Polak rozczarowany. Trener kazał mu zejść z trasy!

Wojciech Marusarz (fot. PAP)
"Nie do końca jestem pogodzony z decyzją trenera" – przyznaje z rozgoryczeniem Wojciech Marusarz, który jako jedyny z reprezentantów Polski nie ukończył we wtorek olimpijskiej rywalizacji w kombinacji norweskiej. Polak zszedł z trasy po przebiegnięciu zaledwie trzech kilometrów, bo... takie dostał polecenie od trenera Danny'ego Winkelmanna.

Udana niemiecka pogoń. Rydzek ze złotem

W zawodach triumfował Niemiec Johannes Rydzek. Najlepszy z Polaków –Szczepan Kupczak – ukończył rywalizację na 25. miejscu, Paweł Słowiok był 29., a Adam Cieślar 33. Marusarz na trasę dziesięciokilometrowego biegu wyruszył jako 39. Okazuje się jednak, że 24-latek już na starcie wiedział, że w swoim olimpijskim debiucie nie dotrze do mety. Jak przyznał po zakończeniu zawodów, taka była decyzja trenera, który uzasadniał to... koniecznością oszczędzania zawodnika na konkurs drużynowy.

W nim biało-czerwoni mają walczyć o miejsce w czołowej ósemce.

Kombinacja norweska: skok bez błysku Wojciecha Marusarza

"Niestety trzeba się z tym pogodzić, tylko szkoda, że w takich zawodach. Nie do końca jestem pogodzony z decyzją trenera, ale zrobiłem to tylko dla dobra drużyny, choć z ciężkim sercem" – napisał Marusarz na swoim profilu facebookowy, a "Przegląd Sportowy" zacytował jeszcze bardziej emocjonalną wypowiedź reprezentanta Polski: – Nie ukrywam, że rozczarowała mnie ta decyzja. Nie mogę tego przeboleć, bo igrzyska są po to, by walczyć do końca!

Rywalizacja drużynowa kombinatorów norweskich zaplanowana jest na czwartek. Polacy wystąpią w niej po raz pierwszy w historii.

Pjongczang: kombinacja... niemiecka! Zajęli całe podium!
Źródło: SPORT.TVP.PL/przegladsportowy.pl/facebook.com