Podzielony dom hokejowych sióstr. "Nigdy bym się tego nie spodziewała"

Siostry Brandt – Hannah (L) i Marissa (P) (fot. abcnews.go.com)
W olimpijskim turnieju hokeistek w Pjongczangu biorą udział siostry – Amerykanki Hannah i Marissa Brandt. Choć obydwie dorastały w jednym domu, ich rodzice, chcąc śledzić poczynania córek, mają nietypowy dylemat. Zmuszeni są bowiem do wyboru… reprezentacji, której mecz będą oglądać.

Nietypowi goście. Hokeistki z Kenii na igrzyskach

W 1993 roku, urodzona rok wcześniej w Korei Południowej Marissa, została adoptowana przez małżeństwo z Minnesoty – Grega i Robin Brandt. Tuż przed przylotem do USA para dowiedziała się, że do przyjścia na świat szykuje się ich biologiczna córka, Hannah. – W pewnym sensie, na wszystko co osiągnęłyśmy w zawodowym hokeju, zapracowałyśmy razem – stwierdziła Hannah w rozmowie z ABC News.

W jej przypadku miłość do łyżew początkowo znalazła wyraz w treningach łyżwiarstwa figurowego. Symbolicznym momentem przejścia na hokej był gwiazdkowy prezent od rodziców. – Hokejówki, które podarował mi tata kilkanaście lat temu były absolutnym przełomem. Sprowokowały mnie do zainteresowania dyscypliną, która nie była dla mnie ciekawa, a po pewnym czasie stała się moją największą pasją – wspomniała młodsza z sióstr.

Po ukończeniu koledżu stała się gwiazdą akademickiej drużyny University of Minnesota, z którą wygrała trzy mistrzostwa kraju w ciągu czterech lat. Nie znalazła się w olimpijskiej reprezentacji na igrzyska w Soczi, lecz trzeba zaznaczyć, że ówczesna kadra Amerykanek była naszpikowana krajowymi gwiazdami. W Pjongczangu sama doczekała się takiego statusu. – To naprawdę wyjątkowe miejsce. Czuję się spełniona, choć z drugiej strony mam przeczucie, że wiele jeszcze przede mną – powiedziała przejęta Hannah. 

 
Marissa dorastając z ramię w ramię z siostrą przebyła podobną drogę. Obie trenowały razem od dziecka, od tańca przez gimnastykę po piłkę nożną, kończąc na hokeju. W liceum, Marissa zakotwiczyła w zespole Hill-Murray. Po kilku latach gry w drużynach uniwersyteckich zainteresowanie jej grą zgłosiły kluby National Women's Hockey League. Dziś gra w zespole Phoenix. 
 
Pod koniec ubiegłego roku zawodniczka dostała telefon z powołaniem do szerokiej kadry na igrzyska. Informacja nie pochodziła jednak z amerykańskiego numeru.

Propozycja gry dla zjednoczonej reprezentacji Korei pojawiła się nagle. Marissa nie zastanawiała się długo. Mając świadomość pochodzenia oraz braku możliwości nieodległego debiutu w barwach USA, postanowiła udać się w podróż na drugi koniec świata. W Pjongczangu występuje jako... Yoon-Jung Park.


Druga trener Koreanek, Rebecca Baker, jak sama przekonuje, śledziła grę Marrisy od dłuższego czasu. – Nie miałam wątpliwości. Znam jej styl i wiem ile może dać tej drużynie – oceniła Baker. 

Co ciekawe starsza z sióstr jako dziecko nie interesowała się kulturą koreańską (czego, o ironio, nie można powiedzieć choć o Hannie). Marissa z czasem zaczęła doceniać swoje korzenie i powoli uczyła się języka. W 2016 roku odzyskała swoje południowokoreańskie obywatelstwo. – Marissa jest wspaniałym dopełnieniem naszego zespołu. Jest świetną zawodniczką i jeszcze lepszą osobą – komplementuje podopieczną trener Sarah Murray.


Siostry w Pjongczangu spędzają, w miarę możliwości, niemal każdą wolną chwilę. Biorąc pod uwagę wyniki grupowych meczów Koreanek, na spotkanie przeciwko sobie nie mają już szans. Reprezentacja gospodyń uległa po 0:8 Szwajcarii i Szwecji oraz 1:4 Japonii. Mimo gigantycznego entuzjazmu, który na trybunach wzbudziła jedyna turniejowa bramka, Korea zakończyła swój udział w tegorocznych igrzyskach. Amerykanki tymczasem grają dalej.

Jesteśmy siostrami, ale na igrzyskach, mamy różne cele, grając dla różnych drużyn – tłumaczy Hannah. Siostry przyznają jednak zgodnie, że obie, wbrew swoim decyzjom, mogą liczyć na takie samo wsparcie ze strony rodziców.

Źródło: SPORT.TVP.PL