tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Farshad Ahmadzadeh. Jak w perskim filmie…

Tata przywędrował do Iranu z Turcji, dziadek z azerskiego Baku, a on z Teheranu. Do Wrocławia.
Farshad Ahmadzadeh (fot. PAP/Maciej Kulczyński)

Oficjalnie: piłkarska Ekstraklasa w Telewizji Polskiej

Oporowska 62. Tu przez lata był dom Śląska Wrocław. Dalej jest, ale administracyjny. Przed wejściem do budynku klubowego grupka młodych piłkarzy odziana w dresy z logiem akademii. Między samochodami ustawionymi za jedną z tych trybun, która najstarszych meczów nie pamięta, idzie śniady brunet. Farshad Ahmadzadeh. Pierwszy Irańczyk w historii polskiej ligi. Wchodzi do salki VIP z widokiem na boisko.

Akt 1. Perska przystań

Dyktafon zaczyna odliczać czas rozmowy.

Wiesz, jaki mamy jutro dzień?
Tak. W Iranie też obchodzimy podobne święta. Nasz Nouruz porównałbym do waszych Świąt Bożego Narodzenia. Rodziny się odwiedzają, mój ojciec odwiedza swego ojca. Całkiem sporo wolnych dni, właśnie na spotkania.

Nouruz świętują w równonoc wiosenną. Perski Nowy Rok, tradycja z antycznymi korzeniami jest kultywowana poza religijnymi ramami. Choć starczy palców jednej ręki, by zliczyć, ile tysiącleci upłynęło, historycy nie ustalili nadal, czy pięć czy trzy.

Tego święta nie zawłaszczyła sobie żadna z grup etnicznych Iranu. A rozległy obszar państwa stał się domem dla wielu z nich. Miasto Farshada dzieli od Teheranu, stolicy, prawie 800 kilometrów. Do granicy irańsko-tureckiej jest tylko 75. Górskimi drogami. Do azerskiej trochę ponad 200. Urodził się w małej Urmii. – Północ różni się od południa, wschód od zachodu. Różni się ludzie.

Przodkowie wędrowali, aż osiedli się w"mieście nad wodą" (tyle znaczy słowo Urmia), w dzisiejszym ostanie Azerbejdżan Zachodni. Blisko stąd do państw ościennych, także do ostanu Kurdystan. I nie dziwi, że z tym miejscem rodzina związała losy. – Tata jest Kurdem, mama Turczynką. W Iranie jest to na porządku dziennym, nikt nie dostrzega problemu. Żyjemy normalnie. Po kurdyjsku trochę mówię, po turecku normalnie, biegle. Kiedyś do Iranu przywędrował ojciec, a ze strony mamy jej ojciec. Z Baku, tak mi się wydaje. Rodzice lepiej znają historię naszej rodziny. Nawet nie miałem aż tak wiele okazji, żeby z nimi o tym porozmawiać. W wieku 15 lat wyjechałem do Teheranu – streszcza zawiłą historię rodziny.

(fot. Getty Images)

Akt 2. Po jednej stronie kościół, po drugiej meczet

Wychowywał się na styku kultur, religii i państw. Gdzie jedna świątynia sąsiaduje z drugą, wyznawca jednej wiary ma za przyjaciela wyznawcę innej.

Mieszka wielu Kurdów, Turków, Żydów, ludzie z całego świata. Jest takie jedno miejsce w naszym mieście. Stoją dwa meczety, zaraz obok kościół. Kiedyś okolicę zamieszkiwali licznie Ormianie. Zanim wyjechałem z Urmii do Teheranu, w sąsiedztwie mieliśmy chyba pięć ormiańskich dzielnic. Nawet pamiętam kilka słów. O, tak jest "dzień dobry". Przyjaźnimy się z Ormianami, Żydami, Kurdowie przyjaźnią się z Turkami.

Kolejne pytania i odpowiedzi i tak wszystkiego nie wyjaśniają. Na uwagę, że to etniczna zagadka trudna do rozwikłania odpowiada śmiechem.

Jestem Irańczykiem, urodziłem się w Iranie. Jestem Persem, ale tureckim Persem i kurdyjskim Persem. Ja uczyłem się perskiego, mama tureckiego, tata kurdyjskiego. A teraz próbuję nauczyć się polskiego!

Turecki, azerski, perski, kurdyjski i angielski. Opanował pięć języków. Z polskim jest trudniej. Ale zna kilka słów, które "przydają się na trawie". Wie, że pomogą mu takie jak "czas", "lewa", "prawa". Przeszkodzić może dieta, post od światu do zmierzchu.

Zaczyna mówić o Ramadanie.

Jestem profesjonalistą, więc kiedy trenuję nie mogę się w pełni podporządkować wymogom. Ale Ramadan to nie tylko jedzenie. Nie o to chodzi. Ideą jest, by wyrzekać się kłamstw, złych uczynków. Ludziom na świecie wydaje się, że przez miesiąc nie jemy i nie pijemy do zachodu słońca. Ważniejsza jest postawa – prostuje.

Azadi Stadium (fot. Getty Images)

Akt 3. Takie życie piłkarza

Jego Persepolis FC gra w finale azjatyckiej Ligi Mistrzów. Najtrudniej było w maju, po pierwszej konfrontacji z Al-Jazirą przegranej 2:3. W rewanżu, na Azadi, zdobył bramkę na 2:1 Czerwona Armia zdobyła w 89. minucie. Oba mecze zaczął z "10" na plecach. Opowiada, że z irańską piłką bywa różnie. Nie wszędzie ma tak bizantyjskie cechy jak w Teheranie.

Persepolis FC to wielki klub. Jest wszystko, czego trzeba. Profesjonalny, ze świetną murawą, trenerem z Chorwacji. Ale potem jedziesz na prowincję, do mniejszego miasta, i nie da się dobrze podać. Boiska są kiepskie. Pięć, może nawet sześć klubów nawet nie płaci piłkarzom. A jeśli chcesz się rozwijać, musisz mieć zapewniony byt.

W Teheranie spędził prawie dziesięć lat.
Dlaczego odszedłeś? – musi paść to pytanie.
Przez dwa lata byliśmy mistrzami. Osiągnąłem właściwie wszystko. Potrzebowałem jednak nowego wyzwania. Chciałem posmakować Europy. Lubię europejski styl, profesjonalizm. W Iranie jest inaczej. Gra się na 80 procent, tu 100 procent trzeba dać na treningu, a w meczu 120.
Na trybunach też inaczej?
Śląsk ma wielu kibiców. Ale innych. Tu kochają po prostu klub. W Iranie kochają piłkarzy. Mogliby za nas umierać, deklarują to stale. Krzyczą, że nas kochają. Kiedy wychodzimy coś zjeść, podchodzą, proszą o zdjęcie, czuć sympatię.

Azadi to jeden z największych stadionów świata. Minęło już prawie pięć dekad od inauguracyjnego meczu. Przyszedł wtedy ostatni Szach Iranu Mohammad Reza Pahlawi. Kiedyś mieściło się na nim ponad 100 tysięcy, teraz oficjalnie 80. Zapełnia się.

Jest taki jeden mecz. Derby, czerwono-niebieskie. Na miesiąc przed ludzie nim żyją. Przekrzykują się: jesteśmy z Wami! Ale kiedy przegrasz, są źli. Potrafią obrazić cię na ulicy. Taka jest piłka, takie życie piłkarza, trzeba się cieszyć z gry – opowiada. To taki mecz, o którym piłkarze mówią, że mistrzostwo nic nie znaczy, jeśli się go przegra.

Irańska atmosfera potrafi być gęsta. Ale granic na stadionie kibice starają się nie przekraczać. "Nie, nie ma przemocy, nie ma walk. Wnoszenie rac jest zabronione, tego przestrzegają". To najważniejszy mecz sezonu, ale zostaje miejsce na współczucie.

Taniec śmierci każdego dopadnie. Kiedy w 2015 roku zabrał piłkarza Persepolis FC Hadiego Norouziego, w 24. minucie (z taką liczbą zakładał koszulkę) niebiescy i czerwoni wstali, by go oklaskiwać.

Farshad Ahmadzadeh podczas meczu z Koroną Kielce (fot. PAP/Piotr Polak)

Akt 4. Przyjaźń przez siatkę

Rozmawiamy o Bełchatowie. To dla Farshada ważne miejsce, mimo że zna tylko nazwę i wie, że podróż z Wrocławia zajmuje kilka godzin.

Jeździsz czasami do Bełchatowa? – dopytuje.
Byłem, kopalniane miasto, niedaleko Łodzi.
A czy drużyna siatkarska jest dobra?
Znakomita, chyba najlepsza w Polsce w ostatnich latach. W Iranie siatkówka musi być popularna.
Nie aż tak bardzo. Ale w moim mieście tak. To siatkarskie miasto.

Milad też dorastał w Urmii. Znają się od 12 lat. W 2017 roku Milad, noszący nazwisko Ebadipour, trafił do Skry Bełchatów. Kiedy Farshada zaprosił Śląsk, miał kogo wysłać na zwiady. – Jego szkoła była obok mojej. Często się spotykaliśmy. Tylko on grał w siatkówkę, ja w piłkę nożną. Zapytałem go, mówił, że w Polsce jest bardzo dobrze.

Jeszcze się tu nie spotkali.

Akt 5. Bilet do irańskiego kina

Na kolanach leży telefon. Co chwilę ekran się rozświetla, wyrzucając powiadomienia. Jego profil na Instagramie śledzi milion osób. Po przyjeździe do Wrocławia, nie miał się jednak do kogo odezwać. – Nie bałem się samotności w Polsce. Kiedy miałem 15 lat wyjechałem do Teheranu grać w piłkę, mieszkałem sam – wraca wspomnieniami.

Chodzi ścieżkami trochę swoimi, trochę turystycznymi. Rynek, ZOO, które bardzo chwali. Do Milada daleko, nawiązuje więc znajomości we Wrocławiu: – Jestem muzułmaninem. Mamy kurdyjskich muzułmanów, tak jak tureckich. Ale ja we Wrocławiu czuję się jak w domu. Pogoda, ludzie, jest prawie jak u mnie w mieście, tylko bez mojej rodziny i przyjaciół. Chcę tu zostać. Miesiąc temu poznałem jednego Irańczyka. Przyjechał 15 lat temu. Mieszka z rodziną, mówi po polsku, wziął za żonę Polkę. Nie mówili po persku, rozmawiałem z kolegą, a on tłumaczył to rodzinie – opowiadając o tym, cieszy się jak dziecko.

Chwilami przez uśmiech przebija się nostalgia. Myśli o Persepolis FC, Teheranie.
Kiedy tam grałem, wokół było pełno. Wychodziłem, rozpoznawali mnie, cieszyłem się szacunkiem. Tu nikt mnie nie zna. Nie miałem z kim porozmawiać po persku. Siadałem w mieszkaniu, oglądałem filmy. Ale dzięki temu mogę się skoncentrować na piłce nożnej. Po trzech miesiącach żyję już jak wcześniej.
Filmy. Jaki jest twój ulubiony?
Obejrzę każdy.
Pytam bo...
... kiedyś zagrałem w jednym.
Dla zabawy?
Nigdy nie robię czegoś dla zabawy. Spróbowałem, bo może kiedy przestanę grać w piłkę, zajmę się aktorstwem. Ciekawe i trudne doświadczenie. O szóstej rano szedłem na plan filmowy, potem na treningi. Nie da się tego połączyć.

Pytanie o marzenia rutynowe, odpowiedź zawodowa. Piłka nożna, kariera, jej rozwój. Wstaje i spogląda przez szybę na oświetloną popołudniowym słońcem trawę. Kadr jak z filmu o irańskim piłkarzu.

GOL Retro – pierwsza kolejka sezonu 1995/96
Mistrzowska zagrywka Bońka. "Wolę młodzieżowca z Polski niż z Mołdawii"
Gdynia, Kraków, Białystok, czyli "Tour de Pologne" Jagiellonii
Karol Świderski młodzieżowcem miesiąca. "Cieszę się, że jest... inaczej"

najpopularniejsze

Ostatnie szlify gwiazd. Nadal, Djoković i Federer trenują przed Australian Open

Ireneusz Mazur skomentował losowanie Polaków przed mistrzostwami Europy w 2019 roku

Maciej Stolarczyk: Kuba Błaszczykowski dał nam nowe tchnienie

Paweł Zagumny kandydatem na prezesa Polskiej Ligi Siatkówki

Paweł Brożek: jestem optymistą, ale usłyszeliśmy już sporo obietnic