tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Bundesliga na start. Dlaczego wiosna będzie wyjątkowa?

25 dni trwała przerwa zimowa w Bundeslidze. Dla wielu klubów pewnie tylko, dla kibiców i piłkarzy aż – tak czy owak w końcu dobiegła końca. W piątek zainaugurowana zostanie runda wiosenna na niemieckich boiskach, a będzie to runda, która zapowiada się na jedną z najciekawszych w ostatnich latach. Dlaczego więc warto uważnie obserwować, co wydarzy się u naszych zachodnich sąsiadów?
Manuel Akanji i Robert Lewandowski (fot. Getty Images)

Awans Lewandowskiego w Bayernie Monachium. Niko Kovac zaufał Polakowi

BUNDESLIGA, CZYLI TA NAJATRAKCYJNIEJSZA

Spory na temat wyższości ligi hiszpańskiej nad angielską czy niemieckiej nad włoską trwają i trwać będą wiecznie – wątpliwe, by kiedykolwiek udało się je zakończyć zawarciem porozumienia między stronami. Fani Bundesligi wznoszą argumenty o fantastycznej oprawie spotkań i pełnych trybunach, Wyspiarze chwalą się wieloma gwiazdami biegającymi po angielskich boiskach, Hiszpanie chełpią trwającą od dekad rywalizacją Barcelony z Realem, a Włosi unikalnym klimatem i rosnącą atrakcyjnością rozgrywek. By jednak uczciwie zmierzyć, którą ligę powinno się oglądać, by podziwiać to, co w piłce najważniejsze, czyli gole, widowiskowość i efektowne akcje, trzeba sięgnąć do statystyk.

Przed startem rundy wiosennej oficjalny portal Bundesligi dokonał więc małego podsumowania liczbowego. Redakcja wzięła pod uwagę pięć najsilniejszych lig Starego Kontynentu (dołączając do tego grona francuską Ligue 1) i przeanalizowała materiał pod kątem cyferek. Jakie wnioski udało się wyciągnąć? Na przykład takie, że liga niemiecka może się pochwalić najwyżsżą średnią strzelonych goli w każdym meczu.

1. Bundesliga (3,04 bramki/mecz)
2. Premier League (2,85)
3. Serie A (2,62)
4. Ligue 1 (2,59)
5. La Liga (2,52)

Ale to nie koniec argumentów, którymi mogą posłużyć się fani Bundesligi w szermierce słownej z kibicami z innych państw. Generalnie w rundzie jesiennej padło aż 465 goli, choć przecież w pozostałych ligach przed nowym rokiem rozgrywane są dwie kolejki więcej. Co więcej – aż w pięciu spotkaniach jesienią padło więcej niż 6 bramek (dla porównania w La Liga były tylko 4 takie mecze, choć łącznie rozegrano ich więcej aż o 27). I raptem osiem starć nie przyniosło żadnych goli.

Mario Goetze i Marco Reus dają w tym sezonie powody do radości kibicom BVB (fot. Getty Images)

Ponadto aż pięciu piłkarzy zdobyło dwucyfrową liczbę bramek (Paco Alcacer i Marco Reus z Borussii Dortmund, Timo Werner z Lipska, Luka Jović z Eintrachtu i Robert Lewandowski). W międzyczasie fani mogli oglądać mecze, które kończyły się wynikami znanymi raczej fanom odbijania krążka na tafli lodu niż biegania za piłką po zielonej murawie. Borussia potrafiła pokonać 7:0 Norymbergę i 4:3 Augsburg, Eintracht rozbił 7:1 Fortunę Duesseldorf, Bayer Leverkusen zdemolował Werder 6:2, a Schalke 5:2 FCN.

MISTRZ (O DZIWO!) WCIĄŻ NIEZNANY

Trwająca od sześciu lat hegemonia Bayernu Monachium może i jest urocza, ale wyłącznie z perspektywy Bawarczyków. Dla kibiców Bundesligi ostatnie lata nie były jednak łatwe – gdy ich drużyna zbliżała się do starcia z mistrzem Niemiec, przezornie warto było naparzyć zapas melisy, a walka o paterę rozstrzygała się jeszcze zanim wszyscy siedli do karpia i barszczu. Nie ma co kryć – przez długi czas było nudno, bo Bayern do tego stopnia zdominował ligę, że już wczesną wiosną mógł dowolnie mieszać składem, a pewnie i miesięczne wakacje w ciepłych krajach nie zdetronizowałyby zespołu z pozycji lidera.

W końcu jednak nastąpił przełom. Oczywiście potrzeba było do tego nałożenia się kilku czynników, ale smak rywalizacji w końcu powrócił na niemieckie boiska. Zimę na pierwszym miejscu spędzili piłkarze Borussiii Dortmund i to z aż 6-punktową przewagą nad zawodnikami Niko Kovaca. To przewaga wyraźna, ale i może okazać się zgubna. Wiosną przecież BVB uda się na Allianz-Arena, a zakładając że tam polegnie, to dystans nad Bayernem będzie wynosił już tylko trzy punkty. A to przecież różnica możliwa do zniwelowania w raptem jeden weekend ligowy.

Piekielnie trudno jest wytypować, jak potoczą się losy obu drużyn wiosną. Na razie nie wiadomo, czy fenomenalna dyspozycja dortmundczyków (tylko jedna porażka jesienią) odpłynie wraz z marcowymi roztopami, czy jednak rekin poczuł krew i nie wypuści już przewagi nad dotychczas panującym. O to łatwo oczywiście nie będzie, zwłaszcza że Lucien Favre będzie miał ograniczone pole manewru w defensywie. 18. serię gier jego drużyna rozpocznie bowiem z tylko jednym zdrowym stoperem. Manuel Akanji jest kontuzjowany (wróci w marcu), Omer Toprak również (kilka tygodni pauzy), a Dan-Axel Zagadou od blisko dwóch miesięcy nie grał w piłkę wskutek urazu. Ad hoc problemy mógłby rozwiązać kupiony w tym tygodniu z Boca Juniors 18-letni Leonardo Balerdi, lecz on musi się najpierw wywiązać z obowiązków reprezentanta młodzieżowego kraju. Do Lipska zespół pojedzie więc prawdopodobnie z Abdou Diallo i grającym u jego boku eksperymentalnie Julianem Weiglem, na co dzień środkowym pomocnikiem.

Ale i pamiętajmy, że w Monachium nie było ostatnio powodów, by otwierać szampana. Wysypał się na razie transfer Lucasa Hernandeza, przeciągają się niczym najlepszej jakości ser na pizzy negocjacje z Chelsea w sprawie Calluma Hudson-Odoia, a 18-letni Kanadyjczyk Alphonso Davies nie będzie raczej, jak śpiewał klasyk, lekiem na całe zło. Niko Kovac na konferencji przed meczem z Hoffenheim tryskał co prawda humorem, wcześniej opowiadał o troskliwej pracy nad defensywą, ale wiosenna forma Bayernu pozostaje jednak zagadką.

Niko Kovac ma spory ból głowy przed rundą wiosenną (fot. Getty Images)

POŻEGNANIE LEGEND

"To już jest koniec, nie ma już nic" – zanucą w lipcu dwie legendy, które od lat związane są z Bundesligą, a w szczególności z Bayernem Monachium. Arjen Robben gra w Niemczech od 2009 roku, Franck Ribery ma o dwa lata dłuższy staż. Ci dwaj piłkarze stanowili o sile tego zespołu praktycznie od momentu transferu, strzelili razem 265 goli dla Bawarczyków i uzbierali 281 asyst. Liczby kosmiczne, ale i nadszedł w końcu czas, by zejść ze sceny i ustąpić miejsca młodszym. Zwłaszcza, że metryka odbija się czkawką już nie tylko w starciach na najwyższym poziomie, ale i z drużynami z dołu tabeli, które duet "Robbery" zwykł rozpracowywać praktycznie we dwójkę.

Pewnym jest, że obaj piłkarze nie otrzymają oferty przedłużenia umowy latem, a to oznacza, że będą mogli poszukiwać nowych pracodawców. Za pół roku nie będziemy już oglądać charakterystycznych zwodów do lewej nogi w wykonaniu Robbena i precyzyjnych strzałów w stronę dalszego słupka. Nie usłyszymy już o kolejnych wyczynach pozaboiskowych jego francuskiego partnera, który jeszcze w styczniu postanowił za pośrednictwem mediów społecznościowych obrazić matki, babcie a nawet całe drzewa genealogiczne kibiców! Oczywiście były piłkarz Marsylii fajerwerki pokazywał również na murawie, dlatego w ostatnim meczu domowym Bayernu w tej rundzie możemy się spodziewać łez, sentymentalnych wspomnień i nostalgicznych obrazków.

TRZEJ MUSZKIETEROWIE

Z przykrością trzeba stwierdzić, że topnieje polska załoga w Bundeslidze. Cztery lata temu aż 11 reprezentantów kraju było rozsianych w Niemczech, rok później 8, potem 6, potem znów 8, a teraz... tylko 3. Jeszcze jesienią 12-minutowy epizod zaliczył Jakub Błaszczykowski, lecz on opuścił w styczniu Wolfsburg i powrócił do kraju. Kto więc pozostał na placu boju? Nieliczni, ale niezwykle dzielni: Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek oraz Marcin Kamiński. Praktycznie każdy z nich może zaliczyć jesień do udanych. Napastnik Bayernu strzelił 10 goli i dorzucił do tego 5 asyst, choć jego koledzy wcale mu w tym nie pomagali, a prymitywny styl gry Bawarczyków w ofensywie wręcz przeszkadzał. Tym bardziej zaskakujące, że "Kicker" sklasyfikował "Lewego"... poza podium wśród snajperów. Być może Polak nadepnął komuś na odcisk, skoro dziennikarze stwierdzili, że na boisku gra zbyt egoistycznie. No tak, w końcu napastnik i egoizm to oksymoron.

Jak dotychczas Marcin Kamiński jest mocnym punktem Fortuny Duesseldorf (fot. Getty Images)

Fenomenalnie grał również Piszczek i z czystym sumieniem można by dywagować wręcz, czy nie ma za sobą najbardziej udanej rundy w Niemczech. 4 asysty i gol tylko udowadniają, że 33-latek był w świetnej dyspozycji. Z jednej strony gra tak jak od lat – efektywnie w destrukcji i z ochotą na szarże ofensywne. Z drugiej jednak – bije od niego, nawet przed ekranem teleodbiornika, niezwykła dojrzałość. Mądrze się ustawia, korzysta z doświadczenia, na chłodno przecina ataki rywala i pragmatycznie zapuszcza się w rejony pola karnego rywala.

Odżył w końcu Kamiński, którego pozycja w Stuttgarcie mocno osłabła i latem obrońca postanowił skorzystać z oferty wypożyczenia do Fortuny Duesseldorf. "Kamyk" szybko zaskarbił sobie sympatię trenera Friedhelma Funkela, ale niech nikogo nie zmyli tu słowo "sympatia" – 27-latek nie wywalczył miejsca w składzie za ładne oczy, a wskutek rzetelnej pracy i sumiennej pracy. Jesienią zagrał w 14 meczach i w każdym z nich w pełnym wymiarze czasowym. Prezentował się naprawdę przyzwoicie i choć beniaminek Bundesligi pewnie do ostatnich majowych kolejek będzie heroicznie walczył o utrzymanie, to Kamiński może z czystym sumieniem patrzeć rano w lustro.

W LEVERKUSEN CHCĄ OBUDZIĆ LWA

Leon Bailey, Julian Brandt, Kai Havertz, Karim Bellarabi, Kevin Volland... Na papierze ofensywa Bayeru nie ma się czego wstydzić nie tylko porównując się z sąsiadami z tabeli (Werder i Hertha), ale i na tle drużyn z podium. Drużyna z Leverkusen dysponuje kolosalnym potencjałem w ofensywie, lecz niestety chwilowo zakurzonym. Jesienią cierpieli wszyscy – zawodnicy niegrający na optymalnym poziomie, kibice i działacze obserwujący trwoniony potencjał i sam trener Heiko Herrlich, które zapadł w pamięć bezradnie drapiąc się po głowie w poszukiwaniu recepty na problemy zespołu. Teraz poszukiwać może, ale co najwyżej mieszkania i to poza Leverkusen. Szkoleniowcem B04 już bowiem nie jest.

Działacze postanowili zatrudnić autora jednej z najdziwniejszych historii sportowych w ostatnich latach. Peter Bosz półtora roku temu przejął Borussię Dortmund i z miejsca zrobił z niej machinę demolującą rywali. Najpierw nie przegrał więc dziewięciu meczów ligowych i rozsiadł się na pozycji lidera, aż nagle... coś się popsuło i nie wygrał żadnego z sześciu kolejnych. Holender wśród fanów uchodził za dośc specyficznego człowieka, bo wydawał się kompletnie beztrosko i nawinie spoglądać na zaistniałą sytuację. W rozmowach z mediami konsekwentnie utrzymywał, że nie ma zamiaru pracować nad wypracowaniem planu B, bo wierzy w plan A. Plan A, który opracował zapatrzony w teorię Johana Cruijffa i historie o futbolu totalnym. Te jednak nie wypaliły i w grudniu 55-latka na Signal-Iduna Park już nie było.

Leon Bailey ma wiosną wrócić do wysokiej formy. Obok niego Kevin Volland (fot. Getty Images)

Jeśli ktoś ma jednak wycisnąć potencjał ofensywny Bayeru jak cytrynę, do ostatniej kropli, to właśnie on. To trener zafiksowany na punkcie widowiskowej gry w ataku, więc wszystko wskazuje na to że powinien obudzić lwa w ataku. A jeśli rzeczywiście uda się wzniecić ogień w wymienionych na początku piłkarzach, to drużyna z Leverkusen może stać się objawieniem wiosny i autorem jednej z najbardziej spektakularnych szarż. No, chyba że powinie im się noga i będzie trzeba wymyślić plan B...

POGODA NIE SPRZYJA WICEMISTRZOM

Ciemne chmury zebrały się nad Gelsenkirchen jesienią, a działacze nie zrobili dotychczas w styczniu nic, by je przepędzić. Wicemistrz Niemiec prezentował się katastrofalnie w poprzedniej rundzie, przede wszystkim w formacji ofensywnej. Brakowało piłkarzy, którzy potrafiliby wykreować okazje strzeleckie, brakowało piłkarzy, którzy potrafiliby je ewentualnie wykorzystać. To poskutkowało ledwo 18 zebranymi punktami i odległą, 13. pozycją w lidze. Logiczne więc było, że zimowe okno transferowe zostanie poświęcone na wzmocnienia zespołu i tak też zapowiedział na jednej z konferencji prasowych trener, Domenico Tedesco. Schalke miało pozyskać co najmniej trzech zawodników, w tym skrzydłowego i napastnika...

Zamiast jednak pozyskiwać, wyłącznie sprzedawało. Tak, tak, to nie pomyłka. W szatni nie zagościła póki co żadna nowa twarz, zaś ubyły dwie. I tak jak pozbycie się obciążającego budżet płacowy Johannesa Geisa łatwo wytłumaczyć (odszedł do Koeln, zarabiał trzy miliony euro rocznie, a nie mieścił się w kadrze), tak transfer Naldo do Monaco odbył się w zagadkowych okolicznościach.

Co więc pozostaje kibicom Schalke? Chyba już tylko modlitwy i gorący doping, bo działacze nie zrobili na razie niczego, co mogłoby tchnąć powiew optymizmu w serca fanów. Chyba że za takie ruchy uznamy zatrudnienie nowego asystenta trenera i człowieka od przygotowania fizycznego zespołu...

Domenico Tedesco ma o czym myśleć (fot. Getty Images)

CIUCHY, GUMY DO ŻUCIA, WYCIECZKI PO ZOO

Przerwa zimowa w Bundeslidze była dla tamtejszej prasy okazją nie tylko do podsumowań i rzetelnych analiz aspektów sportowych, ale i do wynajdowania tematów okołopiłkarskich. I tak dowiedzieliśmy się na przykład, że Florian Kohfeldt, trener Werderu Brema, rozładowuje stres żując gumy. Nie byłoby w tym oczywiście nic dziwnego, gdyby nie fakt, że 36-latek wyżuwa w trakcie 90 minut aż 24 sztuki, które ma precyzyjnie rozlokowane w dwóch paczkach w kieszeniach ortalionu, w którym zawsze zasiada na ławce.

Portal 11freunde.de przeanalizował natomiast... garderobę Juliana Nagelsmanna. Zaszło bowiem podejrzenie, że 31-latek ma największą szafę ze wszystkich kolegów po fachu, bowiem w każdym jesiennym spotkaniu ubierał się inaczej. Niemiec wyrasta na modnisia, choć dziennikarze podkreślają, że nie zawsze zgadzają się z jego gustem. Czasem bowiem szkoleniowiec zakłada niedbale rozchełstaną koszulę, czasem klubowy bezrękawnik, innym razem koszulę ze spiętym agrafką kołnierzykiem i pomalowanymi henną brwiami ("Wydaje mi się, że efekt jest całkiem niezły!" – przyznał po meczu, w którym miał podejrzanie ciemne brwi), a kiedy indziej kurtkę do kolan.

Jak natomiast szykują się do meczów piłkarze Herthy? Spacerując po... ZOO. – Gdy gramy u siebie, w dniu meczowym zawsze idziemy rano całą drużyną oglądać zwierzęta. Robimy rundkę dookoła, a panda jest ostatnim zwierzęciem, które widzimy. Najpóźniej mijając właśnie pandę muszę podjąć ostateczne decyzje dotyczące zestawienia personalnego zespołu – przyznał Pal Dardai, trener berlińczyków.

Niemiecki "Bild" spostrzegł natomiast, że Niko Kovac wciąż ma w szafie sporo gadżetów z czasów, gdy był selekcjonerem reprezentacji Chorwacji. Szkoleniowiec Bayernu na treningach korzysta bowiem z notesu z widocznym logiem federacji.

Lewandowski zakochany w Bayernie? Uczucie ponownie wybuchło

najpopularniejsze

Skoki w Willingen: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła i...? Kto czwarty w kadrze Stefana Horngachera? [GŁOSOWANIE]

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Linette gra lepiej, gdy nie jest faworytką

"Okiem redakcji". Gra Polaków pod lupą

Short track, PŚ w Dreźnie. Natalia Maliszewska trzecia w finale na 500 metrów