Turniej hokejowych rezerw. Kanadyjczycy mierzą w złoto

Reprezentacja Kanady (fot. Getty)
Skład olimpijskiej reprezentacji Kanady przez lata przypominał zestawienie największych gwiazd hokeja na lodzie. Kiedy okazało się, że w igrzyskach w Pjongczangu nie wystąpią gracze z NHL, w drużynie nie ma wielkich nazwisk. Nie brakuje jednak ciekawych historii.

Niesamowity rekord olimpijski hokeistki z USA

Wśród nich jest m.in. opowieść urodzonego w Zabrzu i wychowanego w Kandzie Wojtka Wolskiego. 31-letni zawodnik w październiku 2016 roku w meczu ligi KHL uderzył głową w bandę i doznał złamania dwóch kręgów w odcinku szyjnym rdzenia kręgowego.

Rok temu leżałem w szpitalu po ciężkiej operacji kręgosłupa, nie mając pojęcia, co przyniesie przyszłość, nie wiedząc czy kiedykolwiek będę jeszcze grał. Dziś jestem niezmiernie szczęśliwy i dumny z tego, że mogę wystąpić w igrzyskach. Dziękuje wszystkim za miłość, wiarę i wsparcie – powiedział mający polskiego korzenie zawodnik po powołaniu.

Wolski jeszcze kilka lat temu nie marzył nawet o grze w reprezentacji. Dziś wspólnie z kolegami staje do walki o trzecie z rzędu olimpijskie złoto dla Kanady.

Kompletna modyfikacja kadry stała się koniecznością w związku z absencją graczy z NHL. Informacja o braku najlepszych była szokiem dla wielu kibiców. Od 1998 roku, kiedy czołowi hokeiści mogli brać udział w igrzyskach, cała Kanada co cztery lata zastanawiała się nad tym kogo i dlaczego powoła sztab trenerski.

W kraju, gdzie hokej to coś więcej niż sport, wybór kilkunastu najlepszych spośród setek wybitnych zawodników dostarczał tematów na wiele tygodni rozmów i rozważań, wypełniając gwarem domy, bary, szkoły i lodowiska od Nowej Fundlandii po Jukon. Wreszcie nadchodził dzień powołań, transmisja na żywo, tłumy dziennikarzy, specjalne studio na lodowisku, miliony telewidzów i 25 słynnych nazwisk.

Tym razem sprawy wyglądały nieco inaczej. Sztab przedstawił skład w środku dnia, prosto z głównej siedziby związku, bez wielkiego medialnego szumu. Choć wszyscy powołani razem mają na koncie 5544 mecze w NHL, to poza kilkoma wyjątkami, jak zdobywca Pucharu Stanleya Chris Kelly czy były gracz Boston Bruins Derek Roy, większość to mało znani zawodnicy ze słabszych lig Ameryki Północnej, drużyn europejskich, a nawet Chin.

By zdezorientowani kibice poznali i polubili swoją nową reprezentację, kanadyjskie media zaczęły odkrywać przeszłość poszczególnych kadrowiczów. Ta zaś często okazywała się wyjątkowa.

Andrew Ebbett w wieku 32 lat zdecydował, że ma dość walki o pierwsze miejsce w składzie Pittsburgh Penguins i błąkania się na zapleczu NHL. Pochodzący z Vernon zawodnik podjął wtedy odważną decyzję i przeniósł się do szwajcarskiego Berna. W Europie rozegrał jednak tylko kilka spotkań i doznał bardzo ciężkiej kontuzji piszczela.

W szpitalu powiedzieli mi, że nie tylko nie wrócę do hokeja, ale że mogę mieć problemy z chodzeniem. Byłem w szoku, załamałem się i myślałem, że to koniec. Zebrałem się jednak w sobie, lekarze złożyli mi jakoś nogę. Zostałem w Bernie i przez cztery miesiące ostro ćwiczyłem. Nie chciałem być kolejnym facetem, który leci do Europy i zaraz wraca z niej zdołowany oraz zniechęcony. Zacząłem walkę i... pomogłem drużynie zdobyć mistrzostwo kraju – wspominał Ebbett.

Nie wszyscy w kanadyjskiej drużynie mają do opowiedzenia podobne historie, jak Wolski czy Ebbett. Wśród powołanych jest wielu graczy kończących karierę, takich którzy podejmowali w jej trakcie błędne decyzje lub zwyczajnie prezentowali się zbyt słabo w NHL.

W Kandzie wciąż nie mają pewności, czy nowa reprezentacja nie tylko zdobędzie medal, ale i serca kibiców. Poziom turnieju olimpijskiego będzie prawdopodobne niższy niż ostatnio, a wiele meczów pokrywać się będzie w czasie ze spotkaniami NHL.

Celem Kanady jest złoto i to się nie zmienia. Wiem, że ludzie są trochę zawiedzeni brakiem hokeistów z NHL, ale my też będziemy walczyć o najwyższe cele i myślę, że fani będą z nami. Kibice zobaczą takie historie jak moja, o ludziach, którzy mogli nigdy już nie zagrać, a dziś są w reprezentacji. To może ich zainspirować. Nic nie jest niemożliwe – pracuj, ćwicz, walcz, marz, a uda się – mówił przed turniejem Wolski.

Niezależnie od przeszłości zawodników, dla każdego z nich wyjazd do Korei jest czymś wyjątkowym.

W zespole nie ma nikogo, kto by powiedział, że udział w igrzyskach to nie jest najważniejszy moment w karierze i życiu, nie tylko jego, ale i rodziny. Gdy dzwoniliśmy z informacją o powołaniu, zawodnicy płakali, płakali ich bliscy, w końcu płakaliśmy i my, czyli ludzie ze sztabu – przyznał menedżer kanadyjskiej ekipy Sean Burke, dwukrotny olimpijczyk.

Każdy z zawodników w którymś momencie usłyszał "nie". Ktoś powiedział im, że nie mogą dalej grać w NHL, że nie ma tam dla nich miejsca. Oni jednak stwierdzili, że będą próbować dalej, bo kochają hokej. To jest coś, co trzeba docenić – dodał trener zespołu Willie Desjardins.

Kanadyjczycy pierwszy mecz w turnieju w Pjongcznagu rozegrają w czwartek ze Szwajcarami.

Źródło: