Luz nastoletniego mistrza. Treningi obok domu i żarty z szefem MKOl

Red Gerard i jego "snow park" obok domu (Fot. Getty Images/Instagram)
Osiągane wyniki pozwalałyby mu na start na igrzyskach już cztery lata temu, ale wtedy był za młody. Teraz w wieku 17-lat Redmond "Red" Gerard został mistrzem olimpijskim, a to wciąż może nie być wszystko w wykonaniu chłopaka, który trenuje obok rodzinnego domu.

Filmowa historia na olimpijskiej rampie

Medal Gerarda był pierwszym w ogóle zdobytym przez USA w Pjongczangu. Nastolatek początkowo w finale slopestyle'u zawodził, bo po pierwszych dwóch przejazdach jego najlepszą notą było tylko 46,40 pkt. Na stoku hulał wiatr, który bardzo przeszkadzał zawodnikom.

W ostatniej próbie Amerykanin postawił wszystko na jedną kartę. Na quarterpipie wykonał 1080, czyli skok z trzema rotacjami, a chwilę później na ostatnim kickerze triple-cork 1440 – trzy obroty w tył w osi wertykalnej przy jednoczesnych czterech w osi horyzontalnej. Nota? 87,16 i pierwsze miejsce, którego już nikt mu nie odebrał.

Jak widać po ocenie, przejazd świetny był także i na górze w sekcji railowej. Nic dziwnego, Red wraz z braćmi w pomysłowy sposób zagospodarowali podwórko za rodzinnym domem. Wkopali w ziemię kilka poręczy i stołów, a obok nich zrobili wyciąg z... liny holowniczej ciągniętej przez motocykl terenowy. Rodzina mieszka tam od dziesięciu lat, bo państwo Gerardowie specjalnie przeprowadzili się do Kolorado, by chłopcy mieli blisko w góry.

W nietypowym snowparku, którego konto na Instagramie obserwuje niemal 6 tysięcy osób, obowiązuje kilka żelaznych zasad. Przede wszystkim wymagane są oczywiście umiejętności freestyle'owe. Zakaz wstępu mają "agenci federalni i dranie", nie wolno jeździć na nartach, choć "narciarze są mile widziani", trzeba po sobie posprzątać oraz naprawić zniszczony sprzęt. Wstęp oczywiście jest darmowy.

Redmond w Pjongczangu wystartuje jeszcze raz – w big airze, który debiutuje na igrzyskach. Kibicować będą mu nie tylko rodacy, ale też... fani Liverpoolu. Tym zdecydowanie przypadło imię i nazwisko deskarza, w końcu Steven Gerrard to legenda klubu nazywanego The Reds.

Jeśli nawet snowboardzista nie miał przed finałem slopestyle'u świadomości istnienia takiej drużyny, to teraz już na pewno wie o niej sporo, ponieważ angielscy fani zasypali go w mediach społecznościowych gratulacjami i wiadomościami.

O drugi medal olimpijski może być Redowi trudno, bo do faworytów się nie zalicza. Najwyżej oceniane są szanse Maxa Parrota, ale przecież i przed slopestylem też tak było. Trzeciego przejazdy 17-latka nikt nie przebił, a ten czekając na dole na występy rywali zachowywał nietypowy dla jego wieku spokój.

Kamery pokazały, jak żartował z przewodniczącym MKOl Thomasem Bachem. O czym rozmawiali? – Zapytał mnie, o czym myślałem w trakcie tych wszystkich obrotów. Odpowiedziałem, że w sumie to o wylądowaniu i niczym więcej – opowiadał później zawodnik. Dla niego wszystkie te ewolucje to nic specjalnego, ale dziwić to nie może, w końcu na desce jeździ od... drugiego roku życia.

Źródło: SPORT.TVP.PL