tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"On, Strejlau". Fragmenty autobiografii

– Kazio wziął pięć rad moich, pięć Jacka, a drużynie dał piętnaście. Nigdy nie podważyłem zasług Górskiego – w taki sposób o współpracy z Kazimierzem Górskim opowiedział Andrzej Strejlau w swojej autobiografii.
(fot. WSQN)

Kogo dzieli piłka? "On, Strejlau" (recenzja)

Nagród za dobrą pracę z młodzieżówką było sporo…
Niemcy zaproponowali, by moja młodzieżówka była sparingpartnerem dorosłej reprezentacji NRF. Było to przed finałami mistrzostw świata 1974 roku. W rozmowach nie kryli nawet, iż nie wierzą w przyjazd naszej dorosłej reprezentacji na Weltmeisterschaft. Po spotkaniu dostałem od honorowego prezesa niemieckiej federacji tysiąc marek. To była premia za zwycięstwo i zaprezentowany przez młodzieżówkę poziom gry. Pieniądze otrzymała cała drużyna, a stosowne pokwitowanie oczywiście przekazałem do PZPN. Gdyby Gmoch pytał, to mam kopię.

To wtedy zgodziłeś się na wywiad dla Radia Wolna Europa?
Pamiętam, że kierownictwo ekipy, widząc mnie przed mikrofonem RWE, machało rękoma, żebym nic nie mówił. To mogło mnie kosztować posadę i wilczy bilet na resztę życia. Musiałem się z tego gęsto tłumaczyć w kraju. Nie rozumiałem tych oskarżeń o sprzeniewierzenie się ludowej ojczyźnie. Przecież mówiłem o dobrej pracy i sukcesach naszej piłki. Nie interesowało mnie, dla jakiej stacji ten wywiad…

Naiwność czy odwaga?
To i to.

O Wembley trochę poproszę.
Byłem tam, ale ze swoją reprezentacją młodzieżową.

A Jacek?
Słyszałem od dziennikarzy, że podziękował za współpracę z Kaziem jeszcze przed meczem. Nie wiem, w jakich okolicznościach i czy tak w ogóle się stało. Nie było mnie przy tym.

Nie wierzył w sukces?
Może nie chciał być kojarzony z wysoką porażką. Są ludzie sukcesu, którzy źle czują się w towarzystwie przegranych.

Jakaś anegdota z szatni Górskiego?
Kazio był podobno trochę zdenerwowany i zaczął odprawę tak:
– Jak już wyjdziecie na ten Wimbledon, to…
A Robert Gadocha:
– Chyba Wembley, trenerze…
– Kolego, co za różnica. I to trawa, i to trawa.

Robiłem kiedyś dla "Sportowca" cykl wywiadów z panem Kazimierzem – "Kalendarze Górskiego". Przeczytałem je po latach, żeby odnaleźć rozmaite smaczki. W Chorzowie przy okazji meczu z Anglią w 1973 roku pan Kazimierz zauważył kibica intruza i krzyknął w stronę ławki: "Jacek, bierz go!".
Gmoch rzeczywiście obezwładnił wtedy gościa, ale nie czuł się chyba zbyt pewnie, gdy zobaczył tego samego „kibica” za siatką na Wembley.

To nie był chyba powód rezygnacji Jacka z pracy w sztabie kadry?
Mówiłem o tym przed chwilą. Nie ulega wątpliwości, że nikt przy zdrowych zmysłach nie obstawiłby wtedy remisu 1:1. Nawet Gmoch.

Jan Tomaszewski tak mówi o twoich relacjach z Jackiem: Gmoch i Strejlau rywalizowali ze sobą. Pan Kazimierz dostawał od jednego 50 informacji, od drugiego 50 informacji. Przetwarzał to jak komputer i stwierdzał: "Wydaje mi się, że będziemy grali trzeci wariant". To zdawało egzamin?
Umówmy się, że prawdziwe jest tylko ostatnie zdanie.

Słyszałem też od "Tomka", że nie było konfliktu Strejlaua z Gmochem, a był pomiędzy panem Kazimierzem a Jackiem.
No ale o wszystkim decydował Kazio, a nie Gmoch.

Jacek chciał pokazać, że Górski tylko dzięki niemu i jego bankowi informacji osiągnął to, co osiągnął. Utrzymywał, że jest najważniejszy w tej trójce?
Niepotrzebnie. Kazio wziął pięć rad moich, pięć Jacka, a drużynie dał piętnaście. Nigdy nie podważyłem zasług Górskiego. Wyznawałem zasadę "Co cesarskie, oddaj cesarzowi". 

Dlatego dziś nikt nie ma do ciebie pretensji. O nic. Może tylko o to, że za mało piłeś i mówiłeś to, co myślałeś.
Wychodziłem z założenia, tak samo jak pan Kazimierz, że w piłce nożnej nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Ale są pewne standardy, których trzeba przestrzegać, bo inaczej spada się z podium bardzo szybko.

Skąd brały się na początku wasze nieporozumienia?
Stąd, że Jacek zaczął mówić, że jego rola była najważniejsza. Najważniejszy to był jednak Pan Kazimierz. Piłkarze to wiedzieli. Gmoch rzucił czasami: "A co tam Strejlau, ja tu jestem najważniejszy". To było niepotrzebne.

W rodzinie też czasami coś komuś się nie podoba…
Kazio mawiał: "Jak się komuś nie podoba, to się nie będzie podobało. I koniec. Ja tu decyduję!".

Tworzyliście rodzinę, z kłótniami, ale rodzinę. Głową był pan Kazimierz.
Dopóki żył, to tak było…

Fragment pochodzi z książki Andrzeja Strejlaua i Jerzego Chromika "On, Strejlau", która nakładem Wydawnictwa SQN ukazała się 14 listopada pod patronatem TVP Sport.

podobne informacje

Andrzej Strejlau w roli... nawigacji samochodowej. Podróż z legendarnym trenerem [WIDEO]

Brutalny faul Ruedigera. "Pocałunek śmierci"

(Nie)bezpieczne przewagi. "Nie możemy tak grać"

Dariusz Adamczuk: przed meczem z Anglią strajkowaliśmy