Skupień blisko medalu. "Przegrałem z trasą"

Witold Skupień (fot. Getty)
Witold Skupień zajął piąte miejsce w biegu narciarskim na 20 km podczas igrzysk paraolimpoijskich w Pjongczangu. Polak był niepocieszony na mecie, bo uważał, że medal był w jego zasięgu. Przegrał z pogodą i zbyt płaską trasą.

Andrew Kurka z kolejnym medalem, Igor Sikorski na 10. miejscu

Bezkonkurencyjny okazał się Ukrainiec Ihor Reptiuk, który finiszował z czasem 44:52 z przewagą aż 2:07 minuty nad drugim na mecie Francuzem Benjamin Davietem (46:48) i 2:23 nad trzecim Norwegiem Hakonem Olsrudem (47:10). Skupień z czasem 49:02 miał do zwycięzcy 4:44 min straty.

– Jest we mnie spory niedosyt, choć mam świadomość, że dałem z siebie wszystko. Była szansa na medal. Ihor był poza zasięgiem, ale z drugim na mecie Francuzem i trzecim Norwegiem wygrywałem już w Pucharze Świata – stwierdził.

To oni walczą o medale dla Polski w Pjongczangu!

Skupień opowiadał, że pierwszą rundę biegło mu się świetnie dzięki zmrożonym warunkom na trasie, ale później słońce zaczęło rozpuszczać śnieg. Zaczęła robić się kasza, w której trudniej mu biec bez kijków niż startującym z nimi rywalom i nie wytrzymał tempa.

– Gdyby było zimniej, walczyłbym do końca. Ale inna sprawa, że trasa była dla mnie za płaska. Wiadomo, że zawodnik z taką niepełnosprawnością jak moja nie ma szans na płaskim terenie, gdzie pomaga odpychanie kijami lub choć jednym kijem. Idealne są ostre podbiegi i szybkie zjazdy. A tu miałem do przebiegnięcia dwa stadiony, biegowy i biathlonowy, oba płaściutkie. Mam w konkurencji aż dziewięć grup niepełnosprawności, ale tylko w mojej startują zawodnicy bez kijów – tłumaczył.

Co prawda zawodnicy posiadają tzw. handicapy, (realny czas przeliczany jest przez procentowy współczynnik niepełnosprawności, im większa tym większy bonus). – Niestety te handicapy w porównaniu do dawnych lat zostały zmniejszone. Już wiem, że za rok jeszcze bardziej dostanę pod tym względem w tyłek. Gdyby liczyć tylko moją kategorię, to wygrałem dziś bardzo wyraźnie ze wszystkimi bez kijów. Cóż, tak to jest poukładane i nic na to nie poradzę. Tak jest lepiej dla widzów, bo startuje nas więcej – mówił Skupień.

Z wizytą u paraolimpijczyków. "Zaskakują zupy i przyprawy"

Polak serdecznie pogratulował zwycięzcy, Ukraińcowi Reptiukowi, który jest jego dobrym kolegą. – Nazywamy Ihora Diabłem, bo ma w sobie szatańską moc. Jest okrutnie mocny, biega jak maszyna. Ukraińcy mają bardzo silną grupę, ze 40 zawodników. Trenują razem z pełnosprawnymi zawodnikami na zgrupowaniach we Włoszech, więc ma się od kogo uczyć. Bardzo mu zazdroszczę, ale w pozytywnym znaczeniu. Jest dla mnie wzorem – przyznał.

Teraz przed Skupieniem start w sprincie, na który szczególnie się nie nastawia i na 10 km techniką klasyczną, gdzie obiecuje walkę. – Niestety trasa sprintu została przez organizatorów bardzo spłaszczona w porównaniu do tej sprzed roku. Mało mnie szlag nie trafił jak to odkryłem, ale co zrobić. Na dychę klasykiem mam zamiar powalczyć. Zaczynamy o 10. Rano, ale nawet jak się ociepli nie będzie mi to aż tak bardzo przeszkadzać – mówił.

Źródło: inf. prasowa