tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Michał Szyba, bohater MŚ 2015: chciałbym jeszcze zagrać w reprezentacji Polski [WYWIAD]

Po mundialu w Katarze Michał Szyba był na ustach całej Polski. Bramki w spotkaniu z Hiszpanią zapewniły mu sławę, a reprezentacji brązowy medal MŚ. Ostatnie dwa lata nie były dla niego udane – wypadł z kadry, a pobyt w szwajcarskim Kadetten określił jako krok w tył. Odrodził się we Francji, gdzie wreszcie ma obok siebie rodzinę. – Pokazuję, że warto o mnie pamiętać. Chciałbym jeszcze zagrać w reprezentacji – przyznał.
Michał Szyba (fot. PAP/EPA)

El. ME: kadra Polaków na mecz z Kosowem. Transmisja w TVP Sport!

Damian Pechman, sport.tvp.pl: – Reprezentacja zaczyna walkę o Euro 2020. Dlaczego bez Michała Szyby?
Michał Szyba, rozgrywający Cesson: – To nie do mnie pytanie, od dawna nie ma mnie w kadrze. Wyjątkiem był ubiegłoroczny turniej Golden League. Moja przygoda z kadrą Piotra Przybeckiego była jednak krótka. Zagrałem kilka minut w jednym meczu; później pojawiły się problemy z Achillesem i w kolejnych spotkaniach już nie wystąpiłem. Obecnie trener ma w czym wybierać na prawej połówce rozegrania. Rafał Przybylski, Paweł Paczkowski... Dołączył do nich jeszcze młody Maciej Majdziński, który ma za sobą kilka obiecujących meczów w Bundeslidze.

– Czuje się pan dopiero numerem "4"?
– Nie czuję się gorszy od chłopaków. Trudno mi jednak oceniać wybory trenera. Przyjmuję je do wiadomości i muszę się z nimi pogodzić. Miałem krótką, ale intensywną przygodę z reprezentacją. Odniosłem kilka sukcesów. Miałem też szczęście, bo gdy wchodziłem do kadry, to na prawym rozegraniu pojawiły się kontuzje. Trener Michael Biegler mi zaufał, dał mi szansę, a ja ją wykorzystałem. Jeśli chodzi o kolejnych trenerów, to każdy ma swoją wizję i swoje wybory.

Polska – Hiszpania: Szyba superstar! Gol w ostatnich sekundach ratuje Polaków

– Kadra to już rozdział zamknięty?
– Nie! Mam swoje ambicje i nie powiedziałem ostatniego słowa. Jestem wciąż młodym zawodnikiem i chciałbym jeszcze zagrać w reprezentacji. Cieszę się, że udało mi się odbudować formę po dwóch nieudanych sezonach w Szwajcarii. Z perspektywy czasu to nie był najlepszy wybór, zrobiłem krok w tył. We Francji pokazuję jednak, że warto o mnie pamiętać.

– I warto wspólnie powalczyć o Euro 2020.
– Zostało jeszcze trochę czasu i wiele się może wydarzyć. Na pewno wypada, abyśmy tam zagrali. Mimo ostatnich słabszych występów, trafiliśmy do łatwej grupy z Niemcami, Izraelem i Kosowem, więc grzechem byłoby nie awansować.

– Utrzymuje pan w ogóle kontakt z trenerem Przybeckim?
– Po raz ostatni widzieliśmy się i rozmawialiśmy w ubiegłym roku, przy okazji turnieju Golden League. Od tego czasu nie mieliśmy żadnego kontaktu.

Zdaję sobie sprawę, że już zawsze będę kojarzony z meczem z Hiszpanią. Do tego momentu nie odgrywałem w turnieju większej roli i gdyby nie to spotkanie, to mój występ przeszedłby bez echa. Michał Szyba

– Jak często wracają wspomnienia z MŚ 2015 w Katarze?
– To najmilsze, co wydarzyło się w mojej sportowej karierze. Zdaję sobie sprawę, że już zawsze będę kojarzony z meczem z Hiszpanią. Do tego momentu nie odgrywałem w turnieju większej roli i gdyby nie to spotkanie, to mój występ przeszedłby bez echa. Życzyłbym jednak każdemu, żeby miał okazję zagrać choćby jeden taki mecz. Staram się jednak nie wracać do tego zbyt często. To już historia, niebawem miną cztery lata. Od tego czasu wydarzyło się tyle innych rzeczy... Zagrałem wiele dobrych i – niestety – trochę słabszych spotkań.

– Zdradzi pan, kto zaplanował akcję, po której rzucił pan bramkę dającą panu sławę, a kadrze dogrywkę z Hiszpanią?
– Nikt. Nie mieliśmy żadnego planu, bo trener Biegler wykorzystał wcześniej wszystkie "czasy". Nie mogliśmy więc nic ustalić. Najważniejsze było to, żeby zdobyć wyrównującą bramkę. Zostało nam 15 sekund... Michał Jurecki podał mi piłkę, a ja nie miałem czasu, aby się zastanawiać, co zrobić. Rzuciłem i wpadło.

– Ile razy obejrzał pan później powtórkę tego meczu?
– Zdarzyło się kilka razy, że odpaliłem na Youtubie. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Cześciej do MŚ 2015 wraca mój tata.

– Po mundialu w Katarze znała pana cała Polska.
– Wróciłem do kraju tylko na cztery dni, ale szum wokół mojej osoby bardzo mnie zaskoczył. Zresztą głośno było o całej reprezentacji. Mecz z Hiszpanią obejrzało ponad pięć milionów ludzi! Tyle, że zamieszanie nie trwało długo. Musiałem wrócić do Gorenje i szybko zszedłem do ziemię. Nie miałem czasu rozpamiętywać sukcesu, zająłem się codziennymi obowiązkami w klubie.

MŚ: Polska – Hiszpania. Zobacz skrót!

– Wydawało się, że po mistrzostwach świata pojawi się mnóstwo ofert.
– Miałem przed sobą jeszcze rok kontraktu w Słowenii. Pojawiło się kilka luźnych zapytań, między innymi z Nantes. Niezależnie od propozycji i tak mój klub nie pozwoliłby mi odejść. Drugi sezon nie był już tak owocny, szybko odpadliśmy z europejskich pucharów i zniknąłem z radarów. Przeniosłem się do Szwajcarii, bo bardzo chciałem zagrać w Lidze Mistrzów. Niestety, w meczu z Wisłą Płock zerwałem ścięgno Achillesa. W ten sposób straciłem kolejny rok.

– Zanim do tego doszło zagrał pan jeszcze w ME 2016 i igrzyskach w Rio.
– Występ na igrzyskach to marzenie każdego sportowca. Podobnie jak turniej mistrzowski rozgrywany we własnym kraju. Okres po sukcesie w Katarze był bardzo ciekawy dla reprezentacji. W Polsce panowała niesamowita atmosfera. O piłce ręcznej sporo się mówiło i pisało. Idealne warunki, aby odnieść sukces. Turniej w Krakowie do pewnego momentu też układał się idealnie. W grupie wygraliśmy między innymi z Francją. Aż przyszedł ten nieszczęsny mecz z Chorwacją, który zadecydował o przyszłości naszej kadry...

– ...i przyszłości trenera Bieglera. Gdybyście awansowali do półfinału, to po ME nadał prowadziłby reprezentację Polski.
– Teraz możemy tylko gdybać, ale pewnie tak by było. Moglibyśmy zająć czwarte miejsce, ale równie dobrze moglibyśmy zdobyć tytuł. Powtórzę: jestem wdzięczny trenerowi, że mi zaufał. Często jeździłem na kadrę jako trzeci prawy rozgrywający – obok Krzyśka Lijewskiego i Andrzeja Rojewskiego. Niewielu trenerów zdecydowałoby się na taki ruch. Dostałem duży kredyt zaufania. Dzięki niemu trafiłem do reprezentacji i dzięki niemu mogłem później zagrać pamiętny mecz z Hiszpanią.

W Szwajcarii nie grałem tak, jak oczekiwałem. Miałem czarne myśli, czy jeszcze wrócę do dawnej formy. Pierwsze mecze we Francji były dla mnie udane. Pokazałem sobie i innym, że nie zapomniałem jak się gra w piłkę ręczną. Michał Szyba

– Ostatnio było o panu cicho. Po kilku chudych latach odnalazł się pan we Francji.
– Miałem jeszcze przez rok ważny kontrakt z Kadetten Schaffhausen. W ubiegłym sezonie zajęliśmy w lidze dopiero trzecie miejsce. Sam też grałem poniżej oczekiwań – swoich i klubu. Doszliśmy więc do porozumienia i rozstaliśmy się. Latem mój menedżer przedstawił mi ofertę z Francji, z Cesson. Zrobiłem rozeznanie wśród znajomych, między innymi porozmawiałem z Rafałem Przybylskim, który gra w Tuluzie.

– Znacie się jeszcze z Azotów. Gracie w tej samej lidze, ale dzieli was 700 km.
– Już mieliśmy dwie okazje do spotkania. Na początku sezonu graliśmy z Tuluzą. Przyjechali dzień wcześniej, więc Rafał mógł nas odwiedzić. Była możliwość spokojnej rozmowy i wspomnień. Z kolei w ostatnią niedzielę to ja gościłem u niego, bo trafiliśmy na siebie w Pucharze Francji.

– Po tym meczu on poleciał na kadrę, pan został w klubie. Bez nutki zazdrości?
– Nie, w żadnym wypadku. Życzę mu jak najlepiej, nawet jeśli reprezentacja nie miała ostatnio dobrej passy. Ja cieszę się z tego, że udało mi się być częścią reprezentacji Polski, miałem swój czas w kadrze, rozegrałem kilkadziesiąt spotkań i przeżyłem sporo fajnych chwil.

– Zdaje pan sobie sprawę, że trafił do najsilniejszej ligi świata?
– Jeśli weźmiemy pod uwagę, że trzy francuskie zespoły – Montpellier, Nantes i PSG – wystąpiły w Final Four Ligi Mistrzów, to tak. Jednak najmocniejsza jest chyba Bundesliga. Oczywiście we Francji nie gram w czołowej drużynie, ale działacze Cesson przedstawili mi ambitną wizję rozwoju klubu. Już w lutym zostanie oddana do użytku nowa hala na 4,5 tysiąca widzów. Nantes może być zresztą dla nas wzorem. Jeszcze kilka lat temu nie mieli tak silnej drużyny, a obecnie walczą o tytuł i w kraju, i w Lidze Mistrzów.

– Nie było żadnych obaw przed transferem?
– Jasne, że były. Zwłaszcza, że w Szwajcarii nie grałem tak, jak oczekiwałem. W drugim sezonie miałem czarne myśli, czy jeszcze wrócę do dawnej formy. Cieszę, że pierwsze mecze we Francji były dla mnie udane. Pokazałem sobie i innym, że nie zapomniałem jak się gra w piłkę ręczną.

Michał Szyba z rodziną (fot. Michał Szyba/Instagram; @mszyba18)

– Początek sezonu macie trudny. Wygraliście dopiero drugi mecz w lidze.
– Wiedziałem jaki poziom prezentuje moja drużyna. W ubiegłym sezonie zajęła ostatnie, bezpieczne miejsce, które gwarantowało utrzymanie. Zdawałem sobie sprawę, że będziemy musieli wydzierać rywalom każde zwycięstwo i każdy punkt będzie na wagę złota. Znamy swoje miejsce w szeregu i zdajemy sobie sprawę, że jest w lidze kilka silniejszych zespołów.

– Zgodnie z prawem serii we Francji spędzi pan dwa sezony.
– Rzeczywiście, przez dwa lata grałem w Słowenii i kolejne dwa lata w Szwajcarii. Z Cesson podpisałem dwuletni kontrakt, ale... sytuacja jest inna. Mam obok siebie rodzinę i zmieniło się moje nastawienie. Jeśli klub będzie zadowolony z mojej gry, a nam będzie się tutaj dobrze mieszkało, to może się okazać, że zostaniemy dłużej. A może za dwa lata wrócimy do Polski? Niczego nie wykluczam.

– Cesson będzie więc przystankiem w drodze np. do Montpellier albo Nantes?
– Na razie cieszę się z tego, że udaje mi się utrzymać dobrą, równą formę. Jeśli tak pozostanie do końca sezonu, to oczywiście oferty mogą się pojawić. A jeśli się pojawią, to na pewno je rozważę.

– Nie było latem myśli o powrocie do kraju?
– Taka opcja też była. Zarówno w Słowenii, jak i Szwajcarii byłem sam – w tym czasie moja narzeczona mieszkała w Polsce. Nie ukrywam, że bardzo mi to doskwierało. Wracałem po treningach i meczach do pustego domu. Czy miałem gorsze czy lepsze dni, to musiałem je przeżywać w samotności. We Francji jest o niebo lepiej, bo jesteśmy razem. W dodatku pięć miesięcy temu przyszedł na świat nasz syn. Nie przeszkadzają mi nawet nieprzespane noce.

Chciałbym jeszcze zagrać w Puławach i nawet zakończyć tam karierę. Jeśli prezes Witaszek uzna, że się do czegoś przydam, to bardzo chętnie tam wrócę. To właśnie on wyciągnął mnie z Lublina i dzięki niemu zaistniałem w poważnej piłce ręcznej. Michał Szyba

– Jeśli kiedyś wróci pan do kraju, to tylko do Azotów Puławy?
– Na razie gram we Francji, ale nie mówię "nie". Chciałbym jeszcze zagrać w Puławach i nawet zakończyć tam karierę. Oczywiście będę musiał prezentować dobrym poziom sportowy, bo do Azotów trafiają coraz lepsi zawodnicy. To obecnie trzecia, a może nawet druga siła w Polsce. Jeśli prezes Witaszek uzna, że jeszcze się do czegoś przydam, to bardzo chętnie tam wrócę. Trafiłem do Puław jako 16-latek i spędziłem w tym klubie dziesięć lat. To właśnie prezes wyciągnął mnie z Lublina, dzięki niemu zaistniałem w poważnej piłce ręcznej i jestem tu, gdzie jestem.

– Przez 10 lat nie udało się panu stanąć z Azotami na podium. Dopiero po pana wyjeździe klub zaczął seryjnie zdobywać brązowe medale.
– Nie ukrywam, że było mi z tego powodu trochę żal. Wiedziałem, że medal jest kwestią czasu, bo z roku na rok klub był silniejszy. To już jednak historia… Od mojego odejścia minęło prawie pięć lat. Mam nadzieję, że kiedyś zdobędę z Azotami medal mistrzostw Polski.

– Czy w tym sezonie zobaczymy Azoty w finale?
– Jest to na szansa. Na pewno są w gronie pretendentów. Mocno namieszać może też Górnik Zabrze. W ubiegłym sezonie mieli pecha na finiszu, bo przytrafiło im się sporo kontuzji i przegrali w play-off z Gwardią Opole. W tym sezonie wygrali już i z Azotami, i z Wisłą Płock, która ma ostatnio słabszy okres. Myślę, że rywalem Vive w finale może być właśnie jeden z tych trzech klubów.

* * *


Michał Szyba (ur. 1988) – zawodnik francuskiego Cesson. Wcześniej grał w Azotach Puławy (2004-2014), słoweńskim Gorenje Velenje (2014-16) oraz szwajcarskim Kadetten Schaffhausen (2016-2018). Z reprezentacją Polski zdobył brązowy medal MŚ 2015 w Katarze; uczestnik ME 2016 w Polsce oraz igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro (2016).

Czytaj więcej:
Karol Bielecki: odszedłem na swoich zasadach, gdy byłem na szczycie
Polska fabryka bramkarzy. Czekamy na nowego Szmala
Mariusz Jurasik, trener kadry juniorów: talent to za mało

Pierwszy bój o ME 2020. Polacy przygotowują się do meczu z Kosowem

najpopularniejsze

Grzegorz Krychowiak grał najwięcej przed meczami z Czechami i Portugalią. Dobre statystyki Polaków

Walka o igrzyska olimpijskie z Wilfredo Leonem? "Nie ma rezerwacji w kadrze"

Nowy cel Diego Simeone? "Pasja zawsze wygrywa"

Królowa królowej sportu – Irena Szewińska

Pierwsza Dama lekkoatletyki – reportaż o Irenie Szewińskiej