ME: zmienne szczęście Polaków
Źródło: SPORT.TVP.PLZe zmiennym szczęściem startowali polscy lekkoatleci w sesji porannej piątego dnia na mistrzostwach Europy w Barcelonie. Dobre informację są takie, że bez większych problemów do finału awansował Piotr Małachowski, a także trzy nasze sztafety.
– Trochę się poślizgnąłem w kole i dysk mi wyleciał, ale dobrze, że wylądował za linią, która dawała kwalifikacje. Teraz spokojnie do finału, a za 24 godziny wszystko będzie wiadomo. – powiedział po kwalifikacjach srebrny medalista olimpijski z Pekinu.
Eliminacji w tej samej konkurencji nie przebrnął Przemysław Czajkowski. 22-letni zawodnik posłał dysk na odległość 61,97, ale wystarczyło to tylko do zajęcia 13 miejsca.
Trzy sztafety powalczą dalej
Drugie miejsce w swoim półfinale zajęła męska sztafeta 4x100, awansując do finału z czwartym czasem.
– Czas może nie jest imponujący, ale jeśli chodzi o zmiany i bieg, to w dosyć łatwym stylu weszliśmy do finału. A tam musimy tylko jeszcze trochę urwać i walczyć o medal. – powiedział Paweł Stempel który biegł na pierwszej zmianie polskiej drużyny.
Jeszcze lepiej niż panowie spisały się w tej samej konkurencji panie. Swój bieg eliminacyjny ukończyły na drugim miejscu, ale do finału weszły z trzecim czasem.
– Zmiany nie do końca nam się udały, dlatego są jeszcze rezerwy. Do tej pory tylko dwa razy biegałyśmy, reszta to były przygotowania i treningi, dopiero teraz pokazałyśmy, co z tego wszystkiego nam wyszło, a w finale musi być jeszcze lepiej.
Męska sztafeta 4x400 w półfinale także zajęła drugie miejsce i z piątym czasem całych eliminacji awansowała do finału.
– Plan minimum został wykonany i na pewno jesteśmy zadowoleni. W niedzielę jeszcze więcej emocji, a stać nas na jeszcze szybsze bieganie. Wszystko siedzi w naszych nogach. Nie zapominajmy, że jest jeszcze Kacper Kozłowski, który powinien się zdążyć zregenerować, a sobotę dostał od trenera wolną. – wyjaśnił Marcin Marciniszyn, który rozpoczynał polską sztafetę.
Do poziomu kolegów i koleżanek nie dostosowały się za to panie biegnące w sztafecie 4x400. Szóste miejsce w półfinale to było za mało by awansować do niedzielnego finału.
Mięśnie nie wytrzymały
Przez długi czas w czołówce maratonu utrzymywała się Karolina Jarzyńska, ale ostatecznie nie ukończyła biegu.
– Jarzyńska nie wymagała żadnej medycznej interwencji po zejściu z trasy. Nic niedobrego się nie działo, jedynie to, że mięśnie nóg nie wytrzymały trudów biegu. Zawodniczka siedzi niedaleko ode mnie i od pół godziny płacze - poinformował lekarz ekipy Marek Prorok.
Na stadionie Olimpijskim w kolejnej konkurencji siedmioboju konkurencjach zaprezentowała się również Karolina Tymińska. Zawodniczka AZS AWF Gdańsk w skoku w dal uzyskała wynik 6,11 co dało jej czternaste miejsce. Znacznie wyżej Polka plasuje się jednak w klasyfikacji generalnej, w której jest piąta. Do końca rywalizacji pozostały dwie konkurencje: rzut oszczepem oraz bieg na 800 metrów.