tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

ME 2018 piłkarek ręcznych. Monika Stachowska: na mistrzostwach Europy nie ma miejsca na porażki [WYWIAD]

W piątek polskie szczypiornistki rozegrają pierwszy mecz na mistrzostwach Europy we Francji. Już nie z perspektywy boiska czy trybun, a komentatorki TVP Sport będzie je śledzić Monika Stachowska. Dwukrotna półfinalistka mistrzostw świata przewiduje, że przed nami wyjątkowo interesujący turniej. Także dla reprezentacji Polski. Wszystkie mecze turnieju w TVP Sport, na SPORT.TVP.PL i w aplikacji mobilnej.
Monika Stachowska (L, fot. TVP Sport), Karolina Kudłacz-Gloc (P, góra, fot. Getty) i reprezentacja Polski (P, dół, fot. Getty)

Wszystkie mecze ME kobiet w TVP Sport, SPORT.TVP.PL i aplikacji. Zobacz plan transmisji!

Maciej Wojs, SPORT.TVP.PL: – Jedno zwycięstwo i dwie porażki – to bilans ostatni testów polskich szczypiornistek przed mistrzostwami Europy. Jak twoim zdaniem należy ocenić te wyniki i czy... w ogóle warto je oceniać?
Monika Stachowska: – Jako była zawodniczka podchodzę do tego trochę inaczej niż kibice. Uważam, że nie można oceniać i skreślać naszej reprezentacji przez pryzmat spotkania z Hiszpankami. Dzień później dziewczyny zagrały bardzo poprawne zawody z Brazylijkami, które... kolejnego dnia zremisowały z Hiszpankami. Martwi mnie natomiast końcówka meczu z Niemkami, bo takie momenty pokazują siłę zespołu i decydują o tym, czy wychodzisz z grupy. Mistrzostwa Europy to najbardziej wymagający turniej piłki ręcznej. Ale ogólnie nie skupiałabym się na wynikach turniejów towarzyskich.

– Dlaczego?
– Rok temu Polki wygrały tuż przed mistrzostwami świata w Niemczech turniej o Puchar Karpat. Tam pokonały Brazylijki i Rumunki, silne zespoły, co było dla mnie zaskoczeniem. Wiemy jednak jak później potoczyły się ich losy...

– Nie wyszły z grupy.
– Dlatego na te ostatnie mecze patrzę w inny sposób. Uważam, że warto zobaczyć czego brakowało w naszej grze w poszczególnych okresach meczu. Kiedy przychodziły kryzysowe momenty? Osoba, która jest na boisku czuje to, jest w stanie ocenić czy ten moment już był i co może w danym momencie zrobić, by go przerwać. Te detale decydują o tym, kto gra o najwyższe cele. W tym momencie, patrząc tylko na wyniki poszczególnych drużyn, nie byłabym w stanie powiedzieć kto będzie liczył się na mistrzostwach. Wymienię tylko trzy: Norwegia, Rosja i Francja. Obstawiam nimi podium.

Piłka ręczna, turniej kobiet w Alicante: Hiszpania – Polska [SKRÓT]
Piłka ręczna, turniej kobiet w Alicante: Polska – Brazylia [SKRÓT]
Piłka ręczna, turniej kobiet w Alicante: Niemcy – Polska [SKRÓT]
Ewa Urtnowska: zawaliłyśmy tę końcówkę, ale ta lekcja była nam potrzebna

– Wspomniane Rosjanki w niedzielę pokonały Serbki, czyli pierwsze rywalki Polek na mistrzostwach, a dzień wcześniej przegrały... z drugą reprezentacją Rumunii. Wniosek jest jeden: prawdziwe granie zacznie się dopiero we Francji.
– Dokładnie. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię, która często jest pomijana. To, jak rotował składem dany trener, można zobaczyć, patrząc na to ile dana zawodniczka spędziła czasu na boisku. Nie wiemy jednak jakie miała założenia taktyczne, co trener chciał osiągnąć i sprawdzić. Jasne, każdy chce wygrywać, nawet te sparingi, ale nie zawsze jest to najważniejsze.

– Zwycięstwa w takich meczach budują morale, co pokazał wspomniany przez Ciebie zeszłoroczny Puchar Karpat, po którym Polki z rozpędu pokonały też Szwedki.
– Oczywiście. Oglądając towarzyskie mecze tuż przed mistrzostwami kibice czy my, dziennikarze, nie mamy pojęcia czy trener chciał sprawdzić określony wariant obrony albo wariant z konkretną zawodniczką. Nie wiemy czy sprawdza dane ustawienie personalne, bo waha się jak ustawić obronę lub nie wie czy dwie zawodniczki będą ze sobą dobrze współpracować. To są niuanse, do których nie mamy dostępu. Wiemy natomiast co innego – my, kobiety, jesteśmy zmienne. Poza tym sport – coraz częściej też w męskim wydaniu – jest bardziej wyrównany i trudno przewidzieć, co się wydarzy. Weź choćby finał Ligi Mistrzów z udziałem VIVE albo pamiętny mecz Polaków ze Szwedami, gdzie do przerwy rywale prowadzili 11 golami, a skończyło się remisem. W tym wszystkim pozostanę przy tej trójce głównych faworytów: Norweżki, Rosjanki i Francuzki. A reszta? Nie do przewidzenia.

Formuła mistrzostw Europy nie pozwala na porażki. Jeśli przegrasz, to albo jedziesz do domu, albo w drugiej rundzie grasz bez punktów. I nie ma ich gdzie nadrobić Monika Stachowska

– Czyli o przebieg meczu z Serbkami nie warto pytać...
– Będzie bardzo trudno. Myślałam, że Serbki będą nieco słabszym zespołem w naszej grupie; że tak naprawdę tylko Andrea Lekić i Dragana Cvijić będą ustalać wynik. Martwiące – z naszego punktu widzenia – jest to, że tej drużynie nie liderują już tylko te dwie zawodniczki. Tam każda piłkarka rzuca i ma spory wkład w grę zespołu.

– Po Serbkach spodziewać możemy się też twardej gry w obronie.
– Serbki, ale też Szwedki i Dunki, doskonale wiedzą w jaki sposób zdobywamy bramki. Popatrzmy na turniej w Hiszpanii: głównie zdobywaliśmy gole po akcjach 1 na 1 lub po przypadkowych sytuacjach. Brazylijki dla przykładu grały bardzo destrukcyjnie, wyskakiwały do nas, a nam to pasowało, bo zmuszało nas do większego ruchu. One były wyżej, my mogliśmy grać 1 na 1, a to lubimy i w tym jesteśmy dobrzy. Natomiast Serbki i pozostałe zespoły z naszej grupy staną przeciwko nam na siódmym metrze i powiedzą: "proszę bardzo, rzucajcie z drugiej linii. Wiemy jak rzucacie, nie jest to wasz atut". Obawiam się tego. Mamy w składzie "rzutki": Olkę Zych, Monię Kobylińską, Kinię Achruk i Sylwię Lisewską, która uwielbia rzucać z 10 metrów. Tyle, że rywalki będą czekać, by w ostatnim momencie wybić je z rytmu. Będąc całkowicie szczerą, trudno mi o jakieś przewidywania. Mam przeczucie, że gdybym obstawiała mecze w zakładach bukmacherskich, przegrałabym dużo pieniędzy.

Leszek Krowicki: mistrzostwa Europy pokażą, w którym miejscu jesteśmy

– Europejska czołówka dawno nie była chyba aż tak wyrównana. Do tej trójki, którą wymieniałaś, dodałbym jeszcze Holenderki, a reszta drużyn – od Szwedek po Węgierki – tu każdy może wygrać z każdym. Dyspozycja dnia będzie miała ogromne znaczenie.
– Tak i to jest niezwykłe, bo na mistrzostwach Europy nie ma drugiej szansy. Na mistrzostwach świata możesz przegrać kilka meczów i osiągnąć sukces. Popatrz na poprzednie turnieje w naszym wykonaniu: przegrywałyśmy spotkania w grupie z zespołami, które zaraz odpadały, a my rozkręcałyśmy się z każdym spotkaniem. Formuła mistrzostw Europy nie pozwala natomiast na coś takiego. Jeśli przegrasz, to albo jedziesz do domu, albo w drugiej rundzie zaczynasz grę bez punktów. I nie ma ich gdzie nadrobić. Patrząc z perspektywy kibica – to znakomicie! Emocje w każdym meczu gwarantowane. Niby będą faworyci, ale tak naprawdę wszystko może się zdarzyć.

– Mówisz, że na mistrzostwach Europy nie ma miejsca na poprawkę. Nie masz obaw, że po ewentualnym niepowodzeniu w meczu z Serbkami, o awans może być już niezwykle trudno? Zwłaszcza pod względem psychologicznym.
– Trochę podywaguję: jeśli mamy zawodniczkę, która na mistrzostwach 10 razy brała udział w meczu o "życie" i dwa razy przegrała – to i tak odniosła osiem zwycięstw. Jeśli jednak brała udział w czterech lub pięciu meczach i doznała dwóch porażek – to nie wygląda już tak dobrze. Doświadczenie z takich spotkań to coś, co kształtuje poziom odporności na stres. Jeśli chodzi o duże imprezy, nasza drużyna nie ma dużego doświadczenia. Po prostu – zawodniczki, które grają w polskiej lidze nie spotykają się na co dzień z takim poziomem. Tę różnicę idealnie oddała Ada Płaczek, która powiedziała, że po wyjeździe do Francji "zderzyła się ze ścianą". Kłaniam się jej nisko za te słowa i za to, że tak jak się zderzyła, tak szybko się podniosła. Teraz pokazuje, że jest jedną z czołowych bramkarek ligi francuskiej.

– Bramkarski duet Adrianna Płaczek – Weronika Gawlik będzie naszym atutem?
– Tak, to nasza mocna strona. Bramkę mamy bardzo dobrą, tylko... Jeśli nie będziemy skutecznie grać w ataku, nic nam z dobrych bramkarek, bo zostaną "zabite" kontrami. Musimy skupić się na tym, by nie popełniać wielu błędów technicznych. Patrząc na weekendowe mecze, niezależnie od tego jaki był ich wynik, przytrafiało się nam za dużo prostych błędów.

– Z czego to wynika? Braki w wyszkoleniu czy kwestia zmęczenia cięższymi treningami przed mistrzostwami?
– Nie, nie czegoś takiego jak zbyt mocne treningi. Nawiąże do tego, co powiedziałam wcześniej: poziom ligi. Mogę powiedzieć na swoim przykładzie, że gdy wyjechałam do Francji, a później zaczęłam grać w kadrze, to widać było potężną różnicę. Dla przykładu: już wtedy, jako kołowa, nie byłam w stanie złapać pewnych podań, dlatego nie grałam w kadrze w ataku. Byłam za słaba, a na naukę tego było za późno. Poziom ligi, poziom treningu – to niesłychanie ważne.

Mistrzostwa Europy 2018 kobiet w piłce ręcznej w Telewizji Polskiej! [WIDEO]

– Tytanem treningów jest Karolina Kudłacz-Gloc, która początkowe dwa miesiące sezonu straciła przez uraz uda i do gry wróciła dopiero trzy tygodnie temu. Można było mieć delikatne obawy czy nie będzie brakować jej meczowego rytmu, ale w Alicante grała na wysokim poziomie.
– Przy potwornym stopniu wyeksploatowania Karoliny i – nie chcę jej tego wypominać, zawsze będzie młodsza ode mnie – ale też wieku, każda pauza, krótki czas przerwy czy odpoczynek działają tylko i wyłącznie na korzyść. Zresztą Karolina to nie jest osoba, która kiedykolwiek wypadnie z rytmu. Jak nie jest w stanie ruszać prawą nogą, to podwójnie rusza lewą, by nadrobić pracę tej drugiej. Każde pięć minut, które dostanie na złapanie oddechu, będzie bardzo cenne. Proszę mi jednak wierzyć, że choć jest to mocna zawodniczka – doświadczona, bardzo dobra piłkarka – to ma też swoje limity i granice psychiczne. Jeśli ciało odmawia posłuszeństwa, to głowa podąża za nim.

– Mimo że mówimy o pani psycholog.
– A szewc bez butów chodzi. Nie ma robotów, nie ma nadludzi. Jej ten odpoczynek wyszedł na dobre. Życzę jej, żeby wróciła na święta do domu i rodziny w dobrej formie.

– Mamy kim zastąpić Kudłacz-Gloc? Nie masz obaw, że na niektórych pozycjach kadrze brakuje płynnego przejścia między pierwszą siódemką a zmienniczkami?
– To jest nasza bolączka od dłuższego czasu, bo do któregoś momentu meczu czy turnieju można grać w dziewięć osób, ale ci ludzie przecież się męczą. "Nie ma nadludzi" – powiedziałam przed chwilą. Jest to problem, ale staram się nie martwić i nie wybiegać w przód. Po prostu będę oglądać, a dokładniej komentować mecze i mam nadzieję, że nie wrócimy do tematu o za krótkim składzie...

"Szczypiornistki" (odc. 2) – "Drużyna"

– W takim razie przejdźmy do tematu twojej nowej roli. Jak czujesz się jako komentatorka?
– Oj, byłam zestresowana debiutem, co była chyba zresztą słychać. Po piątkowym meczu nie byłam z siebie zadowolona. Fakt, przyjechałam do Warszawy po pracy – bo jestem byłą piłkarką ręczną, a nie byłym piłkarzem nożnym, więc jak każdy muszę pracować – w dodatku miałam stłuczkę i jeszcze pojawiły się emocje, że robię coś po raz pierwszy... W sobotę było już lepiej i mam nadzieję, że tak też będzie przy okazji kolejnych meczów. Poza tym – z Jackiem Laskowskim nie ma opcji, by nie było dobrze.

– Nie byłaś zadowolona, czyli była analiza występu.
– Oczywiście! Iwona Niedźwiedź, czyli moja koleżanka z boiska, pracująca zresztą w konkurencyjnej stacji, znana z mocnej, dobitnej, ale konstruktywnej krytyki, przeszkoliła mnie i wiem już czego unikać. No i muszę hamować emocje... Nie jestem już zawodniczką na boisku, ale nie ukrywam, że przeżywam mecze, a próbując się hamować, jestem bardziej wycofana. Obawiam się, że we Francji emocje mogą mnie ponieść, tym bardziej, że nie będę siedzieć już w studiu, a komentować z hali, bardzo blisko parkietu. Mój komentarz może być zdecydowanie bardziej emocjonalny, tym bardziej, że lubię wstać, a w "dziupli" nie mogłam tego zrobić, bo... miałam zbyt krótki kabel i bym go wyrwała.

***

Monika Stachowska – była piłkarka ręczna i reprezentantka Polski. Grała na pozycji kołowej. Z kadrą dwukrotnie dotarła do półfinału mistrzostw świata (w 2013 i 2015 roku). Mistrzyni kraju z AZS AWFiS Gdańsk i mistrzyni Francji z Arvor 29-Pays de Brest (obecnie Brest Bretagne HB). Grała dla klubów z Gdańska, Gdyni, Brestu i Szczecina. W marcu 2017 zakończyła karierę, od ponad roku współpracuje z TVP Sport jako ekspert i komentator piłki ręcznej.

***

Czytaj więcej:
Leszek Krowicki: na mistrzostwach możemy zrobić sympatyczny "kawał" [WYWIAD]
Poświęcenie Karoliny Kudłacz-Gloc dla kadry. "Zerwałam mięsień, chciano mnie operować..."
Turniej w Alicante: beznadziejna końcówka. Polki przegrały na własne życzenie

najpopularniejsze

Skoki w Willingen: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła i...? Kto czwarty w kadrze Stefana Horngachera? [GŁOSOWANIE]

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Linette gra lepiej, gdy nie jest faworytką

"Okiem redakcji". Gra Polaków pod lupą

Short track, PŚ w Dreźnie. Natalia Maliszewska trzecia w finale na 500 metrów