Strażak Bródka znowu w akcji. "Przekroczyliśmy granice"

Zbigniew Bródka (fot. getty images)
W Soczi był dla nas jednym z trójki największych bohaterów. Na kolejne igrzyska Zbigniew Bródka wyruszył z dużo trudniejszym zadaniem. Pomimo że obrona tytułu mistrza olimpijskiego jest mało prawdopodobna, strażak z Domaniewic nie zamierza się poddawać. Transmisja w TVP 1, sport.tvp.pl i aplikacji mobilnej we wtorek od 11:25.

Nadzieja na sukces. Polskie panczenistki powalczą o wysokie pozycje

– Sezon olimpijski zawsze jest specyficzny, jeśli chodzi o poziom. Jego wyznacznikiem są czasy zawodników, które w tej chwili są niezwykle wyrównane. Taka sytuacja powtarza się tak naprawdę co cztery lata, z tym że na każdym dystansie za każdym razem idziemy krok dalej – bite są kolejne rekordy - mówił Zbigniew Bródka na miesiąc przed wylotem do Pjongczangu.

Tak było także przed Soczi. Sezon 2012/2013 był jednak dla naszego panczenisty bardzo udany. Po niezwykle dobrej końcówce i czterech podiach z rzędu, został wówczas pierwszym w historii Polakiem, który triumfował w klasyfikacji generalnej. Rok później, podczas rosyjskich igrzysk, nasz rodak nie był co prawda głównym faworytem do triumfu, ale po raz kolejny zdołał zanotować fenomenalne występy.

Bródka osiągnął nieprawdopodobny sukces i pokonując o 0,003 sekundy Koena Verweija zdobył złoty medal - wyjątkowy, bo pierwszy w historii polskiego łyżwiarstwa szybkiego. Dodatkowo to on był filarem drużyny, w której wraz z Konradem Niedźwiedzkim i Janem Szymańskim sięgnął po drugi, tym razem brązowy krążek.

Jeszcze dwa lata temu wydawało się, że zarówno indywidualny start Bródki, jak i rywalizacja drużynowa także podczas igrzysk w Pjongczangu będą naszymi nadziejami na medale. Przygotowania do najważniejszego występu czterolecia skomplikowała jednak kontuzja.

Przekroczyliśmy granicę, której nigdy staramy się nie przekraczać. Zawsze trenujemy do granic swoich możliwości, a tutaj organizm dał po prostu znak, że poszliśmy za daleko. Nie był to jednorazowy za mocny trening czy też wypadek, a wynik nakładania się wieloletnich obciążeń - tłumaczy sam mistrz olimpijski. Problemy z mięśniem czworogłowym spowodowały, że nie mógł w pełni sił wystartować w Pucharach Świata. W rezultacie drużyna bardzo pechowo nie wywalczyła kwalifikacji na igrzyska, a sam Bródka zdobył ją niemalże rzutem na taśmę.

To i tak dość pozytywne rozstrzygnięcie, biorąc pod uwagę, że jeszcze w październiku nasz reprezentant nie wystartował w mistrzostwach Polski na dystansach, właśnie przez kontuzję. Problemy zdrowotne niepokoiły tym bardziej, że to nie pierwsza taka sytuacja w karierze Bródki. Uraz łękotki przyczynił się do tego, że jeszcze jako zawodnik uprawiający short track wypadł z igrzysk w Turynie, a rok później ostatecznie przestał uprawiać tę dyscyplinę – to wówczas właśnie zaczęła się jego przygoda z jazdą na długim torze.

Tym razem na szczęście nasz mistrz szybko uporał się z urazem. Musiał jednak zdecydowanie zmodyfikować swój plan przygotowań do igrzysk. Przede wszystkim zmieniły się treningi – trzeba było nieco zdjąć obciążenia, które byśmy robili. Ja nie mogłem w tym okresie iść na trening siłowy. Praktycznie przez sześć tygodni byłem ograniczony na treningu - tłumaczy.

Pojawiło się wiele wątpliwości - między innymi ta, czy Bródka w ogóle powinien wystartować na Mistrzostwach Europy. Do Kołomny mimo wszystko pojechał, aby pomóc drużynie w zdobyciu brązowego medalu. Start indywidualny potraktował jednak mocno treningowo.

Opłaciło się, bo ostatnie tygodnie okazały się dla Bródki zdecydowanie bardziej udane, niż początek sezonu. Ostatni Puchar Świata w Erfurcie Polak zakończył na ósmym miejscu, udowadniając że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Chciałbym oczywiście powiedzieć, że jadę po medal, ale to na pewno nie będzie takie proste. Można być jednak pewnym, że na pewno nie zabraknie mi chęci walki. Jestem takim typem człowieka i sportowca, który nigdy się nie poddaje. Walczę mimo tej kontuzji, która mi się przytrafiła - zapowiedział Zbigniew Bródka.

Miejmy nadzieję, że po jutrzejszym starcie będziemy mogli po raz kolejny być dumni. Dzielny strażak z Domaniewic na pewno się nie podda, choć tym razem jego misja będzie jeszcze trudniejsza, niż ta sprzed czterech lat.

Zbigniew Bródka: klątwa chorążego? Nic mi nie grozi
Źródło: sport.tvp.pl