Bohater Johansson. Wąsy zainteresowały Amerykę

Robert Johansson (fot. PAP/EPA/VASSIL DONEV)
W sobotnim konkursie olimpijskim na skoczni normalnej Robert Johansson zajął trzecie miejsce. 28-letni skoczek jeszcze nigdy nie wygrał zawodów Pucharu Świata, a tylko raz zakończył rywalizację na podium. Nie tak dawno myślał nawet o pożegnaniu się ze skokami... 

Andreas Wellinger dla TVP: "Dopisały mi warunki"

Johansson znany był dotychczas kibicom głównie za sprawą swoich wąsów, a nie osiąganych wyników. W Pucharze Świata po raz pierwszy pojawił się w 2009 roku. Nie przebrnął jednak kwalifikacji do konkursu w Vikersund. Od tamtej pory do końca 2015 roku udało mu się zdobyć łącznie tylko 48 punktów. Nie najlepiej prezentował się również w Pucharze Kontynentalnym, co sprawiło, że w wieku 25 lat myślał o zakończeniu kariery.

Przełom nastąpił podczas lotów na Vikersundbakken w 2016 roku, w których wystąpił... przez przypadek. Wszystko za sprawą przepisów FIS. Zgodnie z nimi na skoczni mamuciej nie mogą wystąpić zawodnicy, którzy nie zdobyli jeszcze punktów Pucharu Świata czy Letniego Grand Prix. Dlatego też w konkursie nie wystartowali między innymi Halvor Egner Granerud i Espen Roee. Trener Norwegów – Alexander Stoeckl – postanowił dać szansę "Wąsaczowi", którą ten wykorzystał.

Występy na norweskim mamucie były jego jedynymi w sezonie 2015/2016. Na dobre wyniki nie trzeba było długo czekać. Podczas 65. Turnieju Czterech Skoczni po raz pierwszy stanął na podium Pucharu Świata, zajmując 2. lokatę w Innsbrucku. Ponadto w marcu na tak szczęśliwym dla niego obiekcie w Vikersund osiągnął 252 metry, co przez chwilę było nawet nieoficjalnym rekordem świata w długości lotu. Johansson był pewnym punktem reprezentacji Norwegii, ale na horyzoncie pojawili się potencjalni rywale do zajęcia jego miejsca.

Hofer broni decyzji o kontynuowaniu zawodów

W kadrze Norwegii walka o wyjazd do Korei trwała do ostatniej chwili. Podczas pucharowych zawodów w Zakopanem świetnie spisał się Marius Lindvik. Młody Norweg w kwalifikacjach zaprezentował się najlepiej spośród wszystkich skoczków zabranych tam przez Stoeckla. Sprawiło to, że austriacki szkoleniowiec postanowił wystawić go w konkursie drużynowym. Co ciekawe, zmienił w składzie... Johanssona. Niewiele brakowało, a to właśnie on poleciałby do Korei w miejsce "Wąsacza". Sztab Norwegów postawił jednak na doświadczenie.

Zafascynowani Johanssonem są Amerykanie. O brązowym medaliście olimpijskim ze skoczni normalnej rozpisują się między innymi Washington Post i USA Today, które źródła sukcesu dopatrują się w jego "niesamowitych wąsach". – Spróbuję je ostatecznie usunąć i zobaczę, czy doda mi to kilku metrów – żartował niegdyś Norweg w rozmowie z Dagbladet.

Źródło: SPORT.TVP.PL/DAGBLADET