tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Australian Open. Każdego dnia inne miejsce – w gąszczu pamiątek

Kangur i koala też grają w Australian Open. Po wejściu do sklepów z pamiątkami trudno nie znaleźć czegoś dla siebie. Wszystko kusi, nawet jeśli akcenty tenisowe są pozornie ukryte.
(fot. materiały własne)

Świątek po porażce z Giorgi: nie jestem jeszcze gotowa na takie tempo

Tysiące ludzi (dziennie na kortach rozlewa się kilkudziesięciotysięczny tłum) przyjeżdża do Melbourne po wspomnienia, wyjeżdża z pamiątkami. Do toreb kibice pakują koszulki, skarpetki, breloczki, maskotki, nawet parasolki. Wszystko dopracowane – kolorystycznie, z odpowiednimi znakami graficznymi. W końcu mowa o przemyśle. W razie wątpliwości wystarczy spojrzeć na paragon. Trzecie z prezentowanych miejsc w Melbourne Park prawie nigdy nie stoją puste. Nie stoją, bo jest ich wiele, w dobrych miejscach i z pamiątkami, którym trudno się oprzeć.

(fot. materiały własne) Wesołe skarpetki

Sklepy oczywiście stoją przy głównych arteriach turniejowego miasteczka. Tam, gdzie kibice przechodzą z największych kortów na mniejsze albo przechadzają się w poszukiwaniu ciekawego pojedynku. Tak dzieje się zwłaszcza w pierwszych rundach, kiedy każdy wypatruje swego ulubieńca albo meczu z zadatkami na interesujący. Wielu po prostu łaknie atmosfery pierwszego turnieju wielkoszlemowego w sezonie, chodzi, zagląda to tu, to tam, przystaje, wchodzi i rzecz jasna kupuje.

Wyłożone drewnem budynki, przyjemne dla oka, zachęcają przechodzące tłumy wielkim napisem "Fan shop". Czyli, dosłownie tłumacząc, sklep dla kibiców. Urządzone są różnie, większy, mniejszy – cały czas dopieszczony, wysmakowany. W niektórych asortyment jest bogaty, ale można wejść i zostać otoczonym... skarpetkami. Sam sklep wita widocznym "Happy Socks" (wesołe skarpetki). Jest też bardziej specjalistyczny z odzieżą sportową. A jak specjalistyczny to i droższy.

Na największych kortach, poczynając od Rod Laver Areny, przy wejściach obok punktów gastronomicznych także umieszczono punkty z pamiątkami. Przed meczem, po meczu, w przerwie – zawsze można coś kupić.

(fot. materiały własne) Rewia mody spod znaku AO

Ceny? Od przystępnych za gadżety po wyższe za ubranie. W upale komfortu pragnie każdy – może go kupić za 6 dolarów australijskich. To około 16 złotych, przyjmując przelicznik 2,7 PLN za 1 AUD. Tyle kosztuje mały wiatraczek, z którym najczęściej między kortami przechadzają się panie. Nie droższe są długopisy. Kubek i breloczek kosztują już dwa razy więcej.

To już nie te czasy, kiedy turniejowe, sportowe gadżety wyglądały... po prostu jak sportowe gadżety, a sztuką nie było ich rozpoznanie. Wystawom często bliżej do prezentacji ubrań od producentów znanych na całym świecie. Stwierdzić, że strój z literami AO – żadnego Australian Open – to prezent z tenisowego turnieju mógłby tylko ktoś, kto dobrze zna logo "AO" albo sam na turniej się pofatygował. Wszystko wysmakowane, pomysłowo zaprojektowane. Tak, żeby tenisa w tenisowych pamiątkach było jak najmniej. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

W parze z jakością idzie cena, choć te porównywane z kosztami jedzenia, a przede wszystkim napojów wcale nie szokują. Czapeczka – 25 dolarów. Ręcznik – 40 dolarów; taki jakiego używają zawodnicy – 60 dolarów; odpowiedni na plażę – 70 dolarów. Koszulki za 30 dolarów. Chyba że typowo sportowe, wykonane ze specjalnego materiału. Liczba na metce zbliża się tu do "100". Dla zobrazowania: 7-dniowy bilet komunikacji miejskiej kosztuje około 45 dolarów.

(fot. materiały własne) Na pożegnanie koala

Maskotki to obowiązek. Są zawsze na większych wydarzeniach sportowych i spoglądają uroczo na każde przechodzące dziecko. Na dorosłych też, którzy zwabieni spojrzeniem pluszowego koali albo kangura postanowią go zabrać do domu. Wielkiego dylematu z doborem zwierzaków w Melbourne nie mieli. Trudno o dwa bardziej kojarzone z Australią niż kangur i błędnie zwany misiem koala.

W największym punkcie z gadżetami pluszaki i piłki różnych rozmiarów żegnają klientów. To już ostatnia prosta do kasy. Pakowanie, uśmiech, rachunek, odwzajemniony uśmiech i tak przez dwa tygodnie. Spokojnie jest tylko nocą.

podobne informacje

Australian Open. Novak Djoković: to może był mój najlepszy finał

Australian Open: Novak Djoković po raz siódmy! Rafael Nadal bez szans

Novak Djoković kontra Rafael Nadal. Starcie gigantów w finale Australian Open

Australian Open. Każdego dnia inne miejsce – Rod Laver Arena i Margaret Court