tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Umarł król, nie(ch) żyje król

Aby wejść na pięściarski szczyt trzeba tysięcy godzin ciężkiej pracy, hektolitrów wylanego potu, talentu i co tu dużo kryć, znajomości. Ale jeżeli już ktoś pojawi się na szczycie (czytaj: zdobędzie pas mistrza świata) i wchodzi do wielkiego świata nie tylko sportu, ale głównie show biznesu musi wykazać się podobnie jak w ringu.. naprawdę mocną głową.

Umarł król, nie(ch) żyje król

Aby wejść na pięściarski szczyt trzeba tysięcy godzin ciężkiej pracy, hektolitrów wylanego potu, talentu i co tu dużo kryć, znajomości. Ale jeżeli już ktoś pojawi się na szczycie (czytaj: zdobędzie pas mistrza świata) i wchodzi do wielkiego świata nie tylko sportu, ale głównie show biznesu musi wykazać się podobnie jak w ringu.. naprawdę mocną głową.

I nie mówię tu o możliwościach w spożyciu alkoholu, chociaż w tej dziedzinie brawa należą się Ricardo Mayordze byłemu mistrzowie świata WBA i WBC w półśredniej, który potrafił prosto z baru pojechać do hali, wejść do ringu, oczywiście wygrać walkę w naprawdę wielkim stylu i.. wrócić do baru, by balować do rana. Nie wierzycie?? Zapytajcie Jimiego Glena, właściciela wspaniałego bokserskiego pubu Jimi’s Corner na Manhattanie. Najważniejsze to nie roztrwonić tego co się zdobyło i właściwie to ulokować, a nie utopić się i pójść na dno.

Klasycznym przykładem topielca jest Mike Tyson. To naprawdę wielka umiejętność by mając majątek szacowany na 400 mln dolarów ostatecznie wpaść w 40 milionowe długi. Innym przykładem króla który nie żyje mimo, że próbuje unieść wieko sportowej trumny jest Riddick Bowe.

„Big Daddy” to historia jakich wiele w pięściarstwie - Od zera do bohatera… a później znowu do zera. Ostatnio pojawiła się informacja że Bowe na pchlim targu, za marne pieniądze, usiłował sprzedawać swoje zdjęcia z autografami. Nie cieszyły się one zbyt wielkim powodzeniem. To jednak nie przeszkadza byłemu mistrzowi świata, który chociaż pieniędzy nie ma, ale za to ma marzenia, w które głęboko wierzy. Zapowiada, że jest w stanie jeszcze raz stanąć na szczycie. Cóż, „fantazja jest od tego, aby bawić się na całego”. Bowe chwile swojej świetności przeżywał na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia, kiedy to był absolutnym mistrzem świata wagi ciężkiej, a jego trójbój z Evanderem Holyfieldem przeszedł do historii boksu. Był najlepszym na świecie. Był królem. Do czasu kiedy na jego drodze nie stanął Andrzej Gołota. Polak , mimo że przegrał , zakończył wspaniałą karierę wicemistrza olimpijskiego z Seulu. Bowe zniknął z ringu na 8 lat.

Pamiętam jak podczas walki Andrzeja Gołoty z Johnem Ruizem w nowojorskiej Madison Square Garden w 2004 roku „ Big Daddy” pojawił się na widowni. Gruby, z zapuchniętą twarzą, ubrany w dłuuugie futro z lisów wyglądał jak podrzędnej klasy gangster, a nie jak ktoś, kto parę lat wcześniej miał świat u stóp. Bowe wszedł, wyściskał się z Donem Kingiem, popatrzył na ring gdzie walczył Polak, uśmiechnął się, machnął lekceważąco ręką i ostentacyjnie opuścił widownię. Sprawiał wrażenie pewnego siebie, ale to była skorupa, pod którą kryła się już ruina byłego więźnia skazanego za uprowadzenie swojej rodziny. Spadł na dno. Król umarł. Wprawdzie próbuje znowu pokazać się w ringu. Od 2004 roku Bowe stoczył do tej pory trzy walki. Wszystkie wygrał. Ostatnią w grudniu ubiegłego roku. Wierzy, że da radę znowu być mistrzem świata. Bo co mu innego pozostało, jak nie wiara w cuda.

George Foreman zdobył ponownie tytuł gdy miał 45 lat, a ja jestem przecież sporo od niego młodszy – mówi Bowe. Na mistrzostwo oczywiście nie ma najmniejszych szans, zresztą raczej nikt nawet nie da mu szansy na pojedynek o pas, bo publicznych egzekucji już dzisiaj nie ma. Krótko. Umarł król i nie żyje król…

najnowsze opinie

Robert Podoliński Obowiązek gry młodzieżowca? Musimy szukać takich opcji

Rafał Rostkowski Liga Mistrzów bez skandali? VAR w lutym

Maciej Szczęsny Ricardo Sa Pinto znalazł kozła ofiarnego

Tomasz Kłos Losowanie? Eliminacje mundialu przestrogą dla Polski