tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Piłka nożna nie była ważna". Traumatyczne dzieciństwo Miralema Pjanicia

Piłkarze z byłej Jugosławii słyną z twardych, mocnych charakterów. Nie bez powodu – region nawiedzony wojną ukształtował osobowość całego sportowego pokolenia. Należy do niego pomocnik Juventusu Miralem Pjanić, który w bardzo osobistym wywiadzie dla "The Guardian" opowiedział, jak wraz z rodziną był zmuszony do opuszczenia ojczystej Bośni i Hercegowiny.
Miralem Pjanić (fot. Getty Images)

Robert Lewandowski doceniony przez "Bilda". To była klasa światowa...

Tata Pjanicia Fahrudin zdawał sobie sprawę z tego, że idzie wojna. Jako zawodnik FK Drina Zvornik z trzeciej ligi jugosłowiańskiej podróżował po kraju, widząc, że napięcie wśród ludzi rośnie. Na początku lat dziewięćdziesiątych został ojcem, kiedy na świat przyszedł Miralem, wkrótce potem poczuł, że aby ratować rodzinę, musi salwować się ucieczką.

Potrzebował jednak zgody swego klubu. Drina Zvornik musiała go zwolnić i zapewnić dokumenty niezbędne do wyruszenia w podróż. Udał się do biur zespołu dwukrotnie i dwukrotnie został odesłany z kwitkiem. Wtedy do akcji wkroczyła jego żona i mama Miralema Fatima. Kobieta była zdesperowana, o ucieczkę z kraju postanowiła walczyć, trzymając maluszka w rękach.

Moja mama chciała, abyśmy wyjechali, ale klub nadal mówił "nie" – opowiadał Pjanić. – Wtedy zacząłem płakać. To zdenerwowało sekretarkę tak bardzo, że wreszcie powiedziała: "w porządku, pomogę wam tylko dla tego małego dziecka" – wyznał.

Andrea Barzagli, Miralem Pjanić i Wojciech Szczęsny (fot. Getty Images) W ten sposób dziś 28-letni już piłkarz wyjechał z rodziną do Luksemburga, gdzie mógł dorastać w spokoju, z dala od wojny i jej tragedii, która tysiące Bośniaków ze Zvornika zaprowadziła do grobu. Pjaniciowie znaleźli się jednak w zupełnie nowym świecie. – Rodzice wciąż byli młodzi. Mieli po 20 i 22 lata, gdy przyjechali do kraju, którego języka nie znali, mając ze sobą dwie, może trzy walizki – tłumaczył piłkarz Juventusu.

Zaczynali od zera, ale udało im się stworzyć kochają rodzinę, która wciąż jest razem po dwudziestu siedmiu latach życia w Luksemburgu. To wspaniała rzecz. Dziś żyje im się naprawdę dobrze. Mam świetnie dorastających brata i siostrę – mówił Pjanić. – Moi rodzice są dla mnie przykładem – podkreślał Bośniak.

Ojciec piłkarza nie zrobił takiej kariery jak syn, ale miał ku temu o wiele gorsze warunki. – Był pomocnikiem, podobnie jak ja, do tego dobrym. Gdy byłem starszy i zobaczyłem ja gra, zauważyłem, że naprawdę wie, jak to robić. Nie miał szansy, aby się rozwinąć i mieć świetną karierę jak ja – opowiadał Miralem.

Jego podstawowym celem było opuszczenie kraju, w którym jego rodzina znalazła się w niebezpieczeństwie – dodawał Pjanić. – Piłka nożna przestała być ważna – zaznaczył pomocnik. Futbol był za to ważny właśnie dla syna Fahrudina, którego we Włoszech przezwano "Pianistą" własnie z powodu tego jak gra. Bośniak dokładnie wie, w który "klawisz" na boisku uderzyć, aby "nie fałszować" i harmonicznie rozwijać grę Juventusu, aby to robić nie potrzebuje być jednak efektowny.

Nie jestem kimś, kto będzie robić dziesięć zwodów albo zagrywać piętą. Nie interesuje mnie to. Fascynuje mnie raczej prostota gry, która czyni ten sport tak pięknym – tłumaczył swoje podejście do futbolu Pjanić. – Najprostsze rzeczy są zarazem najtrudniejsze. Nie każdy jest w stanie je robić – podkreślał pomocnik.

Miałem szczęście móc oglądać z bliska takich piłkarzy jak Zinedine Zidane, Xavi Hernandez, Andres Iniesta czy Andrea Pirlo. Wszyscy robili małe rzeczy, które sprawiały, że ich drużyny grały dobrze, ale nie zawsze było to zauważalne – konkludował Bośniak.

podobne informacje

Leo Messi poza TOP 10 najskuteczniejszych wykonawców wolnych

Juve odrzuca 60 milionów. Real szuka dalej

Brakujące ogniwo Barcy. "Ktoś z naszym DNA"

Media: Real chce wydać 300 milionów na transfery