Przeminęło z wiatrem. Hula: pojawiły się punkty z kosmosu

Stefan Hula (fot. PAP)
– Słyszałem w krótkofalówce, że Stefan ma pecha, a tu tyle punktów odjętych! – dziwił się po konkursie na normalnej skoczni Adam Małysz. Polacy zajmowali dwa czołowe miejsca po pierwszej serii, ale zakończyli zmagania bez medalu.

OLIMPIJSKIE WICHRY LOSU. STRACONA SZANSA POLAKÓW

Polacy nie mieli szczęścia na wietrznej loterii. Już na półmetku zmagania zakończył Dawid Kubacki, który plasował się w czołówce wszystkich poprzednich serii na Alpensii. W gorszych od rywali warunkach rywalizował w pierwszej próbie także Maciej Kot. W finale pecha mieli Kamil Stoch i Stefan Hula. – Dalej w to nie wierzę. Wycięło nam Dawida. Skoki Kamila i Stefana były całkiem niezłe. To nie powinno się tak skończyć – analizował rozgoryczony Małysz.

Stoch miał w drugiej serii nieco słabszy wiatr pod narty niż główni rywale. Oddaje to bonifikata "- 10,2 punktu" przy "- 17,8" późniejszego mistrza Andreasa Wellingera. Warto przy tym pamiętać, że rekompensata nie wynagradza w pełni wydarzeń na skoczni. – To około 70 procent należnych punktów. Nie chcieliśmy 100 procent, bo w ten sposób pozostaje trochę romantyczności, która zawsze cechowała skoki – tłumaczył kilka razy najważniejszy w tej dyscyplinie Walter Hofer.

Małysz: tego konkursu w ogóle nie powinno być

"Chorągiewki stały"
Większe niezrozumienie wywołała jednak próba Huli. Polak miał 5,9 punktu przewagi po pierwszej serii nad drugimi ex aequo Stochem i Forfangiem. Po jego lądowaniu było pewne, że przegra z Wellingerem (dotknął zeskoku wyraźnie przed zieloną linią), ale wszystko wskazywało na to, że stanie na podium. – Skok był niezły, choć zabrakło tam na początku powietrza. A potem pojawiły się punkty z kosmosu. Nie czułem, aby był taki wiatr – opowiadał sam lider po pierwszej serii.

Wokół Huli zebrali się polscy skoczkowie, aby wspólnie świętować. Zabrakło im jednak powodów. – Do tej pory nie wiem jak mu to policzyli – chorągiewki stały, a odjęli mu tyle punktów. Reasumując zrobił świetną pracę – podkreślał Stoch. – Słyszałem słowa w krótkofalówkach, że Stefan ma pecha, a tu takie punkty... – relacjonował Małysz.

Hula miał ostatecznie w dwóch seriach odebrane za wiatr 32,6 punktu. Więcej w czołowej dziesiątce stracił ze względu na naturę jedynie Junshiro Kobayashi. Teoretycznie najmniej na aurę mogli liczyć Robert Johansson (-22,9) i Stoch (-24,3).

Miejsce Zawodnik Bonifikata
za wiatr
1. Andreas Wellinger - 28,3
2. Johann Andre Forfang - 29,2
3. Robert Johansson - 22,9
4. Kamil Stoch - 24,3
5. Stefan Hula - 32,6
6. Daniel Andre Tande - 32,6
7. Junshiro Kobayashi - 33,9
8. Markus Eisenbichler - 31,9
9. Richard Freitag - 25,6
10. Karl Geiger - 25,2

Bumerang Simon
W liczącej 94 lata historii skoków narciarskich na igrzyskach nigdy nie odwołano drugiej serii. Nie stało się to też w Pjongczangu. Determinację organizatorów na długo zapamięta Simon Ammann. Czterokrotny mistrz olimpijski zasiadł w drugiej serii na belce jeszcze 10 lutego, ale skok zdołał oddać dopiero 11. Powiodło się podczas piątej próby...

Mamy tyle dni wolnych, a nikt nie próbował tego przełożyć – nie mógł zrozumieć Małysz. Z drugiej strony prognozy zakładają jednak, że aura będzie niekorzystna do środy. Tego dnia skoczkowie po raz pierwszy będą trenować na dużej skoczni. – Nie muszę o niczym zapominać. Niby medal był tak blisko, ale dla mnie to i tak piękny czas – podkreślał Hula, który był tak blisko medalu. Piąte miejsce to dla niego jednak i tak życiowy rezultat na mistrzowskiej imprezie.

Źródło: SPORT.TVP.PL