek, prezes Warsaw Sports Group. W podcaście tenisowym "As" porozmawialiśmy o przyszłorocznych planach utalentowanej tenisistki. Cały wywiad do odsłuchania w serwisie Soundcloud.
Iga Świątek (Fot. Getty)

Maciej Łuczak, Hubert Błaszczyk, sport.tvp.pl: – Nie ma sensu pytać, czy jesteście zadowoleni z tego, co osiągnęła w tym sezonie Iga Świątek, bo odpowiedź będzie oczywista. Ale czy nie zaskoczyła was skala tegorocznych sukcesów?
Artur Bochenek, prezes Warsaw Sports Group: – Należy cofnąć się do tego, co było rok temu. W październiku Iga odrzuciła kule i rozpoczęła rehabilitację po kontuzji. W rankingu juniorskim wypadła poza pierwszą setkę. W klasyfikacji WTA była dalej niż 700. miejsce. Zaczynaliśmy od zera. Postawiła sobie dwa cele: zwycięstwo w juniorskim turnieju Wielkiego Szlema oraz młodzieżowe igrzyska w Buenos Aires. Oba osiągnęła. Żeby zagrać w juniorskim French Open należało wejść do TOP 300 WTA. Zaczęliśmy od 2-3 turniejów na przetarcie w Egipcie, a później zagraliśmy va banque i Iga poleciała na tournee do Stanów Zjednoczonych.

Rozważne plany Igi Świątek. "Nie chcemy osiągnąć wszystkiego w rok" – Bardzo ostrożnie planujecie starty. To efekt zeszłorocznej kontuzji?
– Też. Nie chcemy wszystkiego osiągnąć w jednym roku. Oczywiście ten sezon był fantastyczny, bo udało się wszystko, co zakładaliśmy. 174. miejsce w rankingu oznacza, że szybko dotarliśmy blisko czołówki, natomiast nasze plany robimy roztropnie. Cały czas monitorujemy stan zdrowia Igi, współpracujemy z lekarzami, fizjoterapeutami. Nie chcemy, żeby była przemęczona, "zajechana". Ona ma odnosić największe sukcesy za jakiś czas. Musi czuć głód gry, zwycięstw i na razie tak właśnie jest.

– Wiele było meczów, przede wszystkim w turniejach ITF, w których Iga nie dawała szans rywalkom. Oddawała dwa, trzy, czasem cztery gemy. Byliście zaskoczeni tym, jak bez problemu weszła w świat dorosłego tenisa?
– Przede wszystkim cieszy to, że po dość poważnej kontuzji Iga gra na wyższym poziomie. Czy nas to dziwi? Nie do końca. Warto rzucić okiem, gdzie są dziewczyny, z którymi rywalizowała kilka lat temu, czyli Anastasija Potapowa, Amanda Anisimova, Marta Kostiuk. Potapowa zagrała z Olgą Danilović w finale turnieju WTA w Moskwie. Dziewczyny, które znajdują się w czołówce w rocznikach 2000, 2001 są już w pierwszej setce światowego rankingu. Iga straciła sporo czasu przez kontuzję, teraz goni, ale nie zamierzamy się spieszyć.

Synówka o Świątek: Amerykanie pytają, gdzie ją chowaliśmy – Wspomniał pan o Potapowej i Anisimovej. Kilka tygodni temu rzuciliśmy okiem na ranking WTA i żadna z tych tenisistek nie była jeszcze w pierwszej setce. Mamy wrażenie, że w Polsce panuje przekonanie, że awans Igi do TOP 100 jest w zasadzie kwestią tygodni. Macie świadomość, że do pierwszej setki sporo brakuje, czy niedługo tam Iga zawita?
– Brakuje przede wszystkim punktów. Do tej pory Iga zdobywała je w turniach z pulą nagród 25-80 tysięcy dolarów. To dawało spory przyrost rankingowy. Do kolejnej Polki, czyli Magdaleny Fręch, traci 40 miejsc, co niby nie robi wielkiego wrażenia, ale jeżeli spojrzeć na liczby, to jest to ponad 100 punktów. Zdajemy sobie sprawę, że po turniejach, w których Iga grała w tym roku, do pierwszej setki nie wejdzie. Iga ma wszystkie atuty w ręku. Wygrała Wimbledon, może pokusić się o dzikie karty do dużych turniejów. Liczymy, że 2019 rok rozpoczniemy dobrymi startami w cyklu WTA.

– Wspomniał pan o "dzikich kartach". To jest być może klucz, by dostać się do TOP 100. Nazwisko Świątek zostało w świecie tenisowym zauważone. Mieliście już jakieś sygnały, że możecie na nie liczyć?
– Tak. Jesteśmy cały czas w kontakcie z dyrektorami turniejów, które zostaną rozegrane w najbliższych miesiącach. Powiem więcej: dwie "dzikie karty" leżały już na stole.

– Do turniejów WTA?
– Tak. Jeden z tych turniejów rozgrywany był w Stanach Zjednoczonych i miał pulę nagród 800 tysięcy dolarów. Sztab trenerski uznał, że to nie czas i nie miejsce, bo priorytetem są w tym sezonie igrzyska młodzieżowe. Musielibyśmy na szybko zorganizować wyjazd na inny kontynent. Idziemy swoją drogą. Jeżeli "dzika karta" pojawi się w odpowiednim czasie, to na pewno z niej skorzystamy, ale nie za wszelką cenę. Najważniejsze jest zdrowie i spokojne realizowanie nakreślonego planu.

Sakowicz-Kostecka o przyszłości Świątek: w sporcie nie ma drogi na skróty – Bardzo często wspomina pan o młodzieżowych igrzyskach.
– Z perspektywy środowiska tenisowego to nie jest najważniejsza impreza. Wszyscy nastawiają się na Wielkie Szlemy i turnieje WTA. Na początku roku Iga postawiła sobie jednak za cel awans na igrzyska.

– Czyli występ w Buenos Aires to była jej inicjatywa?
– Podchodzi do tego bardzo poważnie. Za wszelką cenę chce się tam dobrze zaprezentować i na pewno nie traktuje tego, jak ostatniej imprezy sezonu.

– Igrzyska zostaną rozegrane w Argentynie, czyli to będzie kolejny krok na drodze do światowego tenisa. Kilka tygodni później pojedzie do Australii, gdzie znów będzie musiała się zaaklimatyzować w nowym środowisku.
– Zdecydowanie. Turniejów, w których aklimatyzacja jest kluczowa szykuje się coraz więcej. Nie będzie to łatwe, bo w Buenos Aires jest inna pogoda, inna strefa czasowa. Miejmy nadzieję, że sobie z tym poradzi. Później wróci do kraju. Mamy zaplanowane dwa tygodnie solidnej regeneracji, tak by nabrała sił na przygotowania przed sezonem, które potrwają sześć tygodni. Zwieńczeniem będzie wylot w końcówce grudnia do Nowej Zelandii.

– Zaczniecie od razu od turniejów WTA?
– Mogę zdradzić, że Iga spróbuje szans w Auckland. Ze względu na eliminacje Australian Open nie będzie czasu na nic więcej. Najpierw zatem, "na przetarcie", zagra w największym turnieju w karierze, a później impreza docelowa początku sezonu, czyli Melbourne.

Iga Świątek: ulubiony piłkarz Legii? Kibicuję całej drużynie – Podsumowując tegoroczne zmagania, jedyny słabszy moment trafił się w Warszawie. Czujecie niedosyt?
– To nas nie zabolało. Pół żartem, pół serio powiem, że było to zaplanowane. Gdzieś trzeba było zrobić tego psikusa i akurat wypadło na Warszawę. Oczywiście żartuję, ale tak w zawodowym tenisie się zdarza. Lepiej, że było to w turnieju o puli 25 tysięcy dolarów niż dwa tygodnie później, kiedy Iga grała w imprezach wyższej rangi. To właśnie wtedy rozpoczął się marsz w górę rankingu. Był to po prostu tak zwany wypadek przy pracy. Miejmy nadzieję, że do trzech razy sztuka, bo przed rokiem też mecz zakończyła urazem. Czekamy na sierpień 2019 roku.

– Do trzech razy sztuka, czyli wraz z rozwojem Igi Świątek chcecie podnosić pulę nagród Warsaw Group Open?
– Nie ma innej możliwości. Iga podnosi nam poprzeczkę i chcąc, żeby zagrała przed własną publicznością musimy podnieść rangę turnieju. Robimy to jednak w sposób zaplanowany. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, ale powiem to po raz pierwszy, że pula wzrośnie do 60 tysięcy dolarów. Impreza jest zaplanowana na pierwszy tydzień sierpnia. Miejmy nadzieję, że Iga zechce jeszcze u nas zagrać.

– Ze Świątek lata trener oraz trenerka od przygotowania fizycznego. Planujecie dodać kogoś do zespołu przed rozpoczęciem nowego sezonu?
– Zwycięskiego składu się nie zmienia. Team Świątek to jest monolit. Sukcesy i porażki wszyscy przeżywają razem. Jest kilka osób, którym Iga zawdzięcza, to co do tej pory osiągnęła. Jest to bez wątpienia Piotr Sierzputowski (trener tenisa), Jolanta Rusin-Krzepota (trenerka przygotowania motorycznego) oraz dwie osoby z rodziny – Tomasz Świątek (ojciec) i Agata Świątek (siostra). Wszyscy są sporym oparciem. Cały czas trzeba podnosić poprzeczkę i myśleć o wzmocnieniu treningów i sztabu.

– Co byłoby najbardziej potrzebne na tym etapie?
– Treningów i sparingów z zawodniczkami pierwszej setki rankingu. Musimy przenieść się z poziomu juniorskiego do WTA. Częstsze obcowanie z zawodowym tenisem będzie kluczowe. Będziemy starali się dać Idze, jak najwięcej możliwości, które są czymś normalnym dla czołowych tenisistek.

– Trudno o to w Polsce. Czy to oznacza wycieczkę za południową granicę?
– Macie rację, do Czech jest najbliżej. Trzeba jednak znaleźć też inny kierunek, czyli najprawdopodobniej za Wielką Wodą. Tam trenuje najwięcej zawodniczek, do których możemy mieć dostęp.

Iga Świątek w turniejach WTA? "Dwie dzikie karty leżały na stole" – Można liczyć na współpracę z amerykańską akademią?
– Tak, nawet akademiami, bo rozmawiamy z trzema największymi w USA. Szybki awans i sukces w Wimbledonie dał takie możliwości. Chcemy brać garściami od najlepszych. Niekoniecznie musimy wiązać się z jedną akademią czy organizacją. Możemy współpracować z dwiema, trzema oraz kilkoma tenisistkami i szkoleniowcami z WTA. Sztab zachowa jednak odrębność.

– Iga Świątek jest najbardziej znaną zawodniczką Legii Warszawa. Duży talent podczas US Open objawił Daniel Michalski. Czy może liczyć na podobną pomoc?
– Wspieramy go organizacyjnie i finansowo do kilku lat, przede wszystkim jako Warsaw Sports Group. Michalski zakończył etap juniorski. Zrobił to w najlepszy możliwy sposób, czyli dobrym startem w imprezie wielkoszlemowej. Kariera Daniela rozwija się w sposób planowy, bez wielkich wyskoków i upadków. Myślimy o długofalowej współpracy. W przypadku mężczyzny nie jest to jednak takie proste, by szybko stać się zawodowcem.

– Dlaczego jest im dużo trudniej się przebić?
– Konkurencja jest podobna, ale jest wielu na równym, bardzo wysokim poziomie. To powoduje, że chłopcy, którzy kończą wiek juniora, fizycznie i mentalnie nie są przygotowani do tak ostrej rywalizacji. Są wyjątki. Wystarczy przywołać Alexandra Zvereva. Naszych dwóch najlepszych tenisistów – Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak – też nie przeszli tego etapu w rok. Cały czas wierzymy, że się uda i będziemy wspierać Michalskiego i Kacpra Żuka.

– Czy Michalski – podobnie jak Świątek – będzie mógł liczyć na treningi w USA?
– Występ Daniela na US Open jest kartą przetargową w tego typu rozmowach. Pokazał, że mentalnie jest gotowy, żeby rywalizować i wygrywać na wysokim poziomie. Dotychczas były to turnieje juniorskie, ale w Sopocie też pokazał się z niezłej strony. Debiut Michalskiego w Pucharze Davisa również był zwycięski. Bez wątpienia trenując tylko w Polsce będzie trudno dojść do 300-400 miejsca na świecie. Zaczniemy od współpracy z Czechami, bo tam jest spora liczba zawodników, którzy dadzą Danielowi i Kacprowi moc treningową.

Iga Świątek: przed finałem Wimbledonu nie mogłam nic zjeść ze stresu – Żuk był 21. tenisistą rankingu juniorskiego. W pierwszym roku rywalizacji z seniorami zderzył się ze ścianą.
– To dobre określenie. Przez wiele lat należał do ścisłej światowej czołówki juniorów. Zagrał pięć turniejów wielkoszlemowych. U seniorów mierzył się z dużą liczbą zawodników na podobnym poziomie. Kacper przeznaczył ostatnie miesiące na pracę nad motoryką i sferą mentalną, aby przygotować się do turniejów singlowych. Lepiej wygląda to w deblu. Kilka turniejów najniższej rangi już wygrał. Nie zawiesza rakiety na kołku i będzie walczył dalej, a my mu w tym pomożemy.

– Pojawiły się informacje, że Polski Związek Tenisowy wraz z Warsaw Sports Group chce stworzyć Narodowe Centrum Tenisa przy ulicy Myśliwieckiej. Czy jest na to szansa?
– Szansa jest, ale kilka rzeczy musi się na to złożyć. Przede wszystkim jako sekcja tenisowa Legii Warszawa musimy wrócić na obiekt przy ulicy Myśliwieckiej. Wierzymy, że z końcem umowy obecnego operatora miasto przekaże nam obiekt. To będzie pierwszy krok, żebyśmy mogli zarządzać tym obiektem i zacząć wprowadzać plany obiecane przez prezesa Mirosława Skrzypczyńskiego. Gdzie jak nie w Warszawie, gdzie jak nie w Legii stworzyć coś na wzór centralnego ośrodka konsultacyjno-szkoleniowego? Kadry do lat 12, 14, 16, 18 mogłyby spotykać się cyklicznie, w jednym miejscu i pod okiem najlepszych trenerów. Z Polskim Związkiem Tenisowym i innymi partnerami chcemy organizować największe turnieje ATP i WTA. Widać zmianę w zarządzaniu PZT. Jest dużo projektów i programów. Mamy też do czynienia ze zmianą komunikacji. Za nami fantastyczna impreza – Narodowy Dzień Tenisa.

– Plany to jedno, a drugim aspektem jest obiekt. Czy są gwarancje PZT, że będą inwestycje?
– O tym wolałbym nie mówić. To raczej pytanie do Polskiego Związku Tenisowego. Trochę za wcześnie też, żeby o tym dyskutować. Bez wątpienia ten obiekt zasługuje na to, żeby być perełką na mapie. Ma kojarzyć się z najlepszymi tenisistami i spotkaniami towarzyskimi z tenisem w tle. To z PZT będziemy chcieli osiągnąć przy ulicy Myśliwieckiej.

najpopularniejsze

Ostatnie szlify gwiazd. Nadal, Djoković i Federer trenują przed Australian Open

Tomasz Majewski, wiceprezes PZLA: ważne występy dopiero w czerwcu

Maciej Stolarczyk: Kuba Błaszczykowski dał nam nowe tchnienie

Policja w siedzibie Wisły. Przeszukano mieszkanie byłej prezes

Paweł Brożek: jestem optymistą, ale usłyszeliśmy już sporo obietnic