tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Natalia Murek: jak przegram z tatą, to zawieszam buty na kołku!

W Lidze Siatkówki Kobiet dominuje od kilku sezonów młodość. Zmiana pokoleń dotyczy również drużyny Volley Wrocław, nowego-starego klubu w stawce. Natalia Murek, mająca 19 lat reprezentantka Polski, ma być ważną postacią w tych rozgrywkach.
Natalia Murek z koleżankami z Impelu Wrocław (fot. PAP)

Łódź gospodarzem ME. Turniej rozszerzony i bez kombinacji

Maciej Piasecki, SPORT.TVP.PL: – Impel stanął latem na krawędzi. Teraz jest Volley. Decyzja o pozostaniu we Wrocławiu nie należała do najprostszych?
Natalia Murek: – To na pewno nie była łatwa decyzja. Byłam w kropce. Jestem na początku siatkarskiej drogi, dlatego potrzebowałam dobrej decyzji. Odpowiednio postawionego kroku, przemyślanego. Sytuacja, w jakiej znalazł się klub latem, nie pozwalała mi na podjęcie decyzji od razu. Zakładałam, że zostaję na kolejny sezon we Wrocławiu. Minęło jednak trochę czasu, zanim mogłam to zrealizować. Z biegiem czasu pojawiały się przecieki, że siatkówka żeńska we Wrocławiu dźwignie się i klub zostanie w ekstraklasie. To wystarczyło, żebym zrobiła to, co zakładałam.

– Długo trwała ta niepewność?
– Praktycznie cały mój sezon reprezentacyjny. Te informacje o problemach klubu pojawiły się podczas pierwszego zgrupowania kadry, kiedy dołączyłam do dziewczyn w Bydgoszczy i powtórzyła później, w Wałbrzychu. Jakby tego było mało, doszła jeszcze matura i czekałam na wyniki, które też były dla mnie istotne. To wszystko już na szczęście za mną. Cieszę się, że poukładało się w klubie i matura również zaliczona.

– Matura z wyróżnieniem?
– Raczej nie ma się czym chwalić. Jestem humanistką. Przedmioty o takim charakterze zdałam na dobrym poziomie. Problem pojawił się z matematyką. Tutaj skończyło się na wyniku, powiedzmy, na styku. Teraz czas na studia w Opolu. Wychodzę z założenia, że lepiej zacząć od razu po liceum, bo później można się do tego już nie zebrać. Akurat uczelnię opolską, wybrałam spontanicznie.

– Sprawiasz takie wrażenie. Spontaniczna, roztrzepana dziewczyna. Trafna ocena?
– Nie da się tego ukryć, taka jestem. Tym się różnię od rodziców. Oni dużo bardziej racjonalnie podchodzą do decyzji, które podejmują. Ja jestem mieszanką tej dwójki. Spontaniczna natura to "zasługa" mamy. Może to komuś wyda się mało roztropne, ale te decyzje ad hoc, były najlepszymi w moim życiu.

– A po kim masz wzrost?
– Chyba wyszła średnia wzrostu mamy i taty.

– 180 centymetrów to jak na siatkarkę, trochę mało. Nie masz kompleksów?
– Kiedyś miałam. Nie sądziłam, że można grać w siatkówkę na dobrym poziomie, mając tylko tyle wzrostu. Okazało się jednak, że to możliwe. Po prostu trzeba nauczyć się grać szybciej i korzystać z atutów, których nie mają wyższe. Siatkówka kombinacyjna to wersja gry, która odpowiada mi najbardziej. Już nie marzę o tym, żeby mieć 190 centymetrów wzrostu i największy zasięg w ataku w lidze.

Natalia Murek (fot. PAP)

– Z Wrocławia wyjechała Maria Stenzel. Tworzyłyście nierozłączny duet, na boisku i poza nim. Przyjaźń przetrwa tę rozłąkę?
– Marysia to moja bratnia, a właściwie, siostrzana dusza. Trzymałyśmy się blisko razem w poprzednim sezonie. Teraz jednak trzeba się odnaleźć w nowych realiach. Życzę Marysi, żeby poszło jej w Łodzi jak najlepiej. Skoro podjęła decyzję, że właśnie tam najlepiej się rozwinie, to trzymam kciuki. Przyznaję, że na początku, kiedy Marysia wyjechała z Wrocławia, bardzo odczuwałam jej brak. Nie znałam wielu dziewczyn z nowego składu, na szczęście teraz już lepiej. Liczę, że mimo odległości dzielącej Łódź od Wrocławia, pozostaniemy z Marysią w bliskim kontakcie, prawie jak do tej pory.

– Była szansa na transfer obu przyjaciółek?
– Była. Rozważałam ten kierunek dosyć długo. Trudno było się jednak zdecydować.

– Przyjaciółka pewnie optowała "za"?
– Trochę tak, ale nie było to decydujące. Wychodzę z założenia, że kiedy podejmuje się decyzje dotyczące kariery sportowej, to nie można patrzeć, w którym klubie masz więcej, a w którym mniej przyjaciółek czy koleżanek i czujesz się lepiej, bądź gorzej. Trzeba być trochę samolubem. Dlatego właśnie postawiłam na Wrocław i taki rozwój. Dodatkowo chciałam, żeby presja wyniku nie była tak duża, jak w zespołach z czołówki. Matura za mną, mogę się skupić głównie na siatkówce i chcę to jak najlepiej wykorzystać.

– Przed rokiem wspominałaś, że gra w barwach Impela Wrocław, to było jedno z marzeń dzieciństwa. Jak po pierwszym sezonie na Dolnym Śląsku wygląda to w praktyce?
– Jest lepiej niż myślałam. Nawet kiedy sytuacja klubu nie była zbyt dobra, nie było mowy, żeby siatkarkom mogło czegoś zabraknąć. To ważne w takich trudnych momentach. Od strony organizacyjnej wszystko jest poukładane. Współpraca ze sztabem jest czystą przyjemnością. Nie idziesz na trening, jak do pracy. Kochasz to co robisz i lubisz ludzi, z którymi współpracujesz.

– Zakochałaś się we Wrocławiu?
– Przyjechałam z małej Częstochowy, więc trudno chyba się temu dziwić? W rodzinnym mieście nie ma zbyt wielu atrakcji, tylko jedna linia tramwajowa… Pięknie jest właściwie tylko w jednej dzielnicy. Kocham jednak to miasto tak, jak teraz kocham Wrocław. Po prostu na Dolnym Śląsku są większe możliwości rozwoju. Wrocław podobał mi się od dawna. Pamiętam, że chciałam tu studiować, kiedy jeszcze nie miałam w planach gry w siatkówkę. Przyszłość widziałam tylko we Wrocławiu. To się spełniło.

– W Częstochowie gra jednak męski AZS, a w nim…
– Mój staruszek na przyjęciu.

Natalia Murek (fot. PAP)

– Na szczęście nie na gitarze. Podziwiasz, że nadal chce być czynnym siatkarzem?
– Tata był, jest i będzie autorytetem. Teraz już nie imponują mi tak jego umiejętności. Bardziej doceniam to, jak podchodzi do grania w Częstochowie. Choć ma już swoje lata, to nadal jest ważny dla drużyny i profesjonalistą w każdym calu. Jest najstarszy, ale przychodzi wcześniej, odpowiednio się przygotowuje… Pokazuje innym, jak ważne jest dla niego granie w lidze. Chce swoim podejściem zarazić innych, dużo młodszych. To dla mnie jest teraz najważniejsze. Oczywiście, tata nadal jest dobrym siatkarzem, ale ważniejsze jest to, jakim jest człowiekiem. Człowiekiem z pasją, która pozwala mu dalej grać i czerpać z siatkówki radość.

– Gracie w tym sezonie na tej samej pozycji. Rodzinna rywalizacja?
– Trafiłeś. Myślę, że mogę zdradzić, że to takie nasze wyzwanie: kto zdobędzie więcej punktów w lidze. Żartujemy, że jak tata zdobędzie więcej ode mnie, to ja zawieszam buty na kołku. Trochę byłaby siara, przegrać z mającym 41 lat siatkarzem. A tak na marginesie, lubimy stawiać sobie takie wyzwania.

– Jaki będzie największy atut drużyny Volley Wrocław?
– Mamy zespół silny mentalnie.

– Czyli?
– Prosty przykład. Przyjechałyśmy na turniej i na powitanie dostałyśmy w łeb od pierwszoligowca z Dąbrowy Górniczej. Po takiej porażce powinnyśmy być zdołowane. Machnęłyśmy jednak ręką i dwa kolejne mecze wygrałyśmy. Trafiają się też sety, gdzie rywalki mają 7-8 punktów przewagi. Potrafimy doprowadzić do remisu, często zdarza nam się nawet zmienić losy partii. Po prostu nie ma w zespole paniki, kiedy coś nie idzie po naszej myśli. Wiemy, że za chwilę jest kolejna akcja i trzeba się uspokoić, żeby dobrze zrobić to, co sobie założyłyśmy przed meczem.

– Brzmi to niewiarygodnie dla kogoś, kto często ogląda żeńską siatkówkę. Nie sądzisz?
– Tak to wygląda w naszym zespole. Żadna z nas nie wywiera na koleżankach dodatkowej presji. Motywujemy się tylko pozytywnie. Nie ma w zespole toksycznych sytuacji. To jest odpowiedź na pytanie, co jest naszym największym atutem. Trzymamy się razem i robimy swoje.

– Liga Siatkówki Kobiet jednak nie podąża w dobrą stronę. Wycofanie Muszynianki, problemy we Wrocławiu, jak wy patrzycie na taką rzeczywistość?
– Szkoda, że to tak wygląda. Dzisiaj jesteś wśród najlepszych, wygrywasz ligę, a za chwilę może być odwrotnie. Ja się tym nie martwię. Nie chcę zastanawiać się, co będzie za rok, czy za dwa lata. Nie mamy na to żadnego wpływu. My możemy jedynie grać w siatkówkę i cieszyć kibiców. Reszta jest od nas niezależna. To co dobre, i tak przetrwa. A jeśli coś się ma rozpaść, tak po prostu będzie, prędzej czy później.

Natalia Murek (fot. PAP)

– Masz jakiekolwiek zmartwienia?
– Rozumiem, skąd to pytanie. Faktycznie, mam pozytywne nastawienie, ale uwierz, martwię się wieloma sprawami. Również tymi sportowymi. Przejmuję się formą, martwię dyspozycją, nie wiem jak będzie wyglądać z tygodnia na tydzień. Chciałbym, żeby była jak najlepsza. Wierzę, że takie myślenie mnie nie zgubi. Reszta zmartwień jest raczej banalna. Żeby wszyscy bliscy byli w pełni sił, a w moim zespole nie było kontuzji. Obawiam się o zdrowie taty, który ma jednak te 41 lat. Ale faktycznie, większych zmartwień nie mam. Taka natura.

– Myślisz o reprezentacji? Zbierasz coraz więcej doświadczeń wśród seniorek, w zespole trenera Jacka Nawrockiego.
– Staram się oddzielać sezon kadrowy od ligowego. To dwa różne światy. Cieszę się, że miałam okazję poczuć smak grania w seniorskiej reprezentacji Polski. Jestem też brana pod uwagę na przyszły sezon. Trzeba grać solidnie w klubie, żeby myśleć o reprezentacji.

– Selekcjoner dzwoni w trakcie sezonu ligowego?
– Odzywa się. Zarówno do tych dziewczyn, które już były w kadrze, jak i nowego zaciągu, mającego dopiero przed sobą występy reprezentacyjne. To miłe. Trener interesuje się naszym stanem zdrowia, sytuacją w klubie, interesuje się naszym losem. Jak przystało na dobrego selekcjonera.

– Kto będzie mistrzem LSK?
– Podejrzewam, że szykują się zmiany w czołówce Ligi Siatkówki Kobiet. Niejeden zespół może zaskoczyć kibiców na plus, podobnie na minus. Drużyna z Rzeszowa jest bardzo mocna "na papierze". Zawodniczki zagraniczne tej drużyny, to światowa elita. Cieszę się na możliwość rywalizacji z nimi w ligowej walce. To dla mnie dobra okazja do nauki i wzbogacania warsztatu. Trudno jest jednak ocenić poziom ligi przed startem. Po pierwszej rundzie może będzie wiadomo, kto rozda karty w LSK. Przed początkiem rozgrywek nie wiem, czego się spodziewać. Nie ma murowanych faworytek, nie wiadomo komu zagrozi spadek.

– Czy podczas przygotowań macie czas na myślenie o rywalkach?
– Skupiamy się głównie na sobie. Na początku nie znamy się przecież, więc to jest czas na wyrobienie automatyzmów w grze. Kiedy przychodzi ostatni tydzień przed meczem ligowym, to wtedy mamy analizy i poznajemy najbliższego rywala. Oczywiście nie jest tak, że nie znamy transferów letnich i nie wiemy, co i u kogo słychać. Wszystkie to interesuje. Jesteśmy kobietami i uwielbiamy plotki.

– Natalia Murek ma słabość do śpiewania. Potwierdzasz krążące plotki?
– O Boże! Tak, obiecałam dziewczynom, że jak skończy się sezon i będzie casting do The Voice of Poland, to wtedy świat pozna się na moim talencie.

–Taśma amatorska, czy profesjonalna?
– Chodziłam trzy lata do szkoły muzycznej, gdzie uczyłam się śpiewu. Tata twierdzi jednak, że powinnam coś zrobić dla muzyki i nie śpiewać. Uważam, że jemu jest po prostu żal, że tak nie potrafi! Coś tam umiem. Swoje możliwości sprawdzę przy okazji castingu. Jestem w końcu spontaniczna, pozytywna, czemu mam nie spróbować? Historię już mam gotową, a jak nie wyjdzie, to wezmę jurorów na litość.

Radość ekspertów po złocie Polaków. "Teraz nawet rolnik nie szuka żony"
Witold Roman: nowy system daje nam mniej szans na igrzyska
Michał Kubiak: naszym marzeniem jest medal olimpijski
Mistrzowie świata w siatkówce docenieni. Milionowe nagrody od ministra Bańki
Bohater ze złotem. Śliwka przywitany w rodzinnej miejscowości

najpopularniejsze

Ostatnie szlify gwiazd. Nadal, Djoković i Federer trenują przed Australian Open

Ireneusz Mazur skomentował losowanie Polaków przed mistrzostwami Europy w 2019 roku

Maciej Stolarczyk: Kuba Błaszczykowski dał nam nowe tchnienie

Paweł Zagumny kandydatem na prezesa Polskiej Ligi Siatkówki

Paweł Brożek: jestem optymistą, ale usłyszeliśmy już sporo obietnic