Brazylia gra bez Neymara. Jego prawa stopa...

Bartłomiej Rabij
23 mar, 17:26 | Brazylia
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Neymar (fot. Getty)
Odkąd doznał kontuzji stopy, wyszukiwanie fraz z jego imieniem w przeglądarce Google wzrosło prawie pięciokrotnie, a przecież i tak był w czołówce najbardziej poszukiwanych w internecie. Brazylijczyk jest globalną gwiazdą, a przy tym największą w Paryżu i Brazylii. To wystarczy aby także i polskie media poświęcały mu mnóstwo miejsca.

Zaraz po podaniu informacji o kontuzji federacja CBF porozumiała się z władzami klubu i w środę (28 lutego) strony dogadały się, iż konsultantem medycznym nadzorującym powrót do zdrowia będzie francuski ortopeda, profesor Gerard Saillent. Jeden z najbardziej cenionych specjalistów na świecie, opiekun medyczny francuskich reprezentacji olimpijskich podczas zimowych igrzysk w Sarajewie, Calgary i Albertville, człowiek, który dbał o zdrowie Michaela Schumachera, Dla Brazylijczyków ważny jako ten, który postawił na nogi Ronaldo, kiedy wydawało się, że w wieku 24 lat przedwcześnie zakończy karierę.

Wynajęte skrzydło szpitala

Operacja została przeprowadzona w szpitalu Mater Dei w Belo Horizonte (tam gdzie operowany był Ronaldo) przez szefa sztabu medycznego brazylijskich reprezentacji, Rodrigo Lasmara. Szpital przygotowano w tempie ekspresowym, Neymarowi wynajęto znaczną część lewego skrzydła tej prestiżowej placówki. Ze strony federacji CBF oddelegowano doktora Lasmara, w przeciwieństwie do sterników federacji, postać niezwykle cenioną w środowisku lekarskim. Jego ojciec był ortopedą. Także specjalizował się w medycynie sportowej, pracował w latach 80. z reprezentacją Brazylii oraz takimi klubami jak Atletico Mineiro i Sao Paulo. Rodrigo już jako 14-latek (sic!) pojechał na mistrzostwa świata do Meksyku i obserwował przygotowania do mistrzostw. W 2002, 2006 i 2010 był jednym z lekarzy reprezentacji podczas finałów MŚ w Azji, Niemczech i RPA (szefem sztabu był Jose Luiz Runco). Zabrakło go w sztabie dopiero podczas mundialu w Brazylii...

Ze strony PSG sprawę pilotował Maxwell, były piłkarz, dziś członek władz francuskiego giganta odpowiedzialny za relacje między zawodnikami, sztabem i kierownictwem klubu. Ludzi moc, wszyscy znający się na sprawie, czyli organizacja sprawna i na światowym poziomie. Ma się rozumieć, kontuzja wcale aż tak wielką jak ta, której doświadczył 20 lat temu Ronaldo. Chodzi raczej o inne względy: - Paris Saint Germain wydał pół roku temu na zawodnika 222 mln euro i siłą rzeczy musi dbać o najdroższego piłkarza w historii, na dodatek kręcącego nosem na słabe wyniki klubu w Lidze Mistrzów i rzekomo otwartego na propozycje powrotu do Hiszpanii.

Neymar (fot. Getty)

Puzzle Tite

Selekcjoner Tite zniósłby pewnie informację o kontuzji bez większego bólu głowy, gdyby nie dostał informacji z Madrytu o kłopotach zdrowotnych Fernandinho i Filipe Luisa. Ten ostatni do końca kwietnia nie ma szans na powrót do gry, stąd w reprezentacji już zastąpiono go Alexem Sandro z Juventusu. Fernandinho na mecze z Rosją i Niemcami przyleciał, ale dopiero przed zawodami dowiemy się czy selekcjoner skorzysta z jego usług.

Tak się złożyło, że nie dalej jak dwa tygodnie temu, selekcjoner w wywiadzie dla telewizji Globo przyznał, że ma już 16 pewniaków na mistrzostwa. Jak nietrudno zgadnąć, Neymar, Fernandinho są w grupie pewniaków, Filipe Luis jest pierwszym z „niepewnych”. Wiadomo jednak jak to z planami bywa, człek miał podpisać umowę o nową pracę, a na schodach złamał nogę...Tite właśnie doświadcza czegoś podobnego. Przez ostatni rok reprezentacja grała bowiem (o ile nie pauzował ktoś za kartki, albo nie był kontuzjowany) w niezmiennym składzie: Alisson – Daniel Alves, Marquinos, Miranda, Marcelo – Casemiro, Paulinho, Renato Augusto - Coutinho – Neymar, Gabriel Jesus.

A teraz wykreślmy asa PSG, dodajmy informację, że najczęściej wchodzącymi byli Fernandinho i Filipe Luis i okaże się... że chyba nie jest aż tak źle jak mówią w Europie.

Wyjściowa, nieźle zgrana jedenastka, praktycznie się nie zmienia! Ba, ESPN i FOX Sports wręcz dowodzą, że nie najgorzej się stało. Brak paru czołowych graczy oznacza, iż będzie można jeszcze raz sprawdzić przydatność paru chłopaków dających sobie radę w Europie, chociaż nie mających zbyt wielu okazji do pokazania się w reprezentacji. Taki Willian, szaleje w Chelsea, a u Tite jest rezerwowym. Za to Coutinho powinien być fizycznie w rewelacyjnej dyspozycji, bo gra stosunkowo najmniej ze względu na niemożność pojawiania się w Lidze Mistrzów (przeszedł do Barcelony a grał w Liverpoolu). Kwestia stoperów: Miranda i Marquinhos od dwóch lat „zabetonowali” konkurencję. A co jeśli przed mundialem też doznają kontuzji? Trzeba dać zagrać innym. Thiago Silva to już weteran, ale zarazem gracz emocjonalnie niestabilny. Rodrigo Caio jest jego przeciwieństwem, czy zatem da radę złożyć dwie pary na zasadzie dziadek i uczeń?

Na bokach obrony kłopotów nie ma. Filipe Luis od prawie dekady rywalizuje o miejsce w kadrze z Marcelo, więc zajmie jego miejsce bez problemu, a w razie konieczności (to właśnie się zdarzyło) jest kapitalny Alex Sandro, który w Juventusie wyrobił sobie markę i jest wyceniany już na 60 mln euro. Czyli też nie jest źle.

Brak Fernandinho pewnie da szanse Fredowi z Szachtara. 24-latek z ligi ukraińskiej „wyciął” z rywalizacji Giuliano z Zenita i Fabinha z AS Monaco. Najbardziej dyskusyjna zdaje się być kwestia zestawienia graczy atakujących, wystawianych najbliżej bramki rywala. Ledwie Brazylia odetchnęła z ulgą, bo ma trzech światowej klasy napastników, a tu znowu powrót do jednego jedynego. Jednak zdaniem analityków pojawiających się w programach SporTV, i ten problem wcale nie jest aż tak wielki. W razie kolejnego urazu Gabriela Jesusa na szpicy będzie Roberto Firmino, mający fantastyczny sezon w Liverpoolu.

Tite (fot. Getty)

Ustawienie bazowe wystarczy zmodyfikować z 4-1-4-1 na 4-2-3-1 (tak grał Dunga i kilka razy ustawiał tak drużynę Tite), a za plecami asa The Reds robi się miejsce dla Paulinho, Willian i Coutinho szeroko na flankach, a Casemiro dostaje do pomocy kogoś ze pary Talisca - Fred. Albo bardziej prawdopodobnie: Paulinho obok Casemiro, a ofensywnym pomocnikiem Renato Augusto, jeśli selekcjoner koniecznie chce mieć jednego z ulubieńców zawsze w wyjściowej jedenastce.

- To jedyna okazja aby przetestować alternatywne rozwiązania przeciwko naprawdę trudnym rywalom, którzy w najbliższych meczach towarzyskich też zamykają selekcję – przekonywał analityk Ledio Carmona. Niemcy rozciągnęli tak bardzo selekcję, że praktycznie na każdej pozycji mają dwóch graczy, Rosjanie u siebie, przeciw pięciokrotnym mistrzom świata, będą chcieli zagrać na 100%. Lepszych testów nie sposób sobie wyobrazić. Innymi słowy, przekonuje Gustavo Hoffman z ESPN, wcale nie jest tak źle jakby mogło się wydawać. W 2014 roku, podczas mundialu w Brazylii, Luis Felipe Scolari nie przewidział planu B na okoliczność kontuzji Neymara. W ataku miał zmęczonego licznymi kontuzjami Freda i borykającego się z problemami osobistymi (w tym kłopotami z niesportowym trybem życia, jak delikatnie nazywane jest upodobanie do balang) Jo. Bernarda wstawionego na mecz przeciw Niemcom potraktowano jak „faceta wziętego z publiczności”. Piłkarze wyszli na mecz ze spuszczonymi głowami, w rękach trzymali koszulki nieobecnego... mecz przegrali nim się jeszcze rozpoczął. W 2015, podczas Copa America w Chile, Neymar zobaczył czerwoną kartkę grając przeciwko Kolumbii. Następny mecz Brazylia przegrała i odpadła z turnieju. Znowu zabrakło alternatywy.

Neymar jak balsam

W 2016 mieliśmy dwa ciekawe zdarzenia, U'23 z Neymarem wygrała igrzyska olimpijskie, a dorosła reprezentacja bez niego odpadła już w fazie grupowej Copa America Centenario, udowadniając, że kolejny selekcjoner nie ma bladego pojęcia jak skutecznie grać bez ówczesnego asa Barcelony.

Pod komendą Tite, pracującego z kadrą od półtora roku, Brazylia bez asa PSG grała cztery razy. Trzy wygrane i jedna porażka, oto bilans bez największej gwiazdy brazylijskiej piłki. Tyle liczby, acz statystyka w tym wypadku, bez szerszego opisu, niewiele mówi. Tylko jeden z tych meczów był o stawkę, wyjazdowe spotkanie z kontynentalnym outsiderem, Wenezuelą, jedynym krajem z CONMEBOL, który nigdy nie grał w finałach mistrzostw świata. Brazylia wygrała z nimi 2:0. Potem było 1:0 w towarzyskim meczu przeciw Kolumbii, ale na tamto spotkanie Tite nie powołał nikogo z grających w Europie. Następnie 4:0 w towarzyskiej grze przeciwko Australii, ale kiedy przyszło grać z klasowym przeciwnikiem, skończyło się jak zwykle, porażką. Tym razem 0:1 z Argentyną.

Odkąd Neymar stał się w 2013 roku postacią numer jeden w reprezentacji, czynnikiem niezbędnym do dobrego wyniku jest jego obecność na boisku. Trzy turnieje klasy mistrzowskiej, mecze towarzyskie z utytułowanymi rywalami o tym świadczą. I nie jest ważne, że wyjściowa jedenastka bez niego bazować będzie na duetach z Realu Madryt, FC Barcelona, PSG oraz zawodnikach Manchesteru City, Chelsea, AS Roma i Liverpoolu. Niestety, świadczy to o zbyt dużej zależności od jednego, czyli problemie, którego najważniejsi rywale z Europy (Niemcy, Hiszpania i Francja) nie mają.

Neymar (fot. Getty)

Tożsamość rywali

Dość napisać, że z gry w reprezentacji Niemiec wycofały się asy poprzednich mundiali (Klose, Podolski, Lahm, Schweinsteiger, Maertesacker) ich miejsce płynnie zajęli młodsi o dekadę, a młodzież z 2014 równie płynnie przejęła miano liderów po starych mistrzach. Bez Neuera, Boatenga, Ozila, Kroosa i Khediry, Niemcy wygrali w ubiegłym roku Puchar Konfederacji! Bo u nich nie ma „gwiazd” jest drużyna!

Podobnie jest w Hiszpanii, gdzie znowu udało się złożyć drużynę bez Casillasa, Puyola, Xaviego i Davida Villi. Tylko dwie reprezentacje stające do walki o złote medale podczas finałów mistrzostw świata w Rosji mają poważny problem tożsamościowy: Argentyna i Brazylia, obie spoza Europy, obie uzależnione od wielkich liderów.

W Argentynie, asy Juventusu, Manchesteru City, PSG i Atletico Madryt, pozostawione bez Leo nie potrafią płynnie grać, a kolejni trenerzy są bezradni przy budowaniu drużyny. Podobnie dzieje się w Brazylii, która ostatni raz wygrała coś poważnego bez Neymara w 2011 roku, podczas mistrzostw świata do lat 20. Wówczas Coutinho, Oscar (potem Chelsea), Casemiro (Real Madryt), Juan Jesus (najpierw Inter, teraz Roma), Allan (Napoli), Alex Sandro (Porto, teraz Juventus) i Danilo (Porto, potem Real Madryt, teraz Manchester City), mimo przeniesienia do „dorosłej reprezentacji” na Copa America 2011 Neymara i Lucasa (ex-PSG, obecnie Tottenham), zdołali pokonać „cały świat”. I chociaż bez pary najlepszych dryblerów noty za styl i poziom rozgrywania ataku pozycyjnego spadły to i tak nie znalazł się na nich żaden mocny.

Rację mają brazylijscy dziennikarze mówiąc: - w 1/8 finału Ligi Mistrzów mieliśmy ponad 70 Brazylijczyków. Do tego kilkudziesięciu w ważnych klubach Serie A, La Ligi, Ligue 1 i Premier League. Musi być sposób, aby zastąpić jednego zawodnika, który jeszcze nie zdetronizował najlepszych: Messiego i Ronaldo.

Przecież w 1962 roku Pele doznał kontuzji na początku mundialu, a Brazylia obroniła mistrzostwo. Na mundial do Korei i Japonii pojechała dzięki golom Romario i liderowaniu w drugiej linii kapitana reprezentacji Emersona. Obu Scolari na mundial nie wziął, a Brazylia i tak zwyciężyła. W 1958, kiedy wygrywała swój pierwszy mundial, konkurencja w drużynie była tak wielka, że nie brano pod uwagę żadnego z grających poza krajem, mimo że Evaristo de Macedo brylował w Barcelonie, a Julinho był gwiazdą Serie A.

Po prostu, gdy jedna gwiazda gasła, następna rozbłyskiwała pełnym światłem.

Lionel Messi (L) i Neymar (fot. Getty)