tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Rafał Gikiewicz: kadra? Widocznie jestem za słaby [wywiad]

Po dziewięciu kolejkach 2. Bundesligi bramkarz Unionu Berlin, Rafał Gikiewicz, nie ma na koncie jeszcze ani jednej porażki. Ma za to już asystę i gola. Ceniony w Niemczech bramkarz nie doczekał się jednak na razie żadnego sygnału ze strony sztabu Jerzego Brzęczka. – Każdy piłkarz marzy, żeby dostać powołanie. Jeśli mówi, że nie, to albo jest idiotą, albo kłamie – wyznał w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.
Rafał Gikiewicz (Ś) po golu strzelonym Heidenheim (fot. Getty)

Chaotyczna obrona, dziury na skrzydłach. Analiza meczu z Portugalią

Radosław Przybysz, SPORT.TVP.PL: – Rozmawiamy jeszcze przed meczem Polska – Portugalia. Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny i Bartłomiej Drągowski od kilku dni trenują na zgrupowaniu reprezentacji. A co w tym czasie robi Rafał Gikiewicz?
Rafał Gikiewicz:
– Też się przygotowuję do meczu, ale z Paderborn, po przerwie na kadrę. Mecz z Portugalią będę oglądał z kolegami w telewizji. Nie można mieć wszystkiego. Selekcjoner decyduje, a zawodnik jest od grania, trudno żebym się wpychał do reprezentacji na siłę. Jestem w Unionie Berlin, uważam, że wykonuję dobrze swoją robotę, ale powołani zostali inni bramkarze.

Dyspozycji Wojtka czy Łukasza nie ma co podważać, ale czuję się na siłach żeby być numerem trzy – Rafał Gikiewicz

– Co zatem ma Drągowski czego nie masz ty? Oprócz tego, że jest młody?
– Nie lubię jak ktoś mówi, że Drągowski dostał powołanie, bo ma 21 lat i może się jeszcze czegoś nauczyć. Ja mam 30 i też mogę. Nie patrzmy kto ile ma lat, bo gdybyśmy tak patrzyli, to Artur Boruc w ogóle nie powinien być powoływany przez ostatnie lata. Argument wieku to dla mnie żaden argument. Union Berlin ma 25-latka, który siedzi na ławce, a wzięli przed sezonem "starego Gikiewicza". W wielu reprezentacjach bronią starsi bramkarze. Ja uważam, że sam będę bronił jeszcze przez sześć-siedem lat. Dobrze się prowadzę i codziennie uczę się nowych rzeczy. Bartek Drągowski dostał powołanie, bo jest dobrym bramkarzem i ja to szanuję. Rozegrał w tym sezonie dwa i pół meczu, takie są fakty. Ale ja nie mogę być zły na selekcjonera, bo to jest jak z nauczycielem – uczeń może polemizować z ocenami, ale na koniec to nauczyciel ma zawsze rację. Może kiedyś ktoś do mnie zadzwoni. A może nie.

– Kiedy ostatni raz kontaktował się z tobą ktoś ze sztabu kadry?
– Spotkał się ze mną Bogdan Zając, asystent Adama Nawałki, kiedy grałem w barwach Freiburga z Borussią Dortmund na Signal Iduna Park. To było gdzieś w kwietniu, w marcu tego roku (27 stycznia – przyp. red.).

– Czyli z nowego sztabu jeszcze nikt się nie odzywał?

– Nie. Widocznie jestem za słaby. Mają swoją grupę zawodników. Myślę, że ktoś wie, że w ogóle istnieję. Może kiedyś zadzwonią, a jak nie, to trudno, jestem szczęśliwy. Jestem w Berlinie, jesteśmy wiceliderem, w dobrych nastrojach spędzamy przerwę na kadrę. Lepsi bramkarze ode mnie też nie grają w swoich kadrach narodowych. Wiadomo, że każdy piłkarz marzy, żeby dostać powołanie. Jeśli mówi, że nie, to albo jest idiotą, albo kłamie. Ja też mam takie marzenie, ale powtarzam: nie można mieć wszystkiego. Nikt nie wie, co będzie za miesiąc, dwa. Jakbyś pół roku przed mundialem 2018 powiedział, że na mistrzostwa pojedzie Bartek Białkowski, też nikt by w to nie uwierzył. Ja robię swoje. Argumenty trzeba dać na boisku. Poprzez to, że Union ma najlepszą defensywę, poprzez to, że Gikiewicz jest chwalony. A co będzie, tego nikt nie wie. Szkoda tracić nerwy.

– Mówiłeś, że dla ciebie spełnieniem marzeń byłaby samo powołanie na zgrupowanie, nawet bez gry. Co miałaby ci dać sama obecność na kadrze?
– Ciężko to wytłumaczyć. Dałoby to samo, co strzelony gol w ostatni weekend. To ci dodaje paru centymetrów wzrostu, dodaje jeszcze pewności siebie. Ciężko mi wbić bramkę, a już wczoraj czy dzisiaj na treningu koledzy praktycznie nie mogli w ogóle. Czuję się inaczej, bardziej dowartościowany. To tak jakbyś dostał prezent. Piłkarz trenuje codziennie po to, żeby w weekend wyjść na mecz. Jeśli już grasz regularnie, to kolejnym marzeniem, czy celem, który sobie wyznaczasz, jest gra dla Polski. Albo powołanie. Przez dwa lata we Freiburgu wielką przyjemnością dla mnie było samo obcowanie z zawodnikami wielkiej klasy co weekend, na wielkich stadionach, obserwowanie lepszych bramkarzy, gra przeciw lepszym napastnikom. Na przykład taki Pierre-Emerick Aubameyang, który przeciw mnie rozegrał swój pożegnalny mecz w Dortmundzie. Z przyjemnością się patrzy jak oni się zachowują, jak znoszą powodzenia i niepowodzenia, jak poruszają się po boisku, jak rozgrzewa się Yann Sommer (bramkarz Borussii Moenchengladbach – przyp. red.), a jak Lukas Hradecky (bramkarz Bayeru Leverkusen – przyp. red.) – to były te niuanse. Niejeden dziennikarz czy kibic powie: Gikiewicz przez te dwa lata nic nie robił. A ja ciężko trenowałem, co weekend byłem w kadrze zespołu z Bundesligi i wyciągałem dla siebie takie małe rzeczy, podpatrywałem tych lepszych. Tak samo gdybyś przyjechał na kadrę. Czy zagrasz, czy nie zagrasz, ale obcujesz z najlepszymi na ten moment polskimi zawodnikami. Jakbyś był z nimi, założył dres czy koszulkę z godłem na piersi, czułbyś się dowartościowany, spełniłoby się twoje marzenie. Reprezentujesz wielomilionowy kraj i sąsiedzi, koledzy, dzieci, żona, wszyscy są z ciebie dumni. I ty sam jesteś z siebie dumny. Ta kadra to jest coś ekstra, to jest ta wisienka na torcie.

– Tak jak z tą zdobytą bramką. Jakie to uczucie?

– Szczerze? Nie wiem jakie. To był taki szok, taka adrenalina, wszyscy wybiegli, 23 tysiące ludzi ryczy. Dzisiaj trener dał mi na pamiątkę mecz na pendrivie. To jest to coś ekstra, co zapisze się w historii Unionu i niemieckiej piłki, bo jestem dopiero ósmym bramkarzem, który strzelił gola przez kilkadziesiąt lat. Tak samo ta kadra. To jest to wynagrodzenie. Przyjeżdżasz, trenujesz jeszcze ciężej niż w klubie, ale robisz to w barwach narodowych, z godłem na piersi. Tak jak mówił mi Sebek Mila, którego znam ze Śląska Wrocław. Ciężko to opisać jak się strzela gola Niemcom, jak się w ogóle jest w kadrze. Każdy piłkarz do tego dąży wstając rano i zakładając korki na treningu. Dlatego to robię.

– Podzieliłbym zawodowych piłkarzy na dwie grupy. Tych, dla których piłka to tylko zawód i poza boiskiem w ogóle się nią nie inteesują i tych, dla których to wielka pasja. Jak tak cię słucham, to ewidentnie należysz do tych drugich. Żyjesz tym.
– W domu nie oglądam dużo piłki. Mam dwójkę dzieci i to im poświęcam czas. Ale na przykład proszę trenera bramkarzy o wszystkie klipy napastników z 2. Bundesligi albo o wszystkie gole strzelone przez przeciwnika w ostatnich meczach. W spotkaniu z Heidenheim ich zawodnik, prawonożny w 90. minucie wykonywał rzut wolny. Wiedziałem, że nie będzie strzelał nad murem, tylko pod, w dolny róg. Robił to samo w kilku poprzednich meczach. To mój zawód i staram się jak najlepiej przygotować do jego wykonywania, ale też moja pasja. Gdyby ten ogień w środku się wypalił, to nie przynosiłoby mi to takiej radości. Przynosi ją tym bardziej, że po dwóch latach niegrania idę do 2. Bundesligi i jestem wyróżniającą się postacią i dziennikarze pytają jak to możliwe, że gość po dwóch latach na ławce tak dobrze się prezentuje. No właśnie chodzi o to, że kocham to, co robię i przez dwa lata nie dłubałem w nosie, tylko naprawdę ciężko trenowałem. Profesjonalni zawodnicy wiedzą, że zazwyczaj ci niegrający trenują więcej i ciężej niż grający. Piłkarz regularnie grający zawsze ma więcej odpoczynku. Tak naprawdę przez dwa lata we Freiburgu miałem większy "zapieprz" i byłem bardziej zmęczony niż przez dwa lata w Eintrachcie Brunszwik, gdzie rozegrałem 66 meczów. Nie zapomniałem jak się broni. Jakby czuł, że już tego nie potrafię, to nie podjąłbym ryzyka, tylko siedziałbym dalej we Freiburgu – miałem jeszcze rok kontraktu – i co miesiąc przyjmował wypłatę na konto.

– Czujesz się w Polsce niedoceniany? Że grasz tylko w 2. Bundeslidze?
– Zobacz ilu nas tu jest. Tylko dwóch: ja i Waldek Sobota. Po Polaków rzadko się tu sięga, zwłaszcza w bramce. Niemcy mają bardzo dobrych własnych bramkarzy. W całej drugiej Bundeslidze jest może dwóch albo trzech obcokrajowców w bramce. Jestem tu piąty rok, nikt mnie stąd nie wyrzuca. Wręcz przeciwnie, kilka klubów o mnie zabiegało. Coraz więcej osób ma świadomość jaki tu jest poziom piłki, ale niewiele ma świadomość jakie są budżety, jakie są kontrakty, ile tysięcy przychodzi na stadiony. Dzisiaj mieliśmy trening i zastanawiałem się czemu tyle ludzi stoi pod sklepem kibica. A ludzie już się ustawili w kolejce po bilety, bo dziś trafiły do sprzedaży, na wyjazdowy mecz z Hamburger SV 26 listopada. Za półtora miesiąca. Jedzie siedem tysięcy ludzi. W poniedziałek o 20:00. Gdzie w Polsce siedem tysięcy osób jedzie na wyjazd? Często tylu nie ma nawet u siebie. Tu nikt nie płacze, że to jest poniedziałek, tylko kupują bilety i jadą. Oczywiście niemieckie realia są inne, zarobki, itd. Ale to pokazuje tę kulturę kibicowania. To jest religia. Przyjemnie jest tu grać co tydzień przy komplecie publiczności. W drugiej kolejce na Koeln – 45 tysięcy. U siebie na każdym meczu – 23 tysiące. Myślę, że wiele osób w Polsce myli ta dwójka z przodu. Że to tylko "zweite" Bundesliga. Ale jak ktoś ogląda, to wie, że nie ma tu słabych piłkarzy. Nie chcę stąd odchodzić. Masz wysokie budżety, podgrzewane murawy, dopracowane wszystkie szczegóły po takie gadżety jak migające okulary na treningu.

– Na czym one polegają?
– Zmienia się częstotliwość, masz przed oczami ciemno-jasno, ciemno-jasno. Przez ułamek sekundy nic nie widzisz, a po chwili widzisz. Jak robisz trening reakcji czy wrzutek ten obraz ci migocze i trudniej jest ci złapać piłkę. Ale potem jak je zdejmiesz, to coś się tak przestawia, że ta piłka wolniej leci. Dużo jest tego typu nowinek. Mam super trenera bramkarzy, ma 37 lat, notabene dobrze zna Arka Malarza. Gość chce się uczyć, podpytuje jakie treningi miałem we Freiburgu, jakie w Brunszwiku, jeździ na szkolenia, podpatruje innych trenerów. Ma ikrę, ten ogień, dzięki czemu treningi są urozmaicone, na czasie, idzie się na nie z przyjemnością.

– Zajrzałem do ocen "Kickera". Po dziewięciu kolejkach jesteś najwyżej ocenianym piłkarzem Unionu i w ogóle w pierwszej dziesiątce w całej lidze.
– Będę szczęśliwy jak będę pierwszy, a nie w pierwszej dziesiątce. Wtedy zadzwonię i będziesz mógł mi pogratulować. (śmiech) Ja się staram po prostu puścić jak najmniej bramek. Rankingi są dla kibiców, ale to oczywiście też cieszy, kiedy ktoś przypomina, że Union ma najlepszą defensywę. Dzisiaj kupiłem "Kickera", na pierwszej stronie jest Niko Kovac, a na 57. jest "historyczne trafienie Gikiewicza". Kupiłem na pamiątkę. Po tej bramce też telefony się rozdzwoniły, media z całego świata, na YouTube już ponad 200 tysięcy wyświetleń. Tak jak powiedział mój trener – to nie było tak, że dostawiłem głowę do pustej bramki, trzeba było się znaleźć, ustawić w dobrym miejscu, wyskoczyć, nie sfaulować i jeszcze trafić. Na WhatsAppie dostałem ponad 100 wiadomości. A jeszcze tego dnia, 7 października oboje moich rodziców świętowało urodziny. Sprawiłem im niezły prezent. Jestem pierwszym bramkarzem w historii Unionu, który zaliczył asystę, i pierwszym, który strzelił gola. Teraz mam marzenie, żeby ta bramka zadecydowała o awansie. Jakby tak się stało, to już wchodzimy w inną sferę – nie mógłbym przejść z domu do samochodu.

– Poza tym, ten gol pozwolił przedłużyć serię meczów bez porażki.

– To też ważne, tym bardziej, że brakuje nam już tylko dwóch meczów do wyrównania rekordu klubu – 11 spotkań z rzędu bez porażki. Ale ważniejsze jeszcze, i przyzna to każdy piłkarz, że nie przegraliśmy przed przerwą na kadrę. Jak przegrywasz ostatni mecz przed przerwą na kadrę, to w drużynie nastroje są do d..., gorzej się trenuje. Ale ogólnie nasz trener nie był zadowolony z tego meczu. Graliśmy bardzo słabo. Urs Fischer przyszedł z FC Basel, grał w Lidze Mistrzów, więc on w ogóle jest bardzo krytyczny i nie podnieca się, tylko wypomina błędy. Wczoraj mieliśmy analizę tych gorszych momentów, dzisiaj tych lepszych. Ale punkt to punkt i trzeba go szanować, zwłaszcza po golu w 94. minucie.

– Ilu jest lepszych od ciebie bramkarzy w 2. Bundeslidze?
– Przez to, że Koeln jest głównym faworytem, to wszyscy się podniecają Timo Hornem. Tak samo jest z Julianem Pollersbeckiem z Hamburga. Choć jak byś popatrzył jakie on bramki wpuszcza... Jest tu paru dobrych bramkarzy, którzy nie mają takich nazwisk jak oni. Na pewno nie jestem najlepszy, ale też nie najsłabszy. Inaczej: inni mogą uważać, że jestem najsłabszy. Dla mnie ważne jest, żeby trener był zadowolony, żeby zespół mi ufał i nie bał się, że jak jestem w bramce, to zaraz będzie harakiri.

– Wróćmy jeszcze do kadry i do samej tej obecności na zgrupowaniu, czerpania od Łukasza Fabiańskiego i Wojciecha Szczęsnego. Jakbyś miał wziąć po jednej rzeczy, jednej umiejętności od każdego z nich, to co by to było?
– Ciężkie pytanie, bo nie znam ich prywatnie i nie widziałem ich na treningu. Widzę ich tylko w West Hamie i w Juventusie. Od "Fabiana" na pewno wziąłbym technikę bramkarską. Był w Szamotułach, miał szczęście pracować z Andrzejem Dawidziukiem, później w Legii z Krzysztofem Dowhaniem, a więc z najlepszymi specjalistami w kraju. Więc to rzemiosło ma na wysokim poziomie, tak samo grę nogami. Uważam, że nie gram źle nogami, ale jakbym mógł coś wziąć od "Fabiana", to na pewno bym jeszcze wziął rozprowadzanie piłki. A od Szczęsnego grę na linii. Ciężko ocenić, bo oglądam ich tylko w telewizji, a tam obraz idzie za piłką, nie mogę zawsze podpatrzeć zachowania bramkarza. Od każdego można się czegoś nauczyć, dlatego chciałbym kiedyś poprzebywać z nimi na zgrupowaniu, zobaczyć jak się koncentrują, jak zachowują przy posiłku, a jak przed treningiem. To jedno. A druga sprawa, to że ludzie myślą, że Lewandowski, Krychowiak, Szczęsny, Fabiański, itd. to jacyś ludzie z bajki, z kosmosu. A przez te dwa lata w Bundeslidze doświadczyłem, że ci najlepsi to też normalni ludzie, którzy mają normalne problemy, w tygodniu treningowym też mogą się słabo prezentować, bo mają jakiś ból albo się nie wyspali, bo dziecko w nocy płakało. Zarabiają więcej, grają w lepszych klubach, ale są z tej samej gliny. Tak samo łapią piłkę, tak samo się rzucają, tak samo strzelają. Krzysiek Piątek we Włoszech robi to samo, co robił w Cracovii. Tylko ktoś dał mu szansę, ma wokół siebie lepszych zawodników, lepszych przeciwników i te bramki robią większe wrażenie. Tak samo zastanawiałem się przed wyjazdem do Brunszwiku co mnie czeka w tych Niemczech. Czy ich piłki są trójkątne albo szybciej latają. A potem się okazuje, że po prostu klub ma większy budżet, lepsze warunki do trenowania, ale piłkarze to są tacy sami ludzie.

Jeśli jesteś profesjonalny, umiesz grać w piłkę i chcesz pracować, to wszędzie się odnajdziesz – Rafał Gikiewicz

Nawet jak nie mówisz po niemiecku, francusku czy włosku. Dobry piłkarz wszędzie da sobie radę. Tylko musisz chcieć i nie bać się zapieprzać. Różnica jest taka, że w Niemczech klub ma więcej piłkarzy na jedną pozycję, jest dużo większa rywalizacja. Tu nikt nie będzie cię prosił "Rafał, no weź się przyłóż". Jak nie chcesz się przyłożyć, to na twoje miejsce jest dwóch innych bramkarzy, czy pomocników, czy napastników. Tak było z Bartkiem Kapustką. Jakby on teraz wrócił do Polski i klub zapłaciłby milion euro za wypożyczenie, to on by musiał grać. A we Freiburgu na jego pozycję było trzech ludzi. Był gość, za którego zapłacili 4,8 mln. I też nie grał. Trenera nie interesuje kto ile kosztował. Trener patrzy na to kto jak się prezentuje w danym tygodniu, mikrocyklu treningowym. A polscy trenerzy nie mają takiego komfortu – i to jest to, o czym mówią Probierz, Magiera i inni – bo oni na daną pozycję często nie mają dwóch zawodników. To jest ta różnica. Wyjeżdżasz z Polski i jesteś przyzwyczajony, że możesz sobie pozwolić na dwa słabsze treningi. A tu jak masz dwa słabsze treningi, to w weekend mecz oglądasz w telewizji.

Rafał Gikiewicz: wolałem zrobić krok w tył [wideo]

najpopularniejsze

Bosiek: celem są mistrzostwa świata juniorów. Mam nadzieję, że trafię z formą

Podanie Slaughtera i "czucie gry" Mateusza Ponitki. Piękna akcja Polaków

ME 2018 piłkarek ręcznych. Polska – Serbia: "no look pass" Kingi Achruk i bramka Kingi Grzyb [WIDEO]

Co dalej ze Stocznią Szczecin? "Titanic tonie"

ME 2018 piłkarek ręcznych. Polska – Dania: czerwona kartka dla Karoliny Kochaniak [WIDEO]