Eminem, Bob Marley, Aqua... Muzyka równie ważna jak sprzęt

Yuka Fujimori tuż po przejeździe wyjmuje słuchawki z uszu (Fot. Getty Images)
Olimpijskie zawody snowboardowe różnią się od innych. Atmosfera przypomina bardziej festiwal – wokół imprezowa muzyka, a widzowie w wyjątkowo głośny sposób reagują na poczynania zawodników. Ci jednak często w ogóle tego nie słyszą.

– Słuchałam "8 Mili" Eminema. Zawsze go sobie puszczam w trakcie jazdy. Lubię jego teksty. Po trudnej walce dostał się na szczyt i czasem czuję, jakby jego opowieści dotyczyły i mnie. Dał radę, więc i ja dam – opowiadała po finale halfpipe'u brązowa medalistka Arielle Gold.

Wielu sportowców na igrzyskach już wcześniej zagrzewało się do boju własną muzyką. Michael Phelps słuchawki zdejmował tuż przed wskoczeniem do basenu. W 1998 roku w Nagano brytyjska czwórka bobslejowa przed ślizgiem puszczała w kółko "One Moment in Time" Whitney Houston, co zaowocowało brązowym medalem.

Amerykankę i wielu innych snowboardzistów odróżnia to, że słuchawki mają w uszach nie tylko na górze, ale także w trakcie jazdy. Niektóre ich wybory mogą zaskakiwać. – Startuję przy muzyce, której słuchalibyście tylko, gdybyście nadal mieli dziesięć lat – przyznaje Silje Norendal.

Jednym z jej ulubionych utworów jest "Doctor Jones" zespołu Aqua, a reszta norweskiej kadry śmieje się z jej "dziecinnych wyborów". – Mnie to relaksuje. Odlatuję do czasów, gdy nie miałam żadnych zmartwień. Nie myślę wtedy o powadze zawodów i konieczności wygrania – wyjaśnia. W Pjongczangu ta taktyka jej nie pomogła, bo w halfpipie była czwarta, a Big Airze szósta. W dorobku ma jednak medale mistrzostw świata i X Games.

Srebro z Soczi obronił za to w halfpipie Ayumu Hirano, który znów uległ tylko bezkonkurencyjnemu Shaunowi White'owi. Japończyk wyznał, że dobrana przez niego playlista była kluczową częścią planu na przejazd rynny. On akurat postawił na uspokajające rytmy – znalazło się na niej m.in. "Three Little Birds" Boba Marleya. – To działa na mnie kojąco, a przy tym motywuje – mówi.

Magiczny przejazd Ayumu Hirano. Japończyk zrzuca White'a z prowadzenia

Nas, Mobb Deep, ale też i Lady Gaga, której słucha w trakcie jazdy najlepsza w halfpipie Chloe Kim – lista ulubionych artystów deskarzy jest długa i zróźnicowana. Co na to nauka? Połączenie snowboardu i muzyki jest dla niej nowym zagadnieniem, ale ciekawe światło na sprawę rzucił Costas Karageorghis z Brunel University w Londynie, który jest autorem książki "Zastosowanie muzyki w ćwiczeniach i sporcie".

– Słuchanie ulubionych utworów opóźnia zmęczenie i zwiększa wydolność, dając efekt podobny do sterydów – cytuje go "New York Times". Dzięki badaniom rezonansem magnetycznym naukowiec wykazał, że muzyka stymuluje części mózgu odpowiedzialne za podniecenie i czujność oraz może ulepszyć synchronizację fal wysyłanych przez ten organ do mięśni.

Te efekty blokują naturalne sygnały zmęczenia, co tłumaczy też, dlaczego wielu ludzi jest w stanie dłużej biegać czy jeździć na rowerze, gdy słuchają muzyki. – Nigdy nie odtworzę w laboratorium gorącej atmosfery, która panuje w trakcie zawodów – zaznacza Karageorghis.

– Ale takie badania dają nam kilka wskazówek na temat neurofizycznego działania muzyki. Tę wiedzę można wykorzystać w radzeniu sobie z lękami, brakiem pewności siebie czy, w przypadku zawodników, balonikiem pompowanym przez media – dodaje.

Efekt nie zadziała jednak u każdego. – Fascynuje mnie oglądanie na igrzyskach snowboardzistów, którzy jadą ze słuchawkami w uszach. Ale muzyka to sprawa niezwykle indywidualna. Co pomaga niektórym w trakcie startów, może działać odwrotnie u kogoś innego – przestrzega w "New York Timesie" dr Matthew Stork z kanadyjskiego University of British Columbia, który szerzej zagadnienie opisał w najnowszym "Journal of Sport Sciences".

Wspomniana przez niego "negatywna" strona słuchania muzyki dotyczy także olimpijczyków. Łyżwiarze szybcy czy biegacze narciarscy muszą orientować się, jak radzą sobie konkurenci oraz jakie mają międzyczasy. W snowboardowym freestyle'u takie informacje bardziej jednak przeszkadzają niż pomagają. – Nie mogę kontrolować tego, co uważają sędziowie, jaka jest pogoda czy jakie triki robią inne dziewczyny. Ale mogę decydować, co słyszę – tłumaczy Kelly Clark.

Amerykańska nestorka snowboardingu na igrzyskach startowała właśnie po raz piąty. W Pjongczangu medalu nie zdobyła – halfpipe zakończyła na czwartym miejscu. Mimo to trudno nie wierzyć w jej słowa. W dorobku ma dwa olimpijskie złota oraz brąz w tej konkurencji i już zawsze będzie legendą deski. Pewnie w dużej mierze dzięki muzyce...

Źródło: SPORT.TVP.PL/ Reuters/"New York Times"