Małysz to romantyzm, a Stoch pozytywizm. Dwie epoki skoków

Adam Małysz po triumfie w Sapporo (L) (fot. PAP/EPA) i Kamil Stoch w Pjongczangu (P) (fot. Getty)
Startowali razem w ponad stu konkursach. W ostatnim doszło nawet do symbolicznego przekazania władzy w polskich skokach. Ich sukcesy przypadły jednak na różne epoki dyscypliny.

Dekoracja złotego Kamila Stocha w niedzielę w TVP1, SPORT.TVP.PL i aplikacji [transmiaja]

Teoretycznie wszystko rozstrzygnął ten starszy. "Kamil mnie przerósł" – zakomunikował po ubiegłorocznym triumfie młodszego w Turnieju Czterech Skoczni. Są jednak kibice, którzy w tych słowach dopatrują się skromności, tak charakterystycznej dla Adama Małysza. Deklaracje nie zatrzymały lawiny internetowych komentarzy, która powraca po każdym wielkim triumfie Kamila Stocha. Czy jest już tym najlepszym w historii polskich skoków? A może stało się to jeszcze w Soczi? Czy jednak decydujący był styczniowy szlem w Bischofshofen?

Igrzyska są najważniejszym sportowym wydarzeniem na świecie. Taka jest nasza kultura. To wtedy telewizje notują największe oglądalności, a miejsce w tabeli medalowej ma wpływ na samopoczucie Kowalskiego. Stoch trzykrotnie sięgał po najważniejszy z możliwych laurów. Małysz wywalczył cztery olimpijskie medale (takim dorobkiem mogą się pochwalić tylko Simon Ammann i Matti Nykanen), ale żadnego złotego. 3:0 dla skoczka z Zębu.

Są jednak tacy, którzy nie zadowalają się taką statystyką. Na forum Skijumping.pl jest zestawienie uwzględniające sukcesy we wszystkich imprezach. Skomplikowana klasyfikacja składała się z punktów za: medale igrzysk, mistrzostw świata, mistrzostw świata w lotach, triumfy w Turnieju Czterech Skoczni, wygrane Kryształowe Kule, a nawet pucharowe zwycięstwa. Wynik? Wychodzi 214:181 dla Małysza, ale zależy od przyjętej punktacji.

Włodzimierz Szaranowicz wzruszająco podsumowuje karierę Adama Małysza

Pokaźna grupa fanów nie musi liczyć. Woli przypominać, że "bez Małysza nie byłoby Stocha". Bo przecież zaczynał w czasach, gdy wyjazd na Turniej Czterech Skoczni fundowali mu przedsiębiorcy z rodzinnej Wisły. Na zawody jeździł jedynie trener Pavel Mikeska i zazwyczaj dwóch zawodników. Zdarzało się, że wszyscy musieli spać na jednym łóżku(!), bo stać ich było na jeden pokój.

To był inny świat. Tak samo dominacja Małysza różniła się od wielkich triumfów Stocha. "Idol kryzysowy", jak nazwał go Włodzimierz Szaranowicz, pokazał się w momencie, gdy czasy transformacji dokuczały wielu, a największą postacią polskiego sportu był Robert Korzeniowski, którego starty transmitowano... raz do roku. Małysz pojawił się nagle, ale jeszcze bardziej zaskakujące były rozmiary jego zwycięstw i kolejne rekordy. Kraj ogarnęło szaleństwo. A wszystko działo się, gdy w skokach (niemal zawsze) wygrywał ten, który skoczył dalej, pierwsza seria mogła być anulowana po 43 skokach, bo akurat odwrócił się wiatr, a jury puszczało skoczka przy podmuchach znacznie przekraczających obecne normy.

W przypadku Stocha wszystko było inne. Jego talent rozwijał się w sposób bardziej kontrolowany. Przełom nadszedł w mistrzostwach świata 2013, gdy po nieudanym konkursie na normalnej skoczni, pozbierał się i wygrał na dużej. Do silnych nóg dołączyła głowa, być może najmocniejsza w historii tej dyscypliny. Co ważne z kolejnymi sukcesami nie zniknął ich głód. Został najstarszym w historii mistrzem olimpijskim. Po trzydziestce wygrał cztery konkursy Pucharu Świata – tyle samo co... Noriaki Kasai. Więcej udało się jedynie Robertowi Kranjcowi (5).

Wydłużenie "życia" skoczka to jeden z elementów nowej epoki. Dziś to wojna technologiczna, a bitwy rozstrzygają przeliczniki za wiatr i belkę. Gdyby do Pjongczangu pojechał utalentowany 20-letni Szwajcar miałby trudniej niż Ammann w Salt Lake City. Dysproporcja między czołówką a peletonem stale rośnie i raczej prędko się to nie zmieni.

Tak samo jak szybko nikt nie rozstrzygnie dyskusji o najlepszym polskim skoczku w historii. Każdy z nich to lider innej epoki. Małysz wygrywał w czasach bardziej szalonych (ale i prostszych w odbiorze), a jak na "bohatera romantycznego" przystało nie miał pełni szczęścia, bo nie został mistrzem olimpijskim. Stoch wszystkie największe sukcesy osiągnął w czasach bardziej pragmatycznych, nazwijmy je "pozytywizmem", bo ważna jest w nich praca i przede wszystkim ciągły rozwój. Każdy może wybrać swoją epokę. I... oczekiwać na kolejną. Przed nami, idąc literackim tropem, "Młoda Polska"...

Pjongczang, skocznia duża: Kamil Stoch liderem po pierwszej serii! [wideo]
Źródło: SPORT.TVP.PL