• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj

15.09.2011

Djoković i Nadal naprawili gafy koleżanek

Autor: Michał Regulski, Źródło: TVP Sport

To był wyjątkowy US Open, choć akurat dla nas tak się nie zapowiadał. Agnieszka Radwańska trzeci raz z rzędu odpadła w drugiej rundzie, do tego po słabej grze i bez klasy. Marne to pocieszenie, że jej pogromczyni – Angelique Kerber (biegle mówiąca po polsku i na co dzień trenująca w Puszczykowie pod Poznaniem, w klubie swojego dziadka) dotarła do półfinału i o mały włos nie wyeliminowała późniejszej triumfatorki Samanthy Stosur.

Agnieszka Radwańska pożegnała się z US Open w drugiej rundzie (fot.PAP/EPA)

Podziel się:   Więcej
To jedynie pokazuje, jak ogromną szansę na wielkoszlemowy sukces zmarnowała krakowianka. Kobiecy tenis nie ma ostatnio wiodącej gwiazdy. Widoczne to jest szczególnie w tym roku. Każdy z czterech turniejów najwyższej rangi wygrała inna zawodniczka (w Melbourne Kim Clijsters, w Paryżu Na Li, w Londynie Petra Kvitova, w Nowym Jorku wspomniana Stosur).

Co więcej bohaterki wcześniejszych, tegorocznych grand slamów nie robią furory na miarę poprzednich mistrzyń. Clijsters woli spełniać się bardziej w roli młodej matki niż gwiazdy tenisa. Na Li i Kvitova odpadły w Nowym Jorku już w pierwszej rundzie. Do tego aktualna liderka rankingu WTA Caroline Wozniacki zawodzi od lat w najważniejszych imprezach. Na Flushing Meadows znów dotarła zaledwie do półfinału.

Kobiecemu tenisowi nie tylko brakuje zdecydowanej liderki, ale też osobowości na miarę Martiny Navratilovej, Steffi Graf, Gabrieli Sabatini czy Justine Henin. Zachowanie i klasa mistrzyni są ważne nie tylko na korcie, ale też poza nim.

Właśnie zachowania i klasy zabrakło tegorocznym finalistkom US Open. Najpierw doszło do bezsensownej i sprzecznej z tenisowym kodeksem „pyskówki” między sędzią a Sereną Williams – wynikającej niestety z braku znajomości przepisów przez trzynastokrotną, wielkoszlemową mistrzynię. Później podczas ceremonii dekoracji żadna z tenisistek nie zająknęła się nawet o rocznicy zamachu na World Trade Center – choć finał odbył się dokładnie 11 września, zaledwie kilkanaście kilometrów od strefy zero.

Novak Djoković (P) pokonał w wielkim finale Rafaela Nadala
Foto: PAP/EPA

Djoković i Nadal pokazali klasę

Czym te dni były dla nowojorczyków? Dokładnie rozumieli to Novak Djoković i Rafael Nadal. Obaj naprawili gafę koleżanek i oddali hołd ofiarom następnego dnia, po swoim finale (Novak wystąpił nawet w czapce nowojorskich strażaków).

To nie jedyna różnica między tenisowym światem mężczyzn i kobiet. U panów następuje pasjonująca zmiana pokoleniowa.

Djoković w wielkim stylu przebił się przez dotychczasową hegemonię Nadala oraz Rogera Federera i zdominował rywalizację. Serb wygrał Australian Open, Wimbledon i US Open (po epickich bataliach najpierw z Federerem a później Nadalem). Do klasycznego szlema zabrakło mu tylko triumfu na kortach Rolanda Garrosa, gdzie przegrał jedyny mecz w tym roku… z Federerem (druga, statystyczna porażka to krecz z powodu kontuzji w Montrealu).

Do wielkiej trójki milowymi krokami zbliża się nadzieja Brytyjczyków Andy Murray. Pojedynki tej czwórki rozpalają wyobraźnie kibiców na długo przed tym, jak tenisiści wyjdą na kort.

Zacząłem od tego, że tegoroczny US Open był wyjątkowy, choć dla nas trochę niespodziewanie. Postawa naszego debla – Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego była wielkim zaskoczeniem. Niestety po finale z austriacką/niemiecką parą Melzer/Petzschner pozostał wielki niedosyt i rozczarowanie, że historyczna szansa zdobycia przez Polaków tytułu w Nowym Jorku nie została wykorzystana. Obaj nasi tenisiści na szczęście też to czują i zapowiadają walkę w kolejnych latach swoich wielkoszlemowych występów o powtórkę wyczynu Wojciecha Fibaka z 1978 roku z Melbourne.

Czytaj również: Matkowski: nie czujemy się spełnieni

 
 
 
...