tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Rosja pręży się do skoków. Niezwykła nastolatka

Lidiia ma 17 lat i starszą siostrę. Ale nie jest zwykłą rosyjską nastolatką. Dzisiaj jedną z najlepszych skoczkiń narciarskich na świecie.
(fot. Getty Images)

Kamil Stoch: nowinki treningowe? Skakaliśmy tyłem [WIDEO]

Pokryte białym puchem drzewa, kilka budynków, chłodna paleta barw. Na tle nieba dwie metalowe, ażurowe konstrukcje. Jedna kończy się w połowie drugiej – to rozbieg, po którym mknie. Konary zasłaniają ośnieżone zbocze – to zeskok, na którym ląduje. Tu, w Toksowie, na jednej z nielicznych skoczni obwodu leningradzkiego trenuje trzecia zawodniczka Pucharu Świata w skokach kobiet, o której słyszał mało kto.

Tak po prostu

Konkurs inauguracyjny wygrała Juliane Seyfarth. Niespodzianka. Kto przyjrzał się liście wyników dokładniej, to na ósmym miejscu odnalazł nazwisko młodziutkiej Rosjanki. Dzień wcześniej w kwalifikacjach była czwarta. Dzień później, w drugich zawodach, najlepsza. W występach numer trzy i cztery punkty zdobyła po raz pierwszy i drugi. Teraz, po trzech dniach skoków w Lillehammer, ma ich 172, więcej od mistrzyni olimpijskiej Maren Lundby.

Jeszcze latem oglądała udane próby innych zawodniczek. Nie w konkursach Grand Prix, ale trzeciej lidze skoków, organizowanych w Szczyrku konkursach FIS Cup. Przegrywała z naszą Kingą Rajdą i jeszcze kilkoma, które chciałyby teraz być tam, gdzie ona. Na najwyższym poziomie tylko ciułała punkciki, niczego nie zapowiadając. Aż wyszło na jaw, że na świecie wielu lepszych od niej nie ma.

Angielski jest problemem, posługuje się tylko rosyjskim. Ale w rozmowie to nie przeszkadza. Tłumaczy krótko, ale konkretnie, co się zmieniło. – Po prostu na olimpijskich skoczniach w Lillehammer zrozumiałam pewne błędy, które popełniałam. Poprawiłam to i już – mówi jakby nigdy nic.

(fot. Getty Images)

Śmierć, podatki i kontrola sprzętu

Jedną z pierwszych, które pogratulowały 17-letniej zwyciężczyni była Polka, Agnieszka Baczkowska. Śmieje się, że kontroli nie można uniknąć, a w skokach jest pewna jak śmierć i podatki w życiu. To właśnie ona sprawdza sprzęt i to jej decyzja mogłaby jeszcze zmienić rezultaty, pozbawić kogoś radości. Widziała Jakowlewą kilka minut po największym sukcesie w karierze, jej zachowanie, reakcję, emocje, które ją owładnęły tuż po wyświetleniu wyników.

To bardzo nieśmiała dziewczyna. Nie mówi po angielsku. To bariera psychologiczna. Myślę, że podczas ceremonii nie dotarło jeszcze do niej, co się naprawdę wydarzyło. Rozmawiałem z nią w trakcie treningu na dużej skoczni i dalej nie wierzyła, że wygrała konkurs Pucharu Świata. Była bardzo spokojna. Może to właśnie był jej sposób i dlatego w drugiej serii miała jeszcze lepszy skok niż w pierwszej, bo nie do końca zdawała sobie sprawę, że prowadzi. I że ma tak olbrzymią szansę – opowiada Baczkowska.

Wygrana 17-latki zdziwiła i ucieszyła, jak cieszy każda nowa twarz w sporcie. – Od pierwszego skoku Rosjanki skakały tu bardzo dobrze. Ale zwycięstwo Jakowlewej i tak było sporym zaskoczeniem. Bardzo miłym – uzupełnia Polka. Nazwisko nie jest jej obce, przewijało się na listach wyników, ale nie wśród najlepszych. – Siostry Jakowlewe w międzynarodowych skokach pojawiają się od paru lat. Ale faktycznie, jeśli chodzi o szerszą publiczność, to mało znane dziewczyny. Skaczą od jakiegoś czasu, nie jest to zupełnie nowa twarz, ale na pewno nowa w Pucharze Świata.

Tak powstają kombinezony skoczków. Z wizytą u Marceliny Huli

Jak siostra siostrze

Siostra, o której wspomina Baczkowska, ma na imię Maria. To ona pokazała małej Lidii skoki narciarskie. To ona pomagała jak siostra siostrze. Jest starsza o dwa lata. Jak często w sporcie bywa, matka natura większym talentem obdarzyła młodszą, ale wszystkiego nie byłoby bez starszej, która zainspirowała, wzięła za rękę i zaprowadziła na skocznię. Od pierwszego konkursu, a często podróżują razem, Lidiia trzymała się Marii. Jej pierwszy występ wypadł jeszcze przed trzynastymi urodzinami. Była siedemnasta, tuż obok siostry.

Zaczęłam, patrząc na nią – wraca do początków Lidiia. W wieku dwunastu lat – debiut. Piętnaście lat – pierwszy konkurs Grand Prix. Szesnaście – najpiękniejszy rodzinny moment na skoczni. Rok temu w Nottoden w Pucharze Kontynentalnym wygrała Lidiia. Maria zajęła drugie miejsce. Jedyny raz, kiedy wspólnie stanęły na podium i to jeszcze zajęły jego dwa najwyższe stopnie.

W rozmowie młodsza siostra potwierdza wiadomości z oficjalnej strony FIS: mieszka w Sankt Petersburgu, prawdopodobnie najpiękniejszym rosyjskim mieście. Tu, jak opisuje życie, uczęszcza do szkoły sportowej. I wcale nie jest jej łatwo, mimo że reprezentuje kraj z takim powodzeniem. – Trudno mi łączyć naukę z uprawianiem sportu na poziomie wyczynowym – przyznaje.

Dwadzieścia kilometrów do Szwajcarii

W Toksowie mieszka raptem kilka tysięcy. Nie więcej niż sześć i tak jest od dziesiątek lat. Przyjeżdżających przyjmuje niewielka stacja kolejowa. Kiedy otuli ją śnieg, wygląda jak ze starej pocztówki znalezionej w zbiorach babci. Dla mieszkańców Petersburga w dziewiętnastym wieku ta miejscowość była jak Szwajcaria. Tak mówili o niej – albo fińska Szwajcaria albo Szwajcaria Petersburga. Dwadzieścia kilometrów to naprawdę niedaleko. Zwłaszcza przykładająć rosyjską miarę.

Jeśli w okręgu leningradzkim chce się skakać na nartach, to najlepiej tutaj. Pytającym "dlaczego?" odpowiedź da spacer. Starsza, większa i nieużywana skocznia kompleksu Kawgołowo pozuje już tylko do zdjęć. Widać ją z daleka. Przypomina, że kiedyś dało się tu polecieć pod 100 metrów. Obok są mniejsze. Tej nowszej o punkcie K 65 rekordzistką jest Lidiia. Skoczyła tu 70,5 metra. Ale mapa rosyjskich skoczni jest pusta. Do Jukki jedzie się z Petersburga już ponad godzinę, a tylko obiekt K 60 mógłby od biedy wystarczyć zawodniczce, która chce podbić świat. Skakanie po dwadzieścia, w porywach trzydzieści metrów na innych skoczniach nie pozwala rozpościerać skrzydeł.

Nie za bardzo mam gdzie trenować – skarży się Jakowlewa. Do innych krajów, choćby całkiem niedalekiej Finlandii, się nie zapuszcza. Zostają jej tutejsze skocznie. – W naszym rejonie, Leningradzie, mamy trochę obiektów, na których zaczynałam treningi. Ale niewiele jest skoczkiń w Rosji, a baza treningowa nie najlepsza. W Petersburgu właściwie żadna – kończy Lidiia.

Odwołane zawody okazją do treningu. "Testy pod kątem Turnieju Czterech Skoczni"

Życie nie znosi pustki

Wiele przeciwności, mało ułatwień, a mimo tego kobiece skoki w Rosji mają się dobrze, choć w październiku karierę na najbliższy sezon zawiesiła Irina Awwakumowa. Czwarta zawodniczka igrzysk w Pjongczangu, czterokrotnie jedna z dziesięciu najlepszych całego Pucharu Świata; wygrała jeden konkurs, stała na podium w dwunastu. To tak, jakby rosyjskim kobiecym skokom ktoś wyrwał serce.

Zmienniczką miała być Sofja Tichonowa, którą podobnie jak Lidiię wychował klub Saint-Petersburg KOR1 Dinamo; 20-letnia mistrzyni świata juniorek, wicemistrzyni igrzysk olimpijskich młodzieży, stała bywalczyni pucharowych konkursów. Kiedyś, jak teraz Jakowlewa, zadziwiła świat w Lillehammer czwartym miejscem w inauguracyjnym konkursie. Minęły cztery sezony, a ona w "10" była jeszcze tylko raz. Wygląda, że następczyni znalazła się sama i nie jest nią Tichonowa.

Powrót Awwakumowej, rozkwit Jakowlewej i Tichonowej to byłby dla Rosjan wymarzony scenariusz, kiedy do programu mistrzostw świata wejdzie konkurs drużynowy. Dwa takie były rok temu w Pucharze Świata, na podium w obu stanęły Rosjanki. Raz trzecie, raz drugie, tylko za Japonkami. – Do tegorocznego zwycięstwa Klimowa w Wiśle skoki kobiet stały na dużo wyższym poziomie niż mężczyzn. Trudno powiedzieć, z czego to wynika. Może z podejścia dziewczyn, może sztabu szkoleniowego – szuka przyczyn Baczkowska.

Znak niebieskiego ptaka

Historia skoków kobiet zajmuje mało miejsca na osi czasu, w Rosji jeszcze mniej. Przez pierwsze sezony Pucharu Kontynentalnego, preludium do Pucharu Świata, Rosjanek nie było. Od 2009 roku regularnie jeździły na zawody. Wystarczyło, żeby dostać się do ścisłej czołówki. Pierwsza zadomowiła się w niej Awwakumowa.

Rosjanie poświęcili pieniądze, zawodniczki i trenerzy dołożyli czas i ambicje. Przyszły efekty; te sportowe i organizacyjne. Kto szybko dostrzegł w skokach kobiet nadzieję, teraz zbiera owoce. Albo je zbierał jak Amerykanie za czasów Sary Hendrickson. – Rosjanie zaczęli inwestować wcześnie w skoki kobiet. Jeszcze na etapie, kiedy mieliśmy wyłącznie Puchar Kontynentalny dla kobiet, a nie Puchar Świata, one już się pojawiały. Od pierwszej edycji Rosjanki brały udział w Pucharze Świata. Jest parę dziewczyn i całkiem nieźle sobie radzą – mówi Baczkowska.

PŚ w skokach narciarskich: metamorfoza Piotra Żyły. Od żartownisia do milczka

Kolejny dowód uznania dla rosyjskich skoków mamy w kalendarzu. Ten sezon Pucharu Świta zakończy się w ich kraju. Po kobiecym Raw Air będzie Rosyjski Tour Niebieskiego Ptaka (Russia Tour Blue Bird). Dwa konkursy w Niżnym Tagile, dwa wieńczące w Czajkowskim.

Zainteresowanie skokami w Rosji jest dość spore. Przede wszystkim mamy zainteresowanie tamtejszego związku. Od wielu lat są tam Puchary Świata, Puchary Kontynentalne mężczyzn, kobiet. Sukces Jakowlewej pewnie też wpłynie dodatkowo na zainteresowanie – odpowiada pytana o rosyjskie skoki Baczkowska.

Gdy się ma 17 lat...

Przed Lidiią nowy świat. Jak kilka chwil po zwycięstwie, które ją oszołomiło. Powiedziała, że w skakaniu na dużej skoczni nie ma wielkiego doświadczenia. Robiła to rzadko. Pierwsze próby jeszcze w sobotę wieczorem wypadły przeciętne, w niedzielę było już szóste miejsce, a to był jej drugi konkurs w życiu na obiekcie o takich rozmiarach. Wszystko jest nowe. Skocznie, hotelowe pokoje, sytuacje, z jakimi się styka, rola jednej z faworytek, w którą się wcieliła.

Ze starego świata trochę się jednak ostało. Dalej jest uśmiechnięta, nieśmiała. Dalej mieszka w Petersburgu. Ma 172 punkty i zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na pewno nie jest zwyczajną rosyjską nastolatką.

Antoni Cichy

najpopularniejsze

Ostatnie szlify gwiazd. Nadal, Djoković i Federer trenują przed Australian Open

Tomasz Majewski, wiceprezes PZLA: ważne występy dopiero w czerwcu

Maciej Stolarczyk: Kuba Błaszczykowski dał nam nowe tchnienie

Policja w siedzibie Wisły. Przeszukano mieszkanie byłej prezes

Paweł Brożek: jestem optymistą, ale usłyszeliśmy już sporo obietnic