Od Vucko do Crosby'ego. Część 1.

Jens Weissflog (fot. Getty)
Na dobre rozkręcają się zimowe igrzyska olimpijskie w Pjongczangu, ale chcę wrócić do kilku "swoich" poprzednich igrzysk. Co z nich najbardziej utknęło mi w pamięci?

Zaczęło się od Sarajewa 1984, ale wówczas sport nie był najistotniejszy. W pamięci została jedynie maskotka igrzysk, czyli sympatyczny wilk Vucko, którego mój tata przykleił na jedną ze swoich kaset magnetofonowych.

Cztery lata pózniej było Calgary i tutaj ze "sportową" pamięcią jest już znacznie lepiej. Tradycyjnie towarzyszyłem żeńskiej części familii przy łyżwiarstwie figurowym trzymając kciuki za Grzegorza Filipowskiego i potknięcia jego rywali Pietrenki, Fadiejewa czy Boitano. "Moja" druga zimowa dyscyplina to skoki narciarskie, ale wówczas nie Nykanen był na pierwszym planie, ale Piotr Fijas (czemu on pluje przed skokiem?) i Eddie "The Eagle" Edwards (czemu skacze w okularach i tak krótko?). Niestety nie pamiętam z Calgary świetnych meczów polskich hokeistów ze Szwecją (1:1) i Kanadą (0:1), ale te braki zostały potem gruntownie uzupełnione. Na koniec muszę wspomnieć o kapitalnym motywie muzycznym "Winter Games" Davida Fostera, do którego często wracam (podobnie jak do seulskiego "Hand in hand", też z 1988).

Z Albertville 1992 wreszcie pamiętam hokej! Konkretnie pierwszą tercję meczu Polaków z USA i niesamowitą postawę naszego bramkarza Mariusza Kiecy, który skapitulował dopiero w 35. minucie (ostatecznie przegraliśmy tylko 0:3). Niestety był to ostatni start Polaków na ZIO i nieprędko zanosi się na kolejny. Albertville to także wspomnienie dwóch wspaniałych narciarzy: norweskiego biegacza Bjorna Daehliego i włoskiego slalomisty Alberto Tomby.

Na kolejne ZIO czekaliśmy zaledwie dwa lata, bo już w 1994 roku areną zmagań było norweskie Lillehammer. Z tego czasu najlepiej pamiętam niezwykłą halę lodową, w kształcie odwróconej łodzi Wikingów (procentują lata czytania Thorgala). Lillehammer to także powroty do sportu gwiazd łyżwiarstwa figurowego Kateriny Witt, Briana Boitano i pary tanecznej Torvill-Dean oraz niesamowitego wyczynu Jensa Weissfloga. Od dziecka był moim ulubionym skoczkiem (mimo że z NRD) i po zmianie stylu w skokach narciarskich (z równoległego na V) nie sądziłem, że będzie w stanie "przestawić się" i osiągać nadal sukcesy. Ogromnie cieszyłem się z jego złota na dużej skoczni.

Druga część "moich" ZIO już za tydzień.

Źródło: Sport.tvp.pl