• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Drukuj

09.02.2012

Złoto odmieniło życie Wojciechowskiego

Źródło: pap

W sierpniu w Daegu Paweł Wojciechowski został mistrzem świata w skoku o tyczce. Jak powiedział od tego momentu jego życie wywróciło się do góry nogami, ale są też miłe aspekty popularności.

5.20 - to za mało by myśleć o udanym występie na IO (fot.PAP)

Podziel się:   Więcej
Tego nie da się w ogóle porównać. Moje życie przed zdobyciem złotego medalu a obecnie różni się diametralnie. Na zakupach ludzie mnie zaczepiają, bo chcą autograf lub wspólne zdjęcie. Z zasady nie odmawiam, nie mam z tym większych kłopotów. Oczywiście popularność też pomaga. Udało się już uniknąć mandatu. Jak się okazało nawet w Szubinie jestem rozpoznawalny – przyznał podopieczny Włodzimierza Michalskiego.

Rekordzista Polski dodał, że również jego sytuacja finansowa się poprawiła.

Zdobywając złoty medal MŚ Wojciechowski sprawił sporą niespodziankę
Foto: PAP/EPA

Złoty medal - nowy rozdział

Za wynikami w sporcie stoją pieniądze i to nie jest tajemnica. Przede wszystkim dostałem od miasta mieszkanie i mogłem je wyremontować tak jak chciałem. Jeszcze się nie wprowadziłem, ale jestem w trakcie. W zasadzie prawie mnie w domu nie ma, więc wiele się nie zmieni. Ale na pewno jakaś tęsknota za rodzicami się pojawi. Teraz zamieszkam bowiem ze swoją dziewczyną Olą – powiedział.

Ponadto pojawiła się w jego życiu presja. – Staram się nie zwracać na nią uwagi, ale nie jest to proste. Chociażby teraz. Nie wychodzi wszystko tak jak powinno. Skaczę 5,20, jestem po kontuzji i jest ciężko. Oczywiście jestem zawiedziony, ale wierzę również, że w końcu wszystko się unormuje – podkreślił.

W środowym mityngu Pedro's Cup 22-letni Wojciechowski uzyskał 5,20 i zajął siódme miejsce. Nie krył zawodu.

Wszystko idzie dobrze, a poprzeczka spada. To są moje błędy, często niuanse, które pojawiły się z powodu zbyt małej ilości oddanych skoków. W Bydgoszczy stojaki ustawione były zbyt daleko, wysokość nad poprzeczką miałem, ale spadałem prosto na nią – ocenił.

Start w Pedro's Cup nie wyszedł Wojciechowskiemu
Foto: pap

Czy jestem załamany? Nie, bo wiem gdzie leży przyczyna, ale przecież doskonale zdaję sobie sprawę, że nie chodzi o to, bym skakał na wysokości 5,20. Powinienem i chcę celować w sześć metrów – podkreślił.

Grudniowa kontuzja to już przeszłość

Dodał, że nie ma w nim strachu po wypadku, który zdarzył się na początku grudnia. Na treningu wyślizgnęła mu się z ręki tyczka i niefortunnie uderzyła w twarz. Doszło do złamania kości jarzmowej i niezbędna była operacja.

Obawy nie ma żadnej. Biorę tyczkę do ręki tak samo pewnie jak przed wypadkiem. To nie ma z tym nic wspólnego. Jedyny mankament, że zbyt mało oddałem skoków. Stąd teraz te problemy. Niczego jednak nie przyspieszymy – zapewnił.

W sobotę Wojciechowski wystartuje w Doniecku. To właśnie tam chce wyeliminować podstawowe błędy, by ze spokojem podejść do kolejnych miesięcy przygotowań do igrzysk w Londynie.

3 marca wraz ze swoim trenerem i kolegą z grupy Łukaszem Michalskim uda się na trzy tygodnie do RPA.

Nie wiem czego oczekiwać po tym obozie. Każą, to jadę, a trening będzie taki sam jak w każdym innym miejscu. Potem już tylko Bydgoszcz – podkreślił.

Zobacz również: Majewski: jadę na mistrzostwa świata

 
 
 
...