tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kogo dzieli piłka? "On, Strejlau" (recenzja)

"On, Strejlau" to tytuł, który odwołuje się do autobiografii "Ja, Ibra". I poziomem dorównuje fantastycznej przewrotce Szweda z 25 metrów w meczu z Anglią.
fot. TVP

Zazwyczaj wywiad-rzeka ma jednego głównego bohatera, ale „On, Strejlau” bohaterów ma aż czterech.

Bohater pierwszy: on

Z książki napisanej z Jerzym Chromikiem rysuje się obraz człowieka po przejściach. Oddał futbolowi całe życie, w rewanżu dostał niewiele.

Cierpiała rodzina, ryzykował dobrym imieniem, wielokrotnie był oszukiwany – przez piłkarzy, działaczy, a nawet najbardziej zaufanych współpracowników, kiedy podjął się szaleńczej akcji czyszczenia środowiska sędziowskiego po aferze korupcyjnej.

Futbol nie dał mu wielu trofeów. Największy sukces osiągnął jako asystent Kazimierza Górskiego w 1974 roku. Prowadzona samodzielnie reprezentacja grywała nieźle, ale nie awansowała na mistrzostwa świata.

I Strejlau ma z tym ewidentnie problem. Nie chce się tłumaczyć. Od pytania o błędy, które popełnił w pracy selekcjonera, ucieka: "Nie mamy tyle czasu, bo wydawca już dawno stracił cierpliwość". Szkoda, bo w świadomości kibiców pozostaje tylko "dobrym trenerem, bez sukcesów".

W samym środowisku cieszy się jednak szacunkiem. Piłkarze wspominają go jako "uczciwego" i tego z asystentów, którego Górski szanował bardziej. Media z kolei nie mogą bez niego żyć. Jest świetnym komentatorem i zapraszanym do prawie wszystkich stacji telewizyjnych ekspertem ("Dokąd jedziemy? Nie ma znaczenia, wszędzie mnie potrzebują"). W książce jest anegdota jak komentował dwa mecze Ligi Europejskiej jednego dnia. Pierwszy w Eurosporcie, drugi w TVP Sport – problemem jednak było to, że między końcem jednego, a początkiem drugiego było dziesięć minut... Zdążył.

Ale (na szczęście) to nie książka o piłce: mamy Strejlaua warszawiaka, który oszczędza każdy grosz, ale tak naprawdę ma poważne problemy z liczeniem kasy. Zwolennika telezakupów przepłacającego za garnki na podejrzanej prezentacji. Krewnego Jacka Kaczmarskiego obracającego się wśród celebrytów. Mamy człowieka, który nigdy się o nic nie stara, ale to o niego się starają. To on dostaje propozycje, to do niego wysyłają kartki świąteczne... Ale też refleksyjnego, przyznającego, że z Bogiem się sobie za bardzo nie narzucają...

I mamy wreszcie takiego, który potrafi się śmiać, chociaż "z siebie w ostatniej kolejności".

Bohaterka druga: pani Maria

Jest takie zdjęcie: Andrzej Strejlau siedzi z żoną na kanapie, dzieli ich piłka. Podróżował po całym świecie, ale w niewiele miejsc zabierał rodzinę. A to właśnie żona, o której mówi Maryśka, jest cichym bohaterem opowieści trenera.

Pani Strejlau to kobieta, która zajmowała się domem, gotowała, wychowywała synów. A pan Strejlau to bawidamek, który dobrze czuje się w towarzystwie pięknych kobiet, ale nade wszystko kocha się w jednej o inicjałach PN.

Na odpowiedź o wybór żony odpowiada: "Była bardzo ładna, młoda i chciała mnie poznać. To wystarczyło, żebym chciał się nią zaopiekować". Z wyjazdów zagranicznych prezentów nie przywoził. Powód? Brak pieniędzy i czasu. Strejlau zawsze bez reszty poświęcał się pracy.

"Piłka zawsze była na pierwszym miejscu, rodzina, niestety, zawsze na drugim" - przyznaje jednak w chwilach refleksji.

Bohater trzeci: drugi zgryźliwy tetryk

Rywalizacja między asystentami Górskiego sięga czasów wspólnej pracy w kadrze. Już wtedy prześcigali się w podsuwaniu trenerowi stulecia nowatorskich pomysłów. Ta rywalizacja nie zawsze jednak była tak zacięta. W końcu w 1977 roku selekcjoner Jacek Gmoch zwrócił się do Strejlaua o pomoc.

Ale już w latach osiemdziesiątych, gdy jako trenerzy spotkali się w lidze greckiej, walka rozgorzała na dobre. Wyczulony na sprzedawanie meczów Strejlau ma żal do Gmocha, że ich rywalizacja rozstrzygała się poza boiskiem.

Długo wydaje się jednak, że ważny temat książki, czyli geneza konfliktu z „Najlepszym trenerem świata” zostanie potraktowana po macoszemu. Nic z tego, Chromik na to nie pozwala, czeka do końca. I wtedy zaczyna się opowieść o Liście Wildsteina i jej konsekwencjach...

Bohater czwarty: drugi on

Jerzy Chromik. Idę o zakład, że nie ma drugiej osoby, która byłaby w stanie porozmawiać ze Strejlauem równie szczerze. Panowie znają się jak bracia od dziesięcioleci. To dzięki temu w książce bywa i smutno, i śmiesznie.

Jerzy może pozwolić sobie na więcej niż przypadkowy, narzucony przez wydawnictwo ghostwriter. A forma wywiadu powoduje, że sam jest jego ważną częścią.

Nie bawi się w ceregiele. "Gdy prowadziłeś drużynę narodową, przezywano cię też E.T., bo od 40. roku życia jesteś pomarszczony jak pergamin po wypakowaniu drugiego śniadania" albo pyta czy za miejsca w środku tabeli w Grecji i Polsce wysłano Strejlaua do Państwa Środka... Żartuje z przypisywanego sobie przez trenera Superpucharu z Legią.

To Jerzy Chromik namówił trenera na założenie konta na Twitterze. Sam się zresztą w nim (w TT, nie w AS) kocha z wzajemnością, co – niestety – wychodzi w książce w słabszym, wypełnionym tweetami, rozdziale.

W pozostałych autor wywiadu reguluje tempo. Sam zdradza wiele niewygodnych faktów, ale nie dopuszcza do tego, byśmy dowiedzieli się szalenie ważnego "kto komu podał diagonalnie w 83. minucie". Daje się wyszaleć Strejlauowi w rozdziale, w którym były selekcjoner m.in. opowiada kto z dzisiejszych trenerów robi na nim największe wrażenie (zdziwicie się). Razem napisali książkę, którą czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Dlatego spieszmy się czytać Chromika i Strejlaua, bo za rzadko piszą (szczególnie ten pierwszy!).

Książka, która „ma ADHD jak jej bohater” z wymienionym biodrem, będzie dostępna przez miesiąc tylko w księgarniach sieci Empik od środy, 14 listopada.

Ocena: 9/10

Piotr Michałowski

"4-4-2". Premiera "On, Strejlau" coraz bliżej. Trener opowiada o swojej książce