Czas na Koreę. "Duża mobilność i szybkie podania"

RaMa
25 mar, 15:06 | Polska
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Małowiejski: Korea? Dobra organizacja i indywidualności
Polska zagra z Koreą Południową w drugim w tym roku meczu towarzyskim. Tak, jak Nigeria miała przypominać biało-czerwonym Senegal, tak wtorkowy rywal ma przypominać innego grupowego przeciwnika MŚ w Rosji, Japonię. – To drużyna dobrze zorganizowana, która ma w składzie także indywidualności – zaznaczył Hubert Małowiejski, szef banku informacji w kadrze Adama Nawałki.

POLSKA – KOREA POŁUDNIOWA W TVP 1, SPORT.TVP.PL I APLIKACJI MOBILNEJ

Największy atuty Koreańczyków to duża mobilność oraz organizacja gry oparta na szybkich podaniach. Po awansie potrafili pokonać m.in. Kolumbię, a ostatnio choć przegrali z Irlandią 1:2, to każdy kto oglądał mecz wie, że wynik nie odzwierciedla wydarzeń na boisku. Zwłaszcza w pierwszej połowie dominowali, stwarzając sobie wiele dogodnych sytuacji. W składzie nie brakuje świetnych zawodników pokroju Son Heung-mina z Tottenhamu, czy Ki Sung-yonga ze Swansea – dodał Małowiejski.

Na niedzielnej konferencji prasowej zdrowotny raport zdał Jacek Jaroszewski, lekarz reprezentacji Polski. Na leczenie do klubów wrócili m.in. Bartosz Bereszyński oraz Karol Linetty, który ucierpiał w spotkaniu z Nigerią.

Karol doznał silnego stłuczenia oka. Początkowo nie widział na nie, ale na szczęście dokładne badania wykluczyły poważniejsze obrażenia. Leczenie potrwa kilka dni – zdradził Jaroszewski.

Zdolni do treningów są już także Maciej Rybus oraz Michał Pazdan, których z piątkowego starcia wykluczyły infekcje wirusowe. Do zajęć z drużyną wraca również Sławomir Peszko, ale on jak zaznaczył lekarz, będzie jeszcze pod baczną obserwacji sztabu medycznego.

Do potyczki z Nigerią odnieśli się w niedzielę debiutanci – Przemysław Frankowski oraz Bartosz Białkowski. – To był także debiut na nowej pozycji (wahadłowy, red.). Przeszedłem przyśpieszony kurs i nie był to najgorszy występ. Powiedziałbym nawet, że obiecujący, z minuty na minutę grało mi się lepiej – przyznał Frankowski. – Dreszczyk emocji był duży, przy hymnie przeszły ciary po całym ciele. Nie miałem zbyt wiele pracy, dotknąłem piłkę 5-6 razy, ale spełniłem swoje największe piłkarskie marzenie. Czas na następne – dodał Białkowski.

POWRÓT DO "KOTŁA CZAROWNIC". WIELKIE MECZE NA STADIONIE ŚLĄSKIM