Sochowicz o starcie bez maski: krytyka? Starałem się obrócić to w żart

(fot. TVP/PAP)
Mateusz Sochowicz zajął 27. miejsce w rywalizacji saneczkarzy podczas igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Więcej mówi się jednak o pomyłce – jeden ze ślizgów przejechał bez maski. – Podjąłem słuszną decyzję – stwierdził w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.

O POLAKU MÓWIŁ CAŁY ŚWIAT. 130 KM/H  BEZ MASKI

Paweł Baran, sport.tvp.pl: – Stałeś się obiektem drwin przez maskę, którą zgubiłeś.
Mateusz Sochowicz: – Zawsze przed założeniem kolców startowych zakładam maskę na tył kasku. Po prostu o tym nie myślę. Wiem, że tam jest. Podczas zapinania butów startowych schyliłem się, kaptur spadł na kask i strącił maskę. Spadła na torbę treningową, w której miałem wszystkie rzeczy, dlatego nie zauważyłem. Byłem pewny, że maska nadal jest z tyłu kasku. Czekałem na start, zobaczyłem zielone światło i sięgnąłem ręką po maskę. Niestety, nie było… Musiałem improwizować.

– Była bura od trenera Skowrońskiego?
– Oj, była!

– Część kibiców podziwiała cię – nic nie widziałeś, a jechałeś z prędkością 130 km/h. Nie brakowało też krytyki, bo niektórzy drwili z nieodpowiedzialnego.
– Starałem się obrócić to w żart. Myślę, że mi się to udało. Ciekawe, co zrobiliby ci krytycy, gdyby byli na moim miejscu? Nie miałem wyjścia. Podjąłem jedyną słuszną decyzję. Przecież inaczej zostałbym zdyskwalifikowany.

– W wakacje pracowałeś na budowie. Sytuacja w polskim saneczkarstwie jest tak zła, że nie możesz się skupić tylko na sporcie?
– Rzeczywiście, w wakacje pracowałem na budowie, ale mam nadzieję, że w kolejne mnie to ominie. Tamten sezon miałem kiepski, dlatego nie miałem stypendium. Byłem zmuszony znaleźć pracę… W dodatku jeszcze studiuję.

– A jak wyglądały przygotowania do igrzysk? W kraju nie ma przecież toru saneczkowego.
– W tym roku przygotowania rozpoczęliśmy w Giżycku. Pod koniec września wyjechaliśmy na tor do Lillehammer. No i tak naprawdę od września już jeździliśmy na torach sztucznie mrożonych. Najpierw w Norwegii, później miesiąc w Niemczech. Przed igrzyskami były jeszcze starty w Pucharze Świata.

– Tor saneczkowy w Polsce to pieśń dalekiej przyszłości?
– Mam nadzieję, że powstanie w jak najkrótszym czasie. Plany już były, ale wszystko upadło. Trzymam kciuki, żeby wreszcie coś się ruszyło i tor stał się rzeczywistością.

– Jak z perspektywy debiutanta wyglądały igrzyska w Pjongczangu?
– Wyobrażałem sobie to całkiem inaczej, ale mimo wszystko jestem zaskoczony i to bardzo pozytywnie. Sporym problem była bariera językowa. Mieliśmy także problemy z transportem.

– Pracujący przy igrzyskach skarżą się, że Koreańczycy nie znają angielskiego.
– To prawda! Moim zdaniem hasło tych igrzysk powinno brzmieć: "Sorry, I don't understand".

– Co będziesz najmilej wspominał z Pjongczangu?
– Mój pierwszy trening. Miałem dobry przejazd, bo osiągnąłem drugi czas. To był impuls motywacji przed występem.

Saneczkarstwo: polska sztafeta wyrównała wynik z Soczi
Źródło: SPORT.TVP.PL