tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kamil Wilczek: kadra? Nawałka chociaż mnie powoływał...

Ma za sobą znakomity rok w barwach Broendby Kopenhaga, a kibice i przedstawiciele klubu wybrali go najlepszym zawodnikiem ostatnich dwunastu miesięcy. Mimo dobrej formy nie pojechał na mistrzostwa świata do Rosji. – Nie mam pretensji do Adama Nawałki. Tak naprawdę wiele mu zawdzięczam – powiedział w rozmowie ze SPORT.TVP.PL. Opowiedział także o różnicy między ligą duńską a polską oraz Świętach Bożego Narodzenia w Danii.
Kamil Wilczek (fot. Getty Images)

Adrian Koliński, SPORT.TVP.PL: – 33 gole w 43 meczach Broendby Kopenhaga. To chyba najlepszy rok w twojej karierze?
Kamil Wilczek:
– Zdecydowanie. Jestem zadowolony, że cały czas robię postępy, a przecież jestem już doświadczonym zawodnikiem.

– Zostałeś też doceniony – wybrano cię najlepszym piłkarzem roku Broendby.
– Zawsze jest miło, gdy ktoś docenia ciężką pracę. To też ważne, że wybierali nie tylko kibice, ale też ludzie z otoczenia klubu. Fajnie być wyróżnionym spośród tylu zawodników.

– Nie docenił cię za to Adam Nawałka i nie pojechałeś na mundial do Rosji. Rozpamiętujesz to jeszcze?
– Nie. Staram się nigdy nie rozpamiętywać takich sytuacji, nie skupiać się na tym co było. Od razu wziąłem się do roboty i skoncentrowałem się na sezonie, który był przede mną. Selekcjoner miał do wyboru wielu piłkarzy, zdecydował się na innych, widocznie lepiej ocenił ich przydatność i tyle. Naprawdę nie mam do nikogo pretensji.

– Według spekulacji medialnych miałeś nie znaleźć się nawet w szerokiej kadrze, ale w końcówce sezonu spisywałeś się tak dobrze, że trener nie mógł nie dać ci szansy. Na mundial nie pojechałeś, a jesienią potwierdziłeś, że ta forma nie wzięła się znikąd.
– Ale spójrzmy na to z drugiej strony: gdyby nie trener Nawałka, to w ogóle mógłbym nie zostać powołany do reprezentacji. Dzisiaj jest Jerzy Brzęczek i nie mamy żadnego kontaktu. Być może gdybyśmy wcześniej mieli innego selekcjonera, to nie byłoby mnie nawet w kręgu zainteresowań. Nie jestem przecież gorszy niż byłem trzy miesiące temu, a nie mam żadnego sygnału ze sztabu szkoleniowego kadry. A za trenera Nawałki byłem w składzie nawet w tych gorszych momentach mojej kariery, dlatego bardzo dużo mu zawdzięczam.

Kamil Wilczek (fot. Getty Images)

– Czułeś się gorszy od Łukasza Teodorczyka, który pojechał na mundial?
– Nie mam żadnych kompleksów przed innymi piłkarzami. To była decyzja szkoleniowca, a ja musiałem ją uszanować. Tyle.

– W czerwcu kończy ci się kontrakt z Broendby. Co dalej?
– Teraz mam urlop, skupiam się na odpoczynku i regeneracji. Naprawdę nie myślę o przyszłości. Ten rok był pełen emocji, dużo się działo, a trochę przerwy na pewno mi się przyda.

– Jesteś już w Kopenhadze od trzech lat. Przez ten czas miałeś oferty z Lecha, Legii czy z Chin, ale nigdy nie zdecydowałeś się na transfer. Dlaczego?
– Akurat z Chin oferty nie było. Były tylko zapytania, tak jak z połowy krajów Europy, dlatego nie traktuję tego do końca poważnie. Poważnie rozpatrywać i komentować można tylko konkretne oferty. A jeśli chodzi o inne propozycje, to po prostu brakowało zdecydowania.

Różnicę widać po rankingu UEFA – liga duńska jest na 13. miejscu, a polska na 26. Kamil Wilczek porównuje ligi

– Strzelasz w lidze duńskiej jak na zawołanie, byłeś też królem strzelców Ekstraklasy. Jakbyś porównał te dwie ligi?
– Różnicę widać po rankingu UEFA – liga duńska jest na 13. miejscu, a polska na 26… Mamy więc jakiś wyznacznik. Poza tym w Danii gra się szybciej, ale myślę tu o topowych zespołach. Pewnie gdyby ostatni zespół z Danii spotkał się z ostatnim zespołem z Polski, to poziom byłby podobny, ale czołowe ekipy z duńskiej Superligi są na lepszym poziomie niż te z Ekstraklasy.

– Co było największym sukcesem w zakończonym roku?
– Puchar Danii. W końcu zdobyliśmy trofeum (Wilczek zdobył dwie bramki w finale i został najlepszym strzelcem rozgrywek – przyp. red.). Natomiast największą porażką był brak mistrzostwa, bo byliśmy naprawdę blisko.

– A Broendby czeka na mistrzostwo od 2005 roku…

– Zgadza się. Oczekiwania były bardzo duże, ale w końcówce sezonu opadliśmy z sił, zabrakło szczęścia i tak się stało. Dosyć mocno to przeżyliśmy.

– Jednak ty zawsze mogłeś czuć wsparcie kibiców. Pamiętam jak przed finałem Pucharu Danii śpiewali "Wilczek on fire".
– To prawda, czuję duże wsparcie. To budujące, gdy kibice tak żywiołowo reagują. Inaczej gra się i trenuje w klubie, który szanuje to, co robisz. Widzą, że wkładam serce w grę. Czuję się doceniony.

Co w sieci piszczy? Wilczek sławiony przez kibiców i Fury wrócił do formy

– Tak jak wspomniałem, już trzy lata przebywasz w Danii. Jacy są mieszkańcy tego kraju?
– Na pewno żyją wolniej od Polaków, są bardziej poukładani i spokojniejsi. Polacy czasami działają zbyt gwałtownie, a tam siła spokoju. Praktycznie w każdej sytuacji. Głównie to ich cechuje.

– Nadszedł czas Świąt Bożego Narodzenia. Jak wyglądają one w Dani?
– Każde święta są mocno celebrowane, ale przecież w Polsce jest podobnie. Atmosferę świąt czuć praktycznie od początku grudnia.

– A ty jak spędzasz święta?

– Wróciłem do Polski, niedawno urodziło mi się dziecko, dlatego nie planujemy żadnych wyjazdów. Spędzamy je w rodzinnym gronie, bo nie mamy wiele czasu, by być razem.

Rozmawiał Adrian Koliński

najpopularniejsze

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Short track, PŚ w Dreźnie. Natalia Maliszewska trzecia w finale na 500 metrów

"Niesprzedana jedenastka": Lech Poznań (odc. 7)

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel

"Złowione w sieci". Wielka walka Polaka i powrót Mostowiaka