tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Rywal Kurka o miejsce na MŚ: cieszę się, że pokazał na co go stać

Przed mistrzostwami świata to nazwisko było bardzo często wymieniane po stronie braków w kadrze Vitala Heynena. Obroniony tytuł zmienił perspektywę. Siatkarz ZAKSA Kędzierzyn-Koźle Łukasz Kaczmarek dalej jednak robi swoje i ma ochotę na złoto, tylko w… PlusLidze. Złota z MŚ mu brak, ale docenia grę kolegów, a w Bartoszu Kurku widzi kluczowego zawodnika tego turnieju.
Bartosz Kurek (fot. Getty)

Startuje nowy sezon siatkarskiej PlusLigi. Mistrzowie świata gwiazdami zespołów

Maciej Piasecki, SPORT.TVP.PL: – Koniec okresu przygotowawczego, sparingów. Początek PlusLigi!
Łukasz Kaczmarek: – To zabawnie zabrzmi, ale nie czuję, że liga startuję już za chwilę. Okres przygotowawczy dał mi mocno w kość. Dużo było zajęć, zwłaszcza w siłowni. Wiadomo, że przed ZAKSĄ sporo grania w PlusLidze i Lidze Mistrzów. Trzeba było dołożyć dodatkowo podczas zajęć siłowych. Wytrzymanie trudów sezonu kondycyjnie to podstawa.

– To był najtrudniejszy okres przygotowawczy w siatkarskim życiu?
– Na pewno w Wałbrzychu w II lidze, z Krzyśkiem Janczakiem, kiedy biegaliśmy po tamtejszych górach – też nie było łatwo. Ale tego lata było jeszcze trudniej. Przez 3-4 tygodnie pracowaliśmy 4 razy w siłowni, dokładając do tego zajęcia w hali. Wierzę w to, że wylany pot będzie potwierdzeniem słusznej drogi, jaką obraliśmy. Do tego spora doszła dawka sparingów, w nich szło nam różnie. Wiemy jednak dobrze, że nie trzeba wygrywać spotkań kontrolnych, żeby być szczęśliwym w trakcie sezonu. Ćwiczyliśmy różne schematy, trener sprawdzał kilka wariantów i założeń taktycznych.

– Gracie o złoto?
– Naszym założeniem jest tytuł mistrzowski. Taki jest cel, który sobie w klubie zakładamy. Ale musimy być uważni, poprzedni sezon jest dobrym przykładem. ZAKSA wygrała kilkanaście spotkań z rzędu w rundzie zasadniczej. Grali fenomenalnie, a finał PlusLigi przegrali. Podobnie było z turniejem finałowym Pucharu Polski. ZAKSA nie dotarła również do decydującego etapu Ligi Mistrzów. Dlatego tak ważne jest, żeby ta forma była w miarę równa w całym sezonie. Chciałoby się grać ciągle na najwyższym poziomie. Nie oszukuję się jednak, że w 1. kolejce pokażemy najlepszą formę.

– Wielu okazji do grania przez mistrzostwa świata jednak nie było…
– To prawda. Dopiero tydzień przed rozpoczęciem ligi, w sparingu przeciwko Cuprum Lubin, była okazja do występu 14 siatkarzy. Cztery dni później zainaugurujemy nowy sezon. Toniutti, Bieniek, Zatorski, Śliwka, Deroo. Nasza gra powinna coraz lepiej wyglądać z tygodnia na tydzień.

– Mieszkasz na co dzień w Kędzierzynie-Koźlu?
– Tak, podobnie jak reszta drużyny.

– To miasto zakochane w siatkówce?
– Dla mnie to nowa sytuacja. W Kędzierzynie-Koźlu siatkówka to najważniejsza dyscyplina. Kibice są przyzwyczajeni, że ZAKSA od lat walczy o medale. Da się to zauważyć. Już w pierwszym tygodniu po przyjeździe do miasta zaczepiło mnie więcej kibiców niż przez trzy lata w Lubinie. Ludzie są życzliwi, dopytują, jak się odnajduję w nowym miejscu, życzą powodzenia i wszystkiego najlepszego. To bardzo miłe. Będąc sprawiedliwym, w Lubinie kibice mieli jednak do wyboru piłkę nożną i piłkę ręczną, zarówno żeńską, jak i męską – na najwyższym poziomie. Dlatego to w normalne, że jestem bardziej rozpoznawalny w Kędzierzynie-Koźlu.

– Kiedy czytasz o sobie, że jesteś "kompletnym atakującym", to co myślisz?
– Kompletnym? To nieprawda, nie można tak mówić i pisać.

– W jakim punkcie jest zatem Kaczmarek?
– Zbieram doświadczenie. Przez ostatnie dwa lata miałem okazję być szóstkowym graczem w PlusLidze. Już to dało mi sporo. Do tego dochodzi reprezentacja i to, co działo się w 2017 roku. Wystąpiłem w mistrzostwach Europy i sporo przeżyłem. W tym roku tego grania było mniej, choć Ligę Narodów zaliczyłem. Mecze z Rosją, Włochami, Australią – to były cenne lekcje. Teraz dodatkowo trafiłem do klubu z dużymi możliwościami. Nawet treningi z najlepszymi siatkarzami na swoich pozycjach to wyzwanie. Deroo i Ben Toniutti to zawodnicy, od których mogę się uczyć i być coraz lepszym. Mam 24 lata i się rozwijam, tak więc mówienie o mnie, że jestem kompletnym atakującym to mało śmieszny żart.

– Grając w Cuprum Lubin, często byłeś mocno obciążony. To był pierwszy wybór drużyny w ataku. Transfer do ZAKSY to zmiana, rozkład akcentów ofensywnych powinien być inny. W której roli będzie ci lepiej?
– Jestem przyzwyczajony do tego, że jeśli dostanę poniżej 40 piłek w meczu, to właściwie nie odczuwam trudów, właściwie – co to za mecz? A tak na poważnie, spodziewam się, że ZAKSA to będą inne realia. Podejrzewam, że rozkład w ataku będzie równy, choć pozostaje przygotowany, żeby w razie potrzeby, wziąć na swoje barki ich większość. Taka jest rola atakującego.

– W PlusLidze miałeś szczęście do rozgrywających. To duży komfort.
– Rzeczywiście, zaczęło się od Grześka Łomacza, później był Michał Masny, a ZAKSA to już Toniutti, który jest na światowym poziomie. Szczęśliwie się to układa, lubię grać z kimś, kto potrafi doskonale dostarczyć piłkę do ataku.

– ZAKSA to spełnienie marzeń?
– To nie jest marzenie, a spore wyzwanie.

– I spore pieniądze.
– Budżet jest inny niż w Cuprum, chyba nikogo tym nie zaskoczę. Klub ma większe możliwości finansowe, dzięki czemu sprowadza lepszych. Zaplecze też jest bogatsze, inaczej rozwiązywane są kwestie organizacyjne. To się bierze z tego, że w Kędzierzynie-Koźlu są dłuższe tradycje siatkarskie. W Cuprum byłem w drugim sezonie startów klubu w PlusLidze.

– Osiągaliście wyniki ponad stan?
– Budżetowo nie byliśmy na miejscach 5-7, dlatego tak, to było granie ponad stan. Cuprum przed startem nowego sezonu miało rozbiórkę składu. Z pierwszej szóstki nikt nie został i nie będzie im łatwo powtórzyć wyników z niedalekiej przeszłości. Kibicuję Cuprum z całego serca, żeby odpowiednio to poukładali. Z niektórymi chłopakami, którzy zostali w Lubinie, mam stały kontakt i to się nie zmieni. Jeśli jednak przyjdzie zagrać przeciwko nim, to nie będę miał skrupułów. ZAKSA dysponując większymi środkami jest półkę wyżej od Cuprum. KGHM ma jednak widoki, żeby rywalizować o najwyższe cele. Nie jest tak, że nie ma możliwości przeskoczenia pewnego poziomu, kto wie, może w dalszej perspektywie, odpowiedni ludzie to zrozumieją.

Bartosz Kurek: spóźniłem się cztery lata, ale już jestem na tej imprezie

– Sięgając ponownie po Łukasza Kaczmarka?
– Nigdy nie mów nigdy. Na najbliższe 2 lata mam inne plany, związane z ZAKSĄ.

– Zmieniłeś się przez te trzy sezony w PlusLidze? Czujesz się kimś?
– Jestem tak wychowany, że do gwiazdorzenia jest mi daleko. Nigdy nie przeszło mi to przez głowę. Ciężko pracuję, służę pomocą, pojawiam się z chęcią podczas akcji charytatywnych, bądź społecznych. Moim celem jest pozostanie takim samym człowiekiem. To, że teraz ZAKSA jest miejscem, w którym będę grał – nie psuje mi głowy. Im człowiek jest starszy, tym częściej zastanawia się nad tym, co za nim. Wyliczamy sobie różne błędy młodości. Ja nie żałuję niczego, co zrobiłem. Zacząłem od II ligi w Wałbrzychu, gdzie startowałem od zera. To była lekcja pokory, dlatego jestem dzisiaj taki, jaki byłem wtedy.

– Jak czujesz się w roli ojca rocznej córki?
– Początkowo ze spaniem było różnie. Teraz można dłużej posiedzieć, ale rano słychać: Tata, tata! A tu trzeba iść do siłowni lub na inny trening i tego czasu dla córeczki nie ma tyle, ile bym chciał. Zmieniły się priorytety. Sporo zależy od tego małego skarbu. Imponuje mi małżonka, dzięki której nie mam zbyt wielu obowiązków, które kolidują z życiem profesjonalnego sportowca.

– Twój pseudonim "Zwierzak" chyba stracił na aktualności. Dojrzałeś?
– Absolutnie nie! Nadal chcę być "Zwierzakiem" na boisku, niech ta ksywka oddaje umiejętności. A dokładniej to, z jaką siłą potrafię zaatakować.

– Dostajesz dużo pytań o mistrzostwa świata?
– Dużo bym dostawał pewnie wtedy, gdyby nie było sukcesu. Ten jest, Polska zdobyła złoty medal i każdy zapomniał już o tym, co działo się przed mistrzostwami. Mój sezon reprezentacyjny skończył się po rozegraniu ostatniego meczu w kadrze. Bardzo cieszę się z sukcesu, jaki osiągnęli koledzy podczas mistrzostw. Podobnie jak większość, ja również przyznaję się, że nie wierzyłem w złoty medal. Wiedziałem, że w zespole jest duża siła. Wydawało się jednak, że drużyna potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby być niezwykle silną paczką. Wielki sukces przyszedł dużo wcześniej. Wielkie brawa dla chłopaków, zagrali ten turniej koncertowo. Finał był ukoronowaniem trudu zespołu, ale półfinał z USA – to po prostu zapierało dech w piersiach – jak zespół walczył o zwycięstwo do końca.

– Byłeś w kontakcie z nimi podczas turnieju?
– Byłem w kontakcie tuż przed imprezą z większością, Grześkiem Łomaczem i Arturem Szalpukiem. W trakcie turnieju nie chciałem chłopakom zawracać głowy. Każdemu pogratulowałem, w szczególności Bartkowi Kurkowi, który występował na mojej pozycji. Spotkaliśmy się podczas Memoriału Arkadiusza Gołasia, napisałem również do niego wiadomość tuż po zakończeniu mistrzostw. To, co zagrał Kurek w tym turnieju, przeszło najśmielsze oczekiwania. Znałem Bartka, trenowałem z nim przez 2 lata podczas zgrupowań reprezentacji. Wiedziałem, że jest to siatkarz z ogromnymi możliwościami. Kurek potrzebował takiego sukcesu i cieszę się, że pokazał to, na co go stać. Najczęściej, kiedy nie szło reprezentacji, krytyka spadała na Bartka. Dobrze o tym wiemy.

Najpierw MŚ, teraz memoriał Gołasia. Kurek ponownie zwyciężył

– Kurek to dziś najlepszy atakujący w Polsce?
– Kiedy pojawiłem się w PlusLidze, grał na przyjęciu. Takiego Bartka pamiętałem z boiska, kilka razy mieliśmy okazję wystąpić przeciwko sobie. Moim zdaniem to atak jest dla niego odpowiednią pozycją na boisku. Trenując z Kurkiem w kadrze mogę powiedzieć, że było mu bardzo trudno się "przekalibrować". Trafiały się lepsze i gorsze treningi. Kontuzja i to, co działo się w sezonie klubowym, też dało się mu we znaki. Ale przyjechał na zgrupowanie reprezentacji, potrenował kilka miesięcy w ataku i efekty tego ruchu widzieliśmy w turnieju. Kurek wygrał nam mistrzostwa świata. Bardzo się cieszę z... jego szczęścia.

– Wiesz, co mogą pomyśleć inni?
– Domyślam się. Że to fałszywe i skoro mu wyszło, to pewnie jestem z tego powodu zły. Można mi wierzyć lub nie, ale ja takim nie jestem. Kurek w końcu się odnalazł, został najlepszym siatkarzem świata i zamknął usta wszystkim, którzy go krytykowali. Zebrałoby się pewnie parę tysięcy takich w Polsce, o ile nie więcej.

– Nie jest ci jednak szkoda, że nie masz złotego medalu?
– Tuż po zdobyciu złota przez zespół pojawiały się myśli: Kurczę, szkoda, że mnie tam nie było, świetna przygoda przeszła mi przed nosem, być mistrzem świata... Potrzebowałem kilku dni, żeby to sobie poukładać w głowie. Teraz jest już w porządku. Dopingowałem chłopaków podczas mistrzostw. Ale też nie będę ukrywał, że po tym, jak Vital Heynen podziękował mi za grę w kadrze, odciąłem się od niej. Skupiłem się na odpowiednim przygotowaniu do PlusLigi.

– Wracając na ligowe podwórko, kto jest najlepszym siatkarzem w PlusLidze?
– Moja odpowiedź byłaby dziwna, gdybym po mistrzostwach świata wskazał kogoś innego, niż Bartosza Kurka.

– Odważny wybór. A Ben Toniutti?
– Trudno porównywać rozgrywającego z atakującym. Jest jeszcze przecież Paweł Zatorski, który został najlepszym libero na świecie i jego też powinniśmy uwzględnić. Toniutti to wielka klasa, zarówno na boisku, jak i poza nim. Kurek został MVP mistrzostw, a jak wiadomo, takie nagrody trafiają najczęściej do tych, którzy zdobywają mnóstwo punktów. Toniutti i Zatorski są odpowiedzialni za inne elementy, równie ważne w siatkarskiej układance. Lista świetnych w PlusLidze wbrew pozorom wcale nie jest taka krótka, jak mówią niektórzy. A są jeszcze tacy, którzy najlepsze granie mają dopiero przed sobą.

– Kto będzie bił się o mistrzostwo Polski?
– ZAKSA, Skra, Resovia. Do tego Jastrzębski Węgiel, który jest mocniejszy niż w poprzednim sezonie, mają bardzo solidny skład. Dochodzi jeszcze Stocznia Szczecin, która na papierze prezentuje się świetnie. Zobaczymy jak to się przełoży na występy w sezonie, ale jestem zdania, że w Szczecinie będzie zespół walczący o najwyższe cele. Jest jeszcze Gdańsk. Rozegraliśmy też kilka kontrolnych gier z drużyną z Zawiercia, która ma również są spore możliwości. PlusLiga jest mniejsza o dwa kluby i myślę, że czeka nas smaczny sezon. Nie będzie już tak, że są 2-3 zespoły i długo, długo nic. Raczej nie będą się trafiać mecze, przed którymi będzie można założyć, że ma się komplet punktów w kieszeni.

– Tylko dwie kobiety w domu nie będą zadowolone, że cię nie ma. A może odpoczną?
– Dobre pytanie! Byłem niedawno przez trzy dni na memoriale i tęsknota była spora. Dla małżonki raz jeszcze wielkie ukłony. Po przejściu do ZAKSY porozmawialiśmy o tym, co przed nami. To inna rzeczywistość niż w Cuprum Lubin, dochodzą kolejne, dalekie wyjazdy związane z grą w Lidze Mistrzów. Żona stwierdziła krótko, że mam się skupić wyłącznie na siatkówce, bo jestem w takim klubie, że nie ma miejsca na prowizorkę. Mam na każdy trening iść odpowiednio wypoczęty, żeby być odpowiednio przygotowanym do meczów. Ja do pracy, a żona zajmie się córką i domem – taki mamy układ.

– Szczęściarz.
– Potwierdzam. Choć przyznam, że mam pomysł, żeby jednak poprowadzić dom we trójkę. Mam nadzieję, że uda się ten plan wprowadzić w życie.

Rozmawiał Maciej Piasecki

Heynen: jestem zmęczony turniejem, ale radość kibiców ładuje moje baterie

najpopularniejsze

Jerzy Engel w magazynie "4-4-2": nie byliśmy przygotowani do meczu

Jan Tomaszewski po meczu z Włochami: Brzęczek doprowadził do kompromitacji i śmiechu

Niesamowity karny w Rosji! Zdobył bramkę uderzeniem z... backflipa

Żewłakow: Lewandowski potrafi wytrzymać ogromny rygor profesjonalisty

Igrzyska Olimpijskie Młodzieży (Argentyna) – taekwondo