tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Horngacher odchodzi, czyli hurtownia newsów

Dezinformacyjna lawina ma to do siebie, że się nie zatrzymuje. Przy pierwszej okazji przekazane przez głuchy telefon słowa Svena Hannawalda usłyszy od polskiego dziennikarza Kamil Stoch, a od niemieckiego Richard Freitag – pisze o plotkach dotyczących przyszłości Stefana Horngachera w swoim cowtorkowym felietonie Sebastian Parfjanowicz.

Horngacher odchodzi, czyli hurtownia newsów

Dezinformacyjna lawina ma to do siebie, że się nie zatrzymuje. Przy pierwszej okazji przekazane przez głuchy telefon słowa Svena Hannawalda usłyszy od polskiego dziennikarza Kamil Stoch, a od niemieckiego Richard Freitag – pisze o plotkach dotyczących przyszłości Stefana Horngachera w swoim cowtorkowym felietonie Sebastian Parfjanowicz.
Stefan Horngacher (fot. Getty)

W świecie skoków narciarskich, wyłączając aktywnych zawodników i trenerów, jest pięć, sześć Postaci (wielka litera nieprzypadkowa), które po każdym prawie konkursie są pod skocznią i na każdy temat ciekawie opowiedzieć potrafią. To Adam Małysz, Andreas Goldberger, Dieter Thoma, Martin Schmitt, czasami pojawia się Andreas Kuettel, a zawsze jest Sven Hannawald. Koniec. Każdy z wymienionej szóstki jest do tego człowiekiem bardzo grzecznym. Tylko Goldi na początku eksperckiej przygody latał ciut wyżej, ale też już wylądował. Po zawodach zaczyna się więc polowanie. I tak oto po Oberstdorfie upolowany został Sven Hannawald.

– Jak myślisz Sven, czy Stefan Horngacher po sezonie odejdzie z Polski do reprezentacji Niemiec?

Pytanie usłyszał Hannawald, przypuszczam, po angielsku. Rozumie i wypowiada się w tym języku całkiem swobodnie, jednak nie perfekcyjnie. Odpowiedź – wiem, bo sam jestem "łowczym", który Svena w tym sezonie upolował już razy kilka – brzmiała na 99 procent tak: Byłby idealny. To jedyny poważny kandydat, który mógłby teraz objąć reprezentację Niemiec i od razu prowadzić ją do wielkich sukcesów. Wiem że bardzo by chciał kiedyś u nas pracować. Tu ma dom i rodzinę. Potem padło kilka "ale", "być może", "zobaczymy", "czas pokaże", jednak to się nie klika zupełnie i fatalnie wygląda w tytułach. A więc wstajesz i wiesz, kibicu drogi:

"Hannawald: Horngacher przyjmie ofertę z Niemiec!" – koniecznie wykrzyknik na końcu tytułu, bo wykrzyknik, musisz wiedzieć, w przeciwieństwie do znaku zapytania pożądany jest przed wydawców zawsze.

A potem jest już tylko efekt kuli śniegowej. Kopiuj-wklej w kilkunastu kolejnych redakcjach tego newsa w oczach przeciętnego odbiorcy uwiarygadnia. – Ty, piszą o tym na wszystkich portalach, coś musi być na rzeczy. Horngacher odchodzi. Jesteśmy w d… – powie do kolegi z pracy przy pierwszej przerwie na papierosa.

Niemcy chcą zamieszania? "Decyzja Schustera może być grą psychologiczną" Dezinformacyjna lawina ma to do siebie, że się nie zatrzymuje. Przy pierwszej okazji przekazane przez głuchy telefon słowa Hannawalda usłyszy od polskiego dziennikarza Kamil Stoch, a od niemieckiego Richard Freitag. Coś powiedzą, coś się wytnie, jakiś równoważnik zdania zastąpi zdaniem złożonym i w hurtowni newsów kolejny dzień na plus. Przykłady oper medialnych – proszę bardzo: 2017, Kubica już na pewno w Williamsie! – pudło. 2018, Williams znów nie dla Kubicy! – i tym razem jakiś dziwny zwrot akcji, kto by pomyślał... A wcześniej Lewandowski kilkanaście razy podpisywał jeden kontrakt z Realem. Atramentem sympatycznym najwyraźniej.

A teraz napiszę Wam jak jest.

Nic nie wiadomo – tylko to się za cholerę nie klika. Horngacher jest jeden, a bramki są dwie. Najlepszy trener w świecie skoków i dwa najmocniejsze w tym sporcie kraje. Jeśli Niemcy go nie przekonają, to faktycznie przyjdzie im zaczynać przygotowania do igrzysk w Pekinie z kimś bez wielkiego nazwiska. Jeśli opuści Polaków, to i nam zostanie wyprawa w nieznane. Więc i nasz Prezes Apoloniusz, i ich Herr President zrobią wszystko by przeciągnąć Stefana na swoją stronę. Walizka pieniędzy, wszystkie platformy pomiarowe świata, ptasie mleko i gra na emocjach – to będzie grane. Bankowo.

Nie wiem, co postanowi Horngacher. Wiem tylko, że to bardzo uczciwy człowiek, który dziś ma w głowie przede wszystkim wynik biało-czerwonych w mistrzostwach świata, więc koperty z ofertami otworzy dopiero po ostatnim gwizdku w Seefeld. Wiem też, że zżył się z Polską, że uroczo w naszym języku przeklina i pszeniczne znad Wisły również mu smakuje. Ostatecznie przekonać go do siebie możemy tylko jedną rzeczą. Niestety tą, której dać mu pewnie nie jesteśmy w stanie.

Ciszą i spokojem.

Stefan Horngacher mówi o swojej przyszłości: chciałbym kiedyś współpracować z Niemcami
Adam Małysz: nie chcemy naciskać na Horngachera. Czekamy do MŚ
"Okiem redakcji". Jaka przyszłość Horngachera? "Czekamy do MŚ"
Apoloniusz Tajner: mieszkanie Horngahera w Niemczech komplikuje sytuację

najnowsze opinie

Piotr Jagiełło Wolna sobota. Fonfara jak Lennox Lewis

Rafał Rostkowski Dlaczego polscy sędziowie pomogli anulować gola Ajaksu

Piotr Sobczyński Karnawał i post

Jacek Dąbrowski Więcej światła