tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Młody obowiązkowy. Co na to Śląsk Wrocław?

Dobry, młody zawsze przebije się do zespołu – zgodnie mówią przy Oporowskiej. Przepis o młodzieżowcu nie zmartwił pionu sportowego. Akademia działa, a jej wychowankowie mają teraz handicap.
(fot. PAP)

Ekstraklasa: Zagłębie Sosnowiec – Legia Warszawa. Sa Pinto przestrzega przed lekceważeniem rywali

Od przyszłego sezonu po boiskach Ekstraklasy w każdym zespole musi biegać przynajmniej jeden zawodnik urodzony w 1999 roku lub młodszy. Regulamin nakłada na kluby nowy obowiązek. Kto krok w szkoleniu młodzieży zrobił wcześniej, zyska. A wydaje się, że właśnie tak jest we Wrocławiu. Sytuacja pierwszego zespołu martwi, w młodszych rocznikach raczej cieszy. Co nie znaczy, że wszyscy chwalą nowe przepisy.

Leczenie skutków, nie przyczyn?

Z punktu widzenia trenera, to nie jest problem. Ale moim zdaniem w profesjonalnej piłce nożnej powinni grać najlepsi, co innego w niższych ligach – twierdzi Paweł Barylski, który zastąpił na stanowisku trenera pierwszego zespołu Tadeusza Pawłowskiego.

43-letni szkoleniowiec ma mieszane uczucia i wątpliwości, czy na pewno tędy droga. – To trochę leczenie skutków, a nie przyczyny. Lepiej byłoby gdyby akademia musiała spełniać obligatoryjne warunki jak choćby baza treningowa. Spowodowałoby to lepszy rozwój młodych piłkarzy niż nieco sztuczne stawianie na młodzież. Kiedyś nastolatkowie występowali dlatego, że po prostu byli dobrzy. Rozumiem, że chcemy stworzyć warunki do rozwoju, ale w pewnym stopniu może to wręcz przeszkodzić. Zacznie się poszukiwanie na siłę młodych chłopaków, a przecież wielu z nich ma problem z rywalizacją z dorosłymi nie tyle pod względem piłkarskim, ale czysto fizycznym – kontynuował Barylski.

Z kolei wieloletni kapitan Śląska, dziś dyrektor sportowy, nie rozwodzi się nad nowinkami regulaminowymi. – Przepis został wprowadzony w życie, więc dyskutowanie nad jego zasadnością nie ma teraz wielkiego sensu. Sam przepis zostanie zweryfikowany za jakiś czas na murawie, pojawią się pierwsze wnioski, możliwe, że będzie wymagał korekt. To naturalne, że projekty potrzebują modyfikacji. Na początku trudno o doskonałość – komentował Dariusz Sztylka.

Też dostrzega mankamenty. Ten największy nazywa się "czas". – Moment wprowadzenia przepisu nie dla wszystkich może być komfortowy. Nie zostawia dużo czasu, ale w Śląsku przykładamy dużą wagę do szkolenia i w rocznikach 1999, 2000 już wcześniej mieliśmy wyselekcjonowanych zawodników dobrej jakości. Jeśli chcemy wprowadzać młodzież, ci zawodnicy powinni być już gotowi, żeby wchodzić do Ekstraklasy.

Trener jak pracownik biura

Zdaniem Barylskiego najlepsza droga do rozwoju młodzieży wiedzie właśnie przez klubowe akademie, a występy przyszłościowych zawodników byłyby tego efektem. – Chcemy uruchomić młodzieżową piłkę, ale może warto byłoby nałożyć obowiązek właściwego szkolenia na kluby. Tak jak kiedyś z przepisami o sztucznym oświetleniu, podgrzewanej murawie, zadaszonym stadionie. Opakowanie produktu już mamy. To może teraz wymóc, żeby w akademiach zatrudniano licencjonowanych trenerów o określonych kwalifikacjach, żeby były pewne warunki łącznie z internatem, stołówkami. Można dyskutować, czy łączyć to ze szkołą czy nie – przedstawił swój pomysł trener.

Proponuje, żeby rozwiązań szukać za granicą. – Mam statut piłki francuskiej. Podejrzewam, że już 20-letni, z czasów kiedy pracowałem na uczelni. Był przetłumaczony trochę chałupniczą metodą. I tam wyróżniono kryteria, które akademia powinna spełnić, żeby być akademią pierwszego stopnia, drugiego, trzeciego. Zawodowy klub po prostu musi ją mieć, inaczej nie zostanie dopuszczony do rozgrywek. Wydaje mi się, że to odpowiedni kierunek – proponował Barylski.

Po treningu pierwszy trener Śląska wchodzi do gabinetu. Na biurku leży laptop, obok tablica z wypisanymi nazwiskami zawodników. Uważa, że to schemat, którym należałoby objąć wszystkich szkoleniowców. Zamiast zbierania godzin na różnych etatach, praca od rana do wieczora, pełne poświęcenie.

Mamy dobrych trenerów, ale często dzielą pracę pomiędzy jedną szkołą, drugą szkołą i klubem. I tak składają cały dzień. To nie może tak wyglądać. Powinni być w klubie cały dzień. Mieć tak jak ja własny gabinet, przychodzić do pracy o godzinie 7. Trening to tylko jeden z elementów pracy. Dochodzi planowanie, organizowanie, rozmowy z zawodnikami. Nie ukrywajmy, to wszystko ma wpływ. Młody chłopak przyzwyczaja się wtedy do pewnego modelu, funkcjonowanie w pierwszym zespole to kontynuacja tego, co było w akademii – stwierdził Barylski.

Marcin Robak w meczu z Jagiellonią Białystok (fot. PAP) Siedmiu wcielonych

Nowy przepis oznacza przemodelowanie kadry. Oczywiście, znaczne jej odmłodzenie lub rozszerzenie. Pod rozwagę należy brać kontuzje, kartki, spadki formy. Jednym słowem wszystko, co młodego może wyłączyć z gry. – Wymóg na pewno będzie nakładał pewne obowiązki, szczególnie w kontekście kadry pierwszego zespołu. Liczba młodzieżowców musi być odpowiednia, trzeba myśleć o zabezpieczeniu – przyznał Sztylka.

Co kryje się pod słowami "odpowiednia liczba"? Wyjaśnił Barylski: – Potrzeba sześciu-siedmiu piłkarzy. Trzeba robić dużo rotacji. U młodego spadki formy są dużo bardziej widoczne i oczywiście naturalne, tak przebiega proces rozwoju – tłumaczył.

Pojawia się pytanie, czy metryka nie przeszkodzi wciąż młodym, ale urodzonym trochę wcześnie. Czy nie zrezygnuje z urodzonego w 1998 roku kosztem młodzieżowca? – Jeśli zawodnik urodzony w 1998 roku będzie dobry, tak jak nasz Maciek Pałaszewski, który często występował na jesieni, wygra rywalizację o miejsce w składzie z urodzonym na przykład w 1986 czy 1993 roku – zauważył Sztylka. – Bardzo ważny jest nie tyle sam przepis, co podejście klubów do szkolenia. Jako Śląsk Wrocław chcemy stawiać na młodzież, wprowadzać ich do składu.

Jesienią sporo minut na murawie otrzymał wspomniany Pałaszewski z rocznika 1998, zagrał też młodziutki Piotr Samiec-Talar, a rezerwowy bramkarz Jakub Wrąbel w wieku 18 lat debiutował w meczu towarzyskim z Borussią Dortmund. Potem, w sezonie 2014/2015, bronił w siedmiu spotkaniach Ekstraklasy. To świeże przykłady młodych w barwach Śląska. A teraz młodzi mają dodatkową motywację. – Na pewno roczniki 1999 i 2000 otrzymały pewien handicap. Jako młodzieżowcy będą preferowani – przytakiwał były kapitan Śląska.

Zespół Śląska po zdobyciu bramki (fot. PAP) "Przed Pawłowskim, za Pawłowskiego"

Wyniki ekstraklasowego zespołu pozostawiały wiele do życzenia, a nikła liczba punktów doprowadziła do zwolnienia Tadeusza Pawłowskiego. Ale przy Oporowskiej nikt złego słowa o nim nie powie. Kiedyś dawał wiele na murawie, a teraz wiedzę przekazuje potencjalnym przyszłym motorom napędowym Śląska. Czas w akademii można dzielić na "przed Pawłowskim" i "za Pawłowskiego".

W naszym klubie wciąż będzie obecna filozofia budowania akademii, pracy nad nią, tworzenia bazy, inwestowania w narybek, którą zaszczepił i zainicjował trener Pawłowski – mówił jego następca na stanowisku szkoleniowca pierwszej drużyny.

Ta filozofia zakłada m.in. zaangażowanie w pracę dla klubu byłych piłkarzy. I tak z młodzieżą pracują Krzysztof Wołczek czy Krzysztof Ostrowski, a dyrektorem sportowym jest Dariusz Sztylka, który wędrował ze Śląskiem przez całą karierę. Pod kątem akademii przebudowany będzie obiekty przy Oporowskiej, który widać przez okna siedziby klubu.

Nasza akademia zaczyna się rozpędzać. Nie mówię, że już działa fantastycznie, ale praca trenera Pawłowskiego, trenera Czajki, trenerów we wszystkich grupach młodzieżowych powoli daje efekty. Śląsk nie powinien mieć problemów z nowym regułami. Przed 17. urodzinami zadebiutował już Piotrek Samiec-Talar. Nie dlatego, że chcieliśmy się pochwalić, po prostu wygląda bardzo dobrze na treningach, to ciągły proces. Jest też rok starszy Bartek Boruń. To dwaj zawodnicy z roczników 2001 i 2000. Dochodzą do tego kolejny obrońca Alek Paluszek, Sebastian Pergiel czy Adrian Łyszczarz, wypożyczony kapitan reprezentacji U20. Kiedy wróci, z pewnością będzie mocnym punktem zespołu – wyliczał Barylski.

Murawa i życie pokażą

Przy Oporowskiej zamiast młodzieżowców, na razie liczą punkty. Pierwszy zespół jest na skraju, gdyby dziś kończył się sezon zasadniczy, biłby się o utrzymanie. Jeśli do najgorszego nie dojdzie, wydaje się, że przed startem przyszłego sezonu Śląsk będzie miał o jeden problem mniej od niektórych rywali. – Zrobiliśmy krok trochę wcześniej, przykładając się do skautingu, i pod tym względem jesteśmy zabezpieczeni – przyznał Sztylka.

Nazwiska Łyszczarza, Samca-Talara i kilku wyżej wymienionych to nadzieja dla Śląska. A czy nowy przepis okaże się atutem klubu z Oporowskiej 62? – To pokaże życie. Piłka i gra weryfikują rzeczywistość
Antoni Cichy

Wisła Kraków wciąż czeka na pieniądze. Co z przelewem dla "Białej Gwiazdy"?

najpopularniejsze

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Short track, PŚ w Dreźnie. Natalia Maliszewska trzecia w finale na 500 metrów

"Niesprzedana jedenastka": Lech Poznań (odc. 7)

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel

"Złowione w sieci". Wielka walka Polaka i powrót Mostowiaka