tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Monika Hojnisz po drugim miejscu w PŚ: nie wiem, jak mogłam być tak słaba

Monika Hojnisz w rewelacyjnym stylu rozpoczęła rywalizację w tegorocznym Pucharze Świata. Biathlonistka na inaugurację sezonu w Pokljuce zajęła drugie miejsce w biegu na 15 kilometrów. – Cieszę się z podium, ale nie chcę pompować balonika – przyznała w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.
Monika Hojnisz w czwartek drugi raz w karierze stanęła na podium Pucharu Świata (fot. PAP/EPA)

PŚ w biathlonie: Hojnisz na podium w pierwszych zawodach sezonu

Mateusz Górecki, SPORT.TVP.PL: – Ten sukces smakuje chyba wyjątkowo. Dawno nie było takiego w pani karierze.
– Na konferencji prasowej po biegu uświadomiono mi, że czekałam na to podium od 2013 roku i mistrzostw świata w Novym Meście. Wtedy dopiero do mnie dotarło, że trzeba było trochę cierpliwości. Na pewno chciałabym, żeby sukcesy pojawiały się systematycznie, bo to buduje wiarę w siebie, dodatkowo motywują. Takie wyniki dają kopa i dużą dawkę pozytywnej energii.

– Spodziewała się pani tak udanej inauguracji sezonu?
– Muszę przyznać, że byłam zaskoczona tym wynikiem. Oczywiście wiedziałam, że bieg indywidualny to ta konkurencja, w której mogłabym powalczyć o wysokie miejsce przy dobrym strzelaniu. Nie spodziewałam się jednak tak wysokiej formy biegowej. Mieliśmy oczywiście sprawdziany między sobą w kadrze, ale wyczekiwałam startu w Pucharze Świata, bo rywalizacja z najlepszymi biathlonistkami świata to zupełnie coś innego.

– Długo wydawało się, że uda się sięgnąć po zwycięstwo. Był niedosyt?
– Niedosyt to za duże słowo. Nawet gdybym skończyła na trzecim miejscu, to byłabym szczęśliwa, tak jak teraz. Kiedy Julia Dżyma kończyła start, ja byłam na mecie, więc nie mogłam już nic więcej zrobić. Ona była w zupełnie innej sytuacji, bo dostawała informacje w jakim tempie musi biec, aby wygrać. Zresztą była bezbłędna na strzelnicy, a wygrała ze mną nieznacznie, o niecałe sześć sekund. Z tego mogę być dumna. To nie jest dziewczyna znikąd, ma medale mistrzostw świata i igrzysk.

– Świadomość, że biegnie się po miejsce na podium, dodaje sił na trasie?
– Szczerze mówiąc nie dostawałam na bieżąco informacji jak wyglądają wyniki. Taki był cel naszego zespołu, żebym nie myślała zbyt dużo na trasie. To było dobre zagranie. Dopiero na ostatniej pętli biegowej dowiedziałam się, że prowadzę. Byłam w totalnym szoku, ale wtedy już próbowałam wykrzesać ostatnie siły, żeby dobiec do mety w jak najlepszym czasie.

Monika Hojnisz w 2013 roku zdobyła brązowy medal mistrzostw świata w biegu masowym (fot. Getty)

– W ubiegłym sezonie zdobyła pani łącznie 13 punktów Pucharu Świata. W tym – ponad cztery razy więcej. To ogromny przeskok...
– Cały czas podkreślam, że sezon się nie skończył i nie wiadomo, co będzie dalej. Na razie cieszę się z podium, ale też nie chcę pompować balonika. Trzeba poczekać przynajmniej do końca pierwszego trymestru, żeby stwierdzić jak to może dalej wyglądać. Faktycznie "nastukałam" teraz trochę punktów i nawet śmiałam się: "o matko, jak mogłam być tak słaba w tamtym sezonie". W klasyfikacji generalnej byłam przecież dopiero 86. Zgłaszając grupy do biegu indywidualnego zawodniczka, która kończy sezon poza "60" PŚ, nie może startować w dwóch pierwszych grupach. Zostały mi więc dalsze miejsca na liście startowej. Dopiero ten fakt i trenerka uświadomiły mi, jak daleko wtedy byłam.

– Skąd wynikały tak słabe starty w ubiegłorocznym PŚ?
– Przed sezonem w kontrolnych startach było nieźle. Przyszedł Puchar Świata i… jedna wielka klapa. Gdybym wymazała wyniki z igrzysk, to naprawdę byłoby źle. Z czego to wynikało? Chętnie usłyszałabym odpowiedź od pana. Nie wiem, nie wysunęłam żadnych konkretnych wniosków. Mogło to wynikać ze zmiany trenera, albo innych objętości treningowych. Tobias Torgersen pracował z nami tylko przez dziewięć miesięcy, więc nie umiem powiedzieć co zawiodło. W takim czasie nie da się zwojować świata. Może ubiegłoroczne przygotowania owocują teraz, a może to efekt pracy przed obecnym sezonem. Trudno jest wejść samemu w organizm. Ja w zupełności poddałam się planom treningowym i wierzę, że wynik z Pokljuki da się jeszcze powtórzyć.

– Przed sezonem kadrę objęła Nadia Biełowa. Pani przez większość kariery współpracowała z Adamem Kołodziejczykiem. To była trudna zmiana?
– Nowy szkoleniowiec, to nowe metody treningu. Każdy ma swoje pomysły. Dużo się zmieniło, w tym m.in. moje podejście. Od pierwszych kroków na nartach byłam pod opieką pana Adama. Być może brak wyników był spowodowany tym, że trzeba było poszukać nowego bodźca. Zareagowałam dobrze na ostatnie zmiany trenerów, ale przez piętnaście lat kariery miałam ich zaledwie trzech, więc to nie jest jakaś porażająca liczba.

– Patrząc na ostatnie wyniki, to bieg indywidualny można określić jako pani koronną konkurencję.
– Nie lubię nazywać konkurencji w ten sposób. Jestem na pewno typem zawodniczki długodystansowej, więc odpowiadają mi biegi indywidualne, masowe czy nawet na dochodzenie. Te starty przychodzą mi łatwiej niż sprint. Na pewno mam dobre wspomnienia związane z biegami na 15 kilometrów, ale nie zastanawiam się nad tym przed kolejnymi występami. Mam pozytywne podejście do każdego z nich, bez względu na to, czy lubię dany dystans, czy nie. To chyba dobre myślenie...

Podczas igrzysk olimpijskich w Pjongczangu była szósta w biegu indywidualnym (fot. Getty)

– Widzi pani jeszcze rezerwy i elementy, które można poprawić?
– Z każdego występu można wyciągnąć wnioski i zawsze da się coś ulepszyć. Widziałam analizę startu i uważam, że bieg był znakomity. Nie spodziewałam się tak dobrego. Trzeba jednak pamiętać, że każda rywalizacja rządzi się swoimi prawami i wygląda zupełnie inaczej. Na przykład sprint jest znacznie krótszy i dużo intensywniejszy pod względem wysiłku. Tutaj liczy się każdy błąd w taktyce i każdy źle pokonany zakręt. Muszę w dalszym ciągu skupiać się na strzelaniu, bo na poziomie Pucharu Świata nawet jedno pudło, to duża strata. Czasami warto poświęcić dwie sekundy i celować dłużej, niż później biegać karne rundy.

– Kadra została w tym roku mocno odmłodzona. Czuje się pani jej liderką i tą, która musi "ciągnąć" wyniki?
– Po pierwsze – nic nie muszę. Faktycznie kadra jest zmieniona, ale znam te zawodniczki i trenuję z nimi od dłuższego czasu. W grupie nic się dla mnie nie zmieniło. Nie lubię takiego słowa jak "liderka". Bez względu na wyniki nie będę chciała przypiąć sobie takiej łatki. Wiem, że po sukcesie z Pokljuki oczekiwania wzrosną, ale chcę podejść do kolejnych startów tak, jakby nic się nie wydarzyło. Stawianie sobie presji nie pomoże w tym, żeby znów stawać na podium. Muszę podchodzić do tego z chłodną głową.

– Start w Pokljuce zmienił cele na cały sezon?
– Cel jest dalej ten sam. Chcę prezentować dobrą i równą formę. Mistrzostwa świata to impreza docelowa, ale nie cieszy mnie już jednorazowy wynik. Chciałabym przez cały sezon systematycznie startować na wysokim poziomie. Wtedy z biegu na bieg motywacja będzie większa.

***
Monika Hojnisz – polska biathlonistka, brązowa medalistka mistrzostw świata 2013 w starcie masowym. Piąta zawodniczka igrzysk olimpijskich w Soczi (2014) w biegu ze startu wspólnego i szósta igrzysk olimpijskich w Pjongczangu (2018) w biegu indywidualnym. Trzykrotna medalistka mistrzostw Europy.

najpopularniejsze

Bosiek: celem są mistrzostwa świata juniorów. Mam nadzieję, że trafię z formą

"Złowione w sieci". Pierwsza wygrana Geigera i Rooney w bolidzie

Piłkarz zawieszony na pół roku za... kłamstwo w sprawie wieku

Therese Johaug znowu bezkonkurencyjna. Radość Norweżki na mecie

Mistrzowska zagrywka Bońka. "Wolę młodzieżowca z Polski niż z Mołdawii"