tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Australian Open. Każdego dnia inne miejsce – chiński zakątek

Chinatown to jedno z ukochanych miejsc w Melbourne i raj dla smakoszy. Azjatyckie jedzenie cieszy się taką popularnością, że nawet pod kortami powstała maleńka chińska dzielnica.
Chinatown (fot. Antoni Cichy)

PIĘKNY GEST SWITOLINY. POGRATULOWAŁA RYWALCE I WRĘCZYŁA... NAPÓJ

Australijczycy mogą opowiadać o kulturze grillowania, ale na miejski pejzaż składają się mniejsze i większe azjatyckie knajpki. W mniejszych miastach potrafią stać rządkami przy głównych ulicach. W Melbourne największe natężenie kuchni azjatyckiej rzecz jasna jest w Chinatown. Kiedy na australijskich ziemiach zapanowała gorączka złota, statki z Chińczykami na pokładzie zaczęły nadciągać. Już w latach 60. XIX wieku powstały pierwsze chińskie osiedla. Orientalne akcenty są widoczne do dzisiaj, także w Melbourne Park.

Tenis, ale stołowy

Tu jest jak w Chinatown. Wejście do miłego zakątka pełnego chińskich akcentów zdobi brama oraz lwy po obu jej stronach. Dokładnie jak w dzielnicach Chinatown na całym świecie – w Londynie, Bostonie, San Francisco, czy tu w Sydney i Melbourne. Ściana pełna plakatów przywodzi na myśl uliczki Pekinu czy Szanghaju obwieszone reklamami. W rogu, pod ścianą stoją rowery, skrzynki, można tu znaleźć trochę cienia. Jest przyjemnie.

Jak chiński zakątek, musi być ping pong. Kilkanaście osób korzysta cały czas ze stołów. Przychodzą zjeść, posiedzieć, a przy okazji trochę pograć. Pary albo przypadkowo napotkane osoby, to nie ma większego znaczenia, kto z kim chwyci za paletki. Obok są ławki, przy których odpoczywają przechodnie. Jeśli wzięli coś do jedzenia, siadają i przyglądają się, grającym w tenisa stołowego. Przerywnik między popisami tenisowymi, ale na twardych kortach.

Chinatown (fot. Antoni Cichy)

Kolacja pod lampionami

Z kameralnego placyku, do którego wiodła ozdobna brama, wchodzi się prosto do restauracji Beijing Betty. Wewnątrz też chińskie klimaty (podwieszone lampiony) i oczywiście chińskie jedzenie. Wygląda dość luksusowo i tak kosztuje. Menu bogatsze niż w okienku "take away" (na wynos), ceny też dużo wyższe. Za pieczoną kaczkę albo wieprzowinę w zestawie 40 i 49 AUD. To porcje z kategorii "duże". Wśród "średnich" chrupiące tofu za 22 dolarów to najtańsza opcja.

Na wynos prawie wszystko po 16 dolarów australijskich – pierożki z krewetkami, krewetki, inne rodzaje pierogów. Chińskich rzecz jasna. Na pragnienie też coś jest.

Sponsor z czasów dynastii Ming

Z chińskiego zakątka Melbourne Park blisko do miasteczka Wielkiego Szlema z Paryżem, Londynem i Nowym Jorkiem. Ale o tym wkrótce. Wielkoszlemowe aspiracje Chińczyków może się nigdy nie spełnią, na razie widać je na bandach okalających korty. Tajemnicza liczba 1573 to najdroższy trunek, jaki można dostać w restauracji Beijing Betty. I nie tylko tam.

Wielu (a może żadnego?) bardziej luksusowych likierów w Chinach nie produkują. Historia sięga oczywiście 1573 roku i dynastii Ming. Akcent chiński i trochę też polski. Na którym korcie drugi wielkoszlemowy mecz w karierze rozegrała Iga Świątek? Oczywiście, na 1573 Arena.

Chinatown (fot. Antoni Cichy)

podobne informacje

Australian Open. Novak Djoković: to może był mój najlepszy finał

Australian Open: Novak Djoković po raz siódmy! Rafael Nadal bez szans

Novak Djoković kontra Rafael Nadal. Starcie gigantów w finale Australian Open

Australian Open. Każdego dnia inne miejsce – Rod Laver Arena i Margaret Court