tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Stadion grać nie potrafi. Śląski, Narodowy i inne

Mecz z Portugalią nie był dobrą reklamą reprezentacji według trenera Jerzego Brzęczka. Skoro Robert Lewandowski nie trafia od pięciu meczów w kadrze, a gra obronna jest lekko mówiąc – niezbyt zgrabna – zapala się żółte światło na kolejnym skrzyżowaniu.
Artur Jędrzejczyk (L) i Jakub Błaszczykowski (fot. Getty)

Liga Narodów. Polska – Włochy: transmisja w TVP1, TVP Sport, SPORT.TVP.PL, aplikacji mobilnej

Tramwajem z miasta do miasta. Taki jest Śląsk. Linia z Katowic do Chorzowa.

– Lewandowski strzeli, Błaszczykowski z asystą! – wykrzykuje ktoś z jednego końca wagonu.

– Kuba nie powinien grać! Wujek Brzęczek trzyma swojego! – riposta z drugiej strony.

– Dajcie spokój, byle wygrali. Portugalia to Portugalia – kwituje starszy pan, poprawiający czapkę z biało-czerwonym daszkiem.

Każdy jest tu kibicem, ekspertem. Nawet analitykiem, z rozpisanym na wszystkie sposoby składem na kolejne mecze. Napchany do maksimum tramwaj odjeżdża. Szaliki w polskich barwach wystają z co drugiego okna. Jest duszno, przyśpiewki, do tego ciepła jesień… To wystarczy.

Śląsk wydaje się być przeładowany miastami i historiami. Bez mapy nie połapiesz się w systemach, jakie tu są. Wjeżdżając do Gliwic, tuż przy dworcu PKP odwrócony do góry nogami herb Górnika Zabrze. W Katowicach mają uczulenie na nazwę Ruch Chorzów. A w Chorzowie jest Śląski. Kocioł czarownic, gdzie wejść można od strony ulicy Chorzowskiej, a dokładny adres stadionu to Katowicka.

Wielka moc Stadionu Śląskiego! Kibice odśpiewali "Mazurka Dąbrowskiego"

Narodowy czy Śląski?

Animozje tracą na znaczeniu, kiedy przyjeżdża reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład. Stadion Narodowy to, jak sama nazwa wskazuje, dom. A Śląski? Trudna to relacja. Wiele piłkarskich wzlotów i upadków było na tym molochu. Tu jest jak w ulubionej knajpie, gdzie siadasz na swoim miejscu. Narodowy to już inny świat. Choć ma też dwie poważne wpadki, obie z dachem. Raz niepotrzebnie zamknięto (Euro 2012 i szukanie argumentów pozasportowych po meczu z Grecją), drugi – otwarto i skończyło się powodzią – w eliminacyjnym meczu z Anglikami. Na Narodowym wygraliśmy jednak z Niemcami, co dało błogosławieństwo obiektowi. Czy będzie jak w przysiędze małżeńskiej – "dopóki śmierć ich nie rozłączy"?

Rdza i chwasty. Tak było tu do niedawna. Gehenna Śląskiego trwała osiem lat. Coś pękło, przeciągnęło się, stanęło. Kocioł czarownic wypadł z obiegu. Brak Euro w Chorzowie bolał cały Śląsk. Tak bardzo autonomiczny, często do bólu inny, mający swoje przekonania. Szczęśliwie, w 2017 roku Śląski odzyskał należyty mu blask.

– Nasz Śląski jest lepszy od Narodowego. Lepiej się ogląda to, co dzieje się na boisku. Przyjeżdżałem kiedyś do Chorzowa ze łzami w oczach, za ostatnie złotówki z kieszonkowego, z kumplami. Teraz zabieram syna – opowiada Piotr, kibic z Zawiercia.

Porównywanie Narodowego i Śląskiego to odpowiedzi na pytanie, co było pierwsze, jajko czy kura? Piłkarska reprezentacja powinna być wizytówką, która jest do obejrzenia także poza Warszawą. I to nie tylko przy okazji meczów towarzyskich, gdzie nie ma gwarancji występu Roberta Lewandowskiego. Przekonali się o tym kibice z Wrocławia, remis we wrześniu z Irlandią bez setnego meczu „Lewego”. Frekwencja na Śląskim, w czwartek, czyli środku tygodnia, ponownie potwierdziła, że futbol w Polsce da się lubić. Prawie 50 tysięcy na trybunach, imponujące.

Jubileusz Roberta Lewandowskiego. Zobacz jak zagrał kapitan (skrót)

Janków dwóch

Nie zawsze było jednak tak różowo. Anglia – Polska. Nieodczarowane Wembley, o którym Polacy mówią tylko w kategoriach zaprzeszłego remisu i popisu dwóch Janków. Domarskiego, strzelca gola i Tomaszewskiego, który zatrzymał gospodarzy. Każdy młody chłopak chciał odkłamać tę rzeczywistość. Wierzył, że piłkarze pojadą i wkropią Anglikom. Właściwie to "Angolom". Którzy noszą nos wysoko i od lat upierają się, że futbol zameldowany jest pod brytyjskim adresem.

Miesiąc młodsza od autora tekstu jest porażka 0:3 w ramach eliminacji do mistrzostw świata w Italii. 3 czerwca, na Wembley, kadra prowadzona przez Wojciecha Łazarka zrobiła to, czego realiści się spodziewali. Przed meczem może i kilku optymistów się znalazło, licząc na "zwycięski remis". Grali przecież Krzysztof Warzycha, Roman Kosecki, Dariusz Wdowczyk i Ryszard Tarasiewicz. Ale u tamtych Gary Lineker, który już w 24. minucie zmienił wyjściowy wynik i dopisał kolejny rozdział do listy zwycięstw nad krajem ze środka Europy. W porównaniu ze "zwycięskim remisem" zgadzała się tylko liczba Janków. U Łazarka grali Urban i Furtok.

Dlaczego o Anglikach? Mecz Anglia – Polska z Wembley, 10 lat po przegranej chłopaków Łazarka, to pierwsze skojarzenie. Piłkarskiej reprezentacji, która elektryzuje, po czym zawodzi na całej linii. Nieżyjący już Janusz Wójcik pewnie znalazłby tysiąc powodów, dlaczego przegraliśmy 1:3. Pogrążył nas rudzielec. Paul Scholes, który może i ma 168 cm wzrostu, ale to nie było przeszkodą, żeby strzelać Polakom głową. Dołożył też rękę do tego sukcesu, oszukując sędziego i polskich obrońców. Na otarcie łez, honorowego gola strzelił Jerzy Brzęczek. Kapitan, który po trafieniu ucałował orzełka na koszulce.

Cygaro i S-Kadra

Grzegorz Bronowicki. I mecz, dzięki któremu do końca życia nie będzie kojarzony wyłącznie z Łęczną. Znalazł się w Chorzowie, 11 października 2006 roku. Nie wiedział o tym Cristiano Ronaldo. Możliwe, że nie śledził meczów Górnika. Pan Grzegorz był co prawda już wtedy piłkarzem Legii Warszawa, ale chyba nie spodziewał się, że rozmowy motywacyjne pewnego Holendra w podeszłym wieku, dadzą aż taki efekt. A dały.

Leo Beenhakker ciągnął za uszy reprezentację. Dokonał tego, czego nie zdołał zrobić nawet Kazimierz Górski. Nie udało się również Antoniemu Piechniczkowi. Mistrzostwa Europy, bramy tego turnieju przekroczył z nami dopiero Holender z cygarem. Pierwszy coach, który motywował ponoć lepiej niż trenerzy motywacyjni na spotkaniach korporacyjnych. Polacy straszyli Euzebiuszem Smolarkiem, Jackiem Krzynówkiem i Jakubem Błaszczykowskim. Dwóch z nich na turniej pojechało, trzeci, przegrał z kontuzją. Choć plotki, podobnie jak w przypadku solidnego kaca Portugalczyków po nocy na Śląsku, wskazywały inne, niekoniecznie sportowe aspekty braku powołania.

Mający problemy zdrowotne Błaszczykowski i mecz z Portugalią na Śląskim – wrócili po 12 latach. Znowu 11 października, data szczególna, bo kojarzona też z historycznym zwycięstwem nad Niemcami w 2014 roku. Błaszczykowski ma więcej wejściówek w trakcie sezonu do klubowych lekarzy, aniżeli w meczach ligowych, ale w reprezentacji jest. Podobnie jak Jerzy Brzęczek, choć już bez cieszynki z okresu dumnie wówczas brzmiącej ery S-Kadry.

Liga Narodów, Polska – Portugalia 2:3: gol Jakuba Błaszczykowskiego [wideo]

Kapitan z portu San Marino

Brzęczek potrzebował trochę czasu, żeby z roli kapitana na Wembley, ponownie wkroczyć na ścieżkę reprezentacji. Ten okres odpowiednio wykorzystał Robert Lewandowski. Kiedy Łazarek przegrywał z Anglikami, miał niecały roczek. Gola Brzęczka powinien już pamiętać, bo miał ponad dychę na karku. Czas Lewandowskiego w reprezentacji przyszedł jesienią 2008 roku. Debiut, dziewięć minut i trafienie w meczu z San Marino. Dziesięć lat później Lewandowski dobił do setki, zostając najlepszym strzelcem w historii. Niektórzy twierdzą nawet, że wygrywa również w kategorii najlepsza rola pierwszoplanowa. W historii polskiej piłki nożnej.

Odkąd Lewandowski zaczął występować w barwach reprezentacji, Polacy wygrywali 45 razy, zremisowali 25 i 30 meczów przegrali. Jubileusz porażek zbiegł się z setką Lewandowskiego na Stadionie Śląskim. Portugalia wygrała 3:2 a Lewandowski miał 0,5 asysty, przestawiając bramkarza przy trafieniu Krzysztofa Piątka. Błaszczykowski jest już też samodzielnym rekordzistą, dokładając gola do 103 występu w reprezentacji seniorów. To cały Kuba, walczący nie tylko ze zdrowiem, ale i zamykający usta krytykom. W końcu wujek jest trenerem, czyli łatwo sobie dopowiedzieć historię, krzywdzącą obu panów. Pod tym względem gol i rekord w liczbie występów, to słodki akcent czwartkowego wieczoru

Liga Narodów, Polska – Portugalia 2:3 (skrót meczu)

Moralny kac

Lewandowski z 55 trafieniami w reprezentacji ma ten sam dorobek, co Czech Jan Koller czy urugwajski "gryzak", Luis Suarez. Gorsi są: Wayne Rooney (119 meczów/53 gole), Thierry Henry (123/51), Andrij Szewczenko (111/48) i Romelu Lukaku (77/43). Rekordzistą w tej klasyfikacji jest Irańczyk Ali Daei (149/109). Był piłkarzem Bayernu Monachium i Herthy Berlin. Do Irańczyka najbliżej z grających ma Cristiano Ronaldo z 85 golami w 154 meczach. Portugalczyk podczas mistrzostw świata wyprzedził Ferenca Puskasa. Choć Węgier ma bardziej imponujący procent skuteczności na mecz – w 89. występach aż 84 gole.

Te statystyki tylko potwierdzają, kim jest Lewandowski dla reprezentacji. Widać to równie dobrze na Narodowym, Śląskim, czy stadionach w innych stronach Europy i świata. Spoglądając na występ w przegranym meczu z Portugalią, wróciły koszmary z Rosji. A to prosta droga do marazmu, w który popadaliśmy w latach 90. Właśnie wtedy, kiedy Lewandowski chodził do szkoły, a Brzęczek biegał po boisku. Selekcjoner zdobył srebrny medal podczas igrzysk w Barcelonie (1992), ale to tyle – po stronie zysków Brzęczka.

Co więcej, nowy trener reprezentacji ma powody do zmartwień. Moralny kac jeszcze długo po meczu trzymał Śląski. Tu Brzęczek, gość z Częstochowy, miał pokazać nowe oblicze swojej reprezentacji. Po remisie z Italią, niezależnie w jakim kryzysie Squadra Azzurra się nie znajduje, można było być umiarkowanym optymistą. Trudno przekreślać i dzisiaj pracę Brzęczka po ledwie kilkuset minutach gry zespołu. Ale pewne sygnały są niepokojące.

Problemy są te same. W większości wytarte, zgrane nazwiska. Lepszych nie mamy, to główny kontrargument. Oczekiwania kibiców mocno rozmijają się z rzeczywistością. A na Śląskim, jeszcze w trakcie meczu, słychać było gwizdy. Później było picie na smutno i wykrzykiwanie haseł, które nie nadają się do przekazywania dalej – z uwagi na duże natężenie emocjonalne.

– Jak Grosik nie wejdzie i nie pobiega, to nie ma kto grać!

– Lewandowski nic nie gra!

– Fabiański jest słaby, gdzie Szczęsny?

– Brzęczek nie będzie miał wyników.

Logika kibica. Tego właśnie można obawiać się najbardziej. Magia Śląskiego, dobre fluidy na Narodowym. Chwytając się takich zaklęć, polska reprezentacja nie ruszy z miejsca. A tylko tak Lewandowski ponownie może być dla niej tym, którego oczekują kibice. Liderem, mogącym rozstrzygać losy spotkań. W pojedynkę tego jednak nie zrobi. Krzysztof Piątek? Między Bogiem a prawdą, to piłkarz z tej samej pozycji, co kapitan reprezentacji. Dlatego mowa o raczej wymuszonym duecie.

Można tak punktować bez końca. Ważne jednak, żeby zacząć grać na tyle, na ile potrafimy. A dopiero później oczekiwać. Serce zespołu jest nie tylko w środku pola. Oby nie trzeba było za kilka lat wracać do czasów, kiedy liczenie Janków, było najlepszą rozrywką przy okazji meczów reprezentacji. Stadion sam nie zagra, choćby było tam tysiące narodowych czarownic…

Maciej Piasecki

Reakcje trenera Jerzego Brzęczka podczas meczu z Portugalią okiem kamery SPORT.TVP.PL

najpopularniejsze

Ostatnie szlify gwiazd. Nadal, Djoković i Federer trenują przed Australian Open

Maciej Stolarczyk: Kuba Błaszczykowski dał nam nowe tchnienie

Policja w siedzibie Wisły. Przeszukano mieszkanie byłej prezes

Paweł Brożek: jestem optymistą, ale usłyszeliśmy już sporo obietnic

Nikola Mazur: jestem zaskoczona wynikiem