Już 9 marca miał walczyć z Edwinem Rodriguezem, ale niespodziewanie zakończył karierę. Andrzej Fonfara zapewnia jednak, że świat jeszcze o nim usłyszy. – Może zostanę trenerem, może promotorem. Mam doświadczenie, znajomości, znam ten sport od jego jasnej, ale i ciemnej strony – zaznaczył w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.
RAFAŁ MANDES, SPORT.TVP.PL: – Zaskoczyłeś całą bokserską Polskę.
ANDRZEJ FONFARA: – Zdaję sobie sprawę. Nie było jednego momentu zapalnego, nie było tak, że miałem słabszy dzień i zdecydowałem się zakończyć karierę. To się we mnie zbierało już od dłuższego czasu. Zabrakło po prostu tych emocji, tego uczucia w środku, gdy zbliża się walka. A że ja zawsze wszystko robię na sto procent, albo w ogóle, to powiedziałem "stop". Nie wszyscy wierzą, ale tak właśnie było – zdrowie ok, treningi ok, sparingi też ok, ale zabrakło tego czegoś w środku, inni pięściarze będą wiedzieli o czym mówię. Boks to niebezpieczny sport, niebezpieczna profesja i bez tego czegoś nie da się wyjść do ringu.
– Kilkanaście dni temu w Los Angeles odwiedził cię dziennikarz TVP Sport Robert El Gendy i nie dałeś po sobie poznać, że coś jest nie tak.
– Zawsze potrafiłem ukrywać emocje i to, co siedzi mi w głowie. Po prostu czekałem na odpowiedni moment, by ogłosić decyzję, chciałem wiedzieć na sto procent, że właśnie tego chce. Tak się złożyło, że stało się to ostatecznie niecały miesiąc przed walką, ale lepiej przed niż po.
I za takie momenty dziękujemy @andrzej_fonfara❗👊 Chavez Jr na deskach i chociaż wstał, to do kolejnej rundy już nie wyszedł. 💪🔥 #bokstvp
— TVP Sport (@sport_tvppl) 13 lutego 2019
A tutaj zobaczycie, co o zakończeniu kariery przez "Polskiego Księcia" mówił Albert Sosnowski 👉 https://t.co/1u4cl9tsyZ pic.twitter.com/gnOWJ2hVfn
– Odchodzisz na własnych warunkach. Nie wszyscy pięściarze mogą to samo powiedzieć o sobie.
– Być może dlatego łatwiej było mi podjąć taką decyzję. Nie chciałem oszukiwać ludzi, którzy byli najbliżej mniej, nie chciałem oszukiwać kibiców. Fani oczekują, że wychodząc do ringu dam z siebie wszystko, a ja nie mogłem im tego zapewnić. To byłoby nie fair. A wejść na ring tylko po to, by zarobić kilka złotych, to nie w moim stylu.
– Decyzja jest nieodwracalna? Nie wrócisz nawet wtedy, gdy pojawi się propozycja walki na stadionie twojej ukochanej Legii Warszawa?
– Wtedy może bym wrócił (śmiech). Nie no żartuje, nikt ani nic mnie nie skusi do powrotu. Mam za co żyć, mam dla kogo żyć. Nie chodzi o pieniądze, sławę, itd., bo przecież miałem teraz walczyć w telewizji FOX, zagwarantowali mi znakomitą gażę, a kontrakt podpisałem na trzy pojedynki. Miałem wszystko, by iść do przodu, ale jak raz powiedziałem "stop", to zdania nie zmienię.
– Wspomniałeś, że masz za co żyć, że pracy ci nie zabraknie. Możesz zdradzić więcej?
– Przede wszystkim to teraz pakuję się i wracam z Los Angeles do domu, do Chicago. Nie widziałem rodziny dłuższy czas, stęskniłem się i teraz to im muszę poświęcić trochę czasu. Co do zajęć to mam trzy biznesy – hurtownię kamienia, firmę transportową i swój gym, a w głowie wiele innych pomysłów. Najbliższe plany to budowa sklepów i mieszkań. W boksie także zamierzam być aktywny – może w przyszłość zostanę trenerem, może promotorem. Mam doświadczenie, znajomości, znam ten sport od jego jasnej, ale i ciemnej strony.
– Zabrakło kropki nad i, czyli zdobycia tytułu mistrza świata, ale masz się czym pochwalić, a boks, który prezentowałeś, podobał się kibicom.
– Zawsze lubiłem otwarty boks, lubiłem się pobić w ringu i dać ludziom emocje. Świetnych walk nie brakowało, zawsze walczyłem do końca i dawałem z siebie maksa. Szkoda tej pierwszej walki z Adonisem Stevensonem, posłałem go na deski, ale mimo porażki ten pojedynek otworzył mi drzwi do wielkich batalii. Przyjdzie jeszcze czas, by dokładniej przeanalizować całą karierę, łezka pewnie się zakręci, jednak teraz chce się po prostu cieszyć życiem. Zawodowy boks to więzienie, trzymanie diety, ciężkie treningi, itd., więc chętnie teraz od tego odpocznę.
– A chciałbyś coś wymazać z pamięci?
– Nie, nawet porażek, bo dzięki nim przekonałem się, kto naprawdę jest moim przyjacielem, a kogo interesowałem tylko wtedy, gdy wygrywałem. Porażki sortowały moje najbliższe otoczenie i teraz mam wokół siebie tylko takich ludzi, na których mogę liczyć w każdej chwili i w każdej sprawie.
– Tak z ręką na sercu – nie będziesz tęsknić za boksem?
– Na pewno będę. Gdy podejmowałem finalną decyzję obok mnie był mój brat, który powiedział, że jak kiedyś będę chciał wrócić, to on mi nie pomoże, a nawet weźmie pałę i zdzieli mnie po łbie. Za kilka dni, gdy opadnie medialny szum, pewnie pojawi się chwila zadumy, pojawią się pytania w głowie, czy dobrze zrobiłem, ale nie ma odwrotu. Zapewniam jednak wszystkich, że jeszcze o mnie usłyszycie.
Następne