(Nie)bezpieczne przewagi. "Nie możemy tak grać"

Bartosz Pilarczyk
28 mar, 14:19 | Polska
udostępnij
Źródło: SPORT.TVP.PL
Łukasz Teodorczyk i Young-sun Yun (fot. PAP/Andrzej Grygiel)
Reprezentacja Polski pokonała we wtorek Koreę Południową 3:2, wyrywając zwycięstwo w doliczonym czasie. Przez większość meczu nic nie zapowiadało "nerwówki", bo kadra Adama Nawałki prowadziła 2:0. To kolejny taki przypadek w ostatnim czasie.

Sprawdź plan przygotowań kadry przed mundialem

Spotkanie z zespołem z Azji przebiegało po myśli Polaków. W 32. minucie Stadion Śląski na nowo "otworzył" Robert Lewandowski, który strącił piłkę głową po świetnym dośrodkowaniu Kamila Grosickiego. Pod koniec pierwszej części "Grosik" trafił w sytuacji sam na sam, dzięki czemu zrobiło się spokojnie. Jak się jednak okazało – i to po raz kolejny – zbyt spokojnie.

Po przerwie Nawałka dokonał sześciu zmian, z czego trzech jeszcze przed drugą połową. Koreańczycy, którzy w pierwszej części sporadycznie niepokoili polską obronę, przejęli inicjatywę. Pierwszego gola strzelili w 85. minucie, kiedy Chang-Min Lee miał przed polem karnym bardzo dużo miejsca i znakomitym płaskim strzałem nie dał szans dobrze spisującemu się Łukaszowi Skorupskiemu.

To zupełnie wytrąciło Polaków z równowagi, a rywale poszli za ciosem i chwilę później trafili na 2:2. Da się to usprawiedliwić faktem, że zawsze trudniej gra się po tylu zmianach. Straciliśmy kontrolę nad drugą linią, bardzo odczuwalne było zejście Kamila Glika, który trzymał w ryzach formację obronną.

O rozprężeniu w polskich szeregach mówił w pomeczowym wywiadzie Michał Pazdan. – Pierwsza połowa za bardzo nas uspokoiła. Po przerwie nie graliśmy już tak agresywnie, wysoko. Nie odbieraliśmy piłki przeciwnikom. Kilka razy daliśmy przeciwnikom się obrócić. Za bardzo się cofnęliśmy przy 2:0 – przyznał stoper kadry w rozmowie z Mariuszem Jankowskim.

Wtórował mu Krzysztof Mączyński. – Było troszeczkę nerwowo. Na pewno dostaniemy od trenera burę za drugą połowę. Sami czujemy jednak, że nie możemy tak grać. Po pierwszej części mieliśmy wszystko pod kontrolą, a później odpuściliśmy. Tak być nie może – stwierdził.

Powtórka z eliminacji

Scenariusz, jakiego świadkami byli kibice w chorzowskim "Kotle Czarownic", przywołał znajome obrazki ze spotkań eliminacyjnych do MŚ w Rosji. – Przypomniało mi się spotkanie z Czarnogórą– powiedział Mączyński. Wtedy już po kilkunastu minutach Polacy prowadzili po bramkach Mączyńskiego i Grosickiego.

Długimi fragmentami spotkanie zwyczajnie nudziło. Polacy chcieli uśpić rywali, ale... uśpili samych siebie i zanim się ocknęli, rywale doprowadzili do remisu i bliscy byli strzelenia kolejnego gola. Naszych zawodników, tak jak i z Koreą, uratował indywidualny przebłysk. Wtedy – czujność Lewandowskiego, a ostatnio – doskonała decyzja i strzał Zielińskiego.

W ostatniej kampanii eliminacyjnej nie był to jedyny taki przypadek. "Drzemka" w drugiej połowie meczu z Kazachstanem w Astanie na rozpoczęcie rywalizacji o mundial kosztowała naszych zawodników utratę dwóch punktów. Prowadzili po golach Bartosza Kapustki i Lewandowskiego z pierwszej części, ale przeciwnicy dopadli nas po przerwie.

Jeszcze wyżej prowadziliśmy niecały miesiąc później w spotkaniu z Danią na PGE Narodowym. Lewandowski do dwóch trafień przed przerwą dołożył trzecie tuż po niej. Taki "bufor" okazał się wystarczający, jednak nerwy kibiców były wystawione na próbę po tym, jak zespół Age Hareide doszedł na 3:2.

– Takie rzeczy się w piłce zdarzają. Zwycięstwo cieszy, ale martwi to, że jest zmienny styl gry. W pewnym momencie drużyna uważa, że jest już "pozamiatane". Trzeba temu przeciwdziałać, ale nie twierdzę, że jest to wielki problem. Piłkarze sami dostali ostrzeżenie, a trener Nawałka doskonale zdaje sobie z tego sprawę – powiedział Andrzej Strejlau.